poniedziałek, 30 grudnia 2019 | By: Annie

"Świąteczna gorączka" - Maja Damięcka

                     Po książki w rodzaju "Świątecznej gorączki" sięgam w jednym tylko celu - żeby zająć czymś oczy kiedy jestem już bardzo zmęczona, a usiłuję nie zasnąć - podczas wieczornego karmienia czy tulenia Laurki. Zamiast scrollować instagrama czy facebooka, czytam sobie wtedy bezmyślnie takie leciutkie głupotki. I nawet mam z tego sporo frajdy, choć myślę, że kluczowe jest tu moje nastawienie. Po prostu nie analizuję, nie wnikam, nie oceniam fabuły - przyjmuję ją z całym dobrodziejstwem inwentarza - zawsze jest to kiczowata historia miłosna plus parę pikantniejszych opisów. Z resztą moim zdaniem sięganie po tego typu książki z innym podejściem, lub jeszcze gorzej - w poszukiwaniu wiarygodnej historii czy pięknego języka, całkowicie mija się z celem. Nie temu one służą, nie po to powstały, i warto mieć tego świadomość jeszcze przed rozpoczęciem czytania. W przypadku "Świątecznej gorączki" mamy bad-boy'a biznesmena, który nie lubi Świat oraz uroczą panią doktor. Reszty pewnie każdy się domyśli. 😉 Podczas lektury bawiłam się całkiem dobrze, a pod koniec nawet wciągnęłam się w historię. Natomiast nie będę jakoś szczególnie polecać, bo zwyczajnie nie mam porównania - na swoim czytelniczym koncie mam raptem kilka romansów. Jak dla mnie było ok, książka jest sprawnie napisana, no i spełniła swoją rolę - nie zasnęłam. Niemniej jeśli ktoś szuka literatury pięknej - zdecydowanie odradzam. Natomiast dla amatora lekkiej, romansowej rozrywki - czemu nie? Choć "Turbulencja" była zdecydowanie lepsza, hihi. 😉 

                      To była moja ostatnia świąteczna i prawdopodobnie również ostatnia książka, którą przeczytałam w tym roku. Zatem bilans grudniowy to 5 powieści ze Świętami w tle, nieźle! Na podsumowania roczne przyjdzie jeszcze pora. 🙂
piątek, 27 grudnia 2019 | By: Annie

A pod choinką...

                          Przyznam, że w tym roku Święta były raczej skromne stosikowo - w moim czytelniczym życiu nadal króluje bowiem kindle - i to na niego planuję poczynić nieco większe świąteczne zakupy, których niestety nie da się pokazać w formie tradycyjnego zdjęcia. 😉 Po cichu tęsknię trochę do papierowych książek, do ich niepowtarzalnego dotyku i zapachu, niemniej nadal jestem w fazie wielkiej radości i wdzięczności, jeśli w ogóle mam chwilę na czytanie, więc narzekanie na medium mi nie w głowie. Zatem moje mikołajowe zamówienie książkowe w tym roku ograniczyło się głównie do poradników, które czytuję namiętnie, i to tylko w papierze właśnie - lubię podkreślać, zakreślać, zaznaczać, dopisywać swoje notatki. Ale o tym planuję popełnić wreszcie osobny post. Na szczycie stosu znajduje się natomiast jedna powieść, ale za to jaka! To antykwaryczna perełka - biały kruk, o którym od lat marzyłam. Upolowana na allegro za straszne jak na książkę pieniądze, czuję się nieco onieśmielona legendą tej pozycji, a jednocześnie aż świerzbią mnie palce do lektury.

                          Zamieszczam również zdjęcie książkowego stosiku, który pod choinką znalazła Laurka. Przyznam, że zupełnie pogubiłam się w naszych listopadowo-grudniowych zakupach - co pokazałam, co schowałam, co zapakowałam itd. Ale od stycznia planuję regularnie wrócić do tego cyklu. :)



MY :)
czwartek, 26 grudnia 2019 | By: Annie

"Choinka cała w śniegu" - Joanna Szarańska

                          W tym roku biję wszelkie rekordy jeśli chodzi o nasycenie grudnia świątecznymi lekturami. To chyba kwestia potrzeby zrekompensowania sobie niedosytu tej wyjątkowej atmosfery w codzienności i dorosłości ogółem - śniegu brak, prezenty w większości kupuję sobie sama, gdzieś zniknęła ta dziecięca, beztroska radość z wolnych dni, więc przynajmniej książkowo sobie odbijam, a co! 😉 W wigilijną noc, po położeniu Laurki spać, a w oczekiwaniu na powrót męża z dyżuru, połknęłam zatem kolejną część z cyklu Cztery płatki śniegu. Rok temu przeczytałam tom drugi, który niestety umknął blogowej notce, a dwa lata temu tom pierwszy, więc można powiedzieć, że odwiedziny w kamienicy przy Weissa stały się już niemal moją świąteczną tradycją. Tym smutniej było mi zakończyć tę czytelniczą przygodę - "Choinka cała w śniegu" to bowiem ostatnia część trylogii. 

                       Autorce udało się utrzymać poziom i  z przyjemnością ponownie spotkałam się z ulubionymi bohaterami. Wiadomo, nie są to książki bez wad, niemniej potrafią sprawić, że czytelnik nie ma ochoty analizować czy wyszukiwać niedociągnięć, a po prostu cieszy się ich ciepłem, humorem i lekkością. To lektury optymistyczne, zabawne, a co wyjątkowe - nie są przesłodzone i nie umoralniają na siłę, czego, przyznam, nie znoszę serdecznie w okołoświątecznych powieściach. Jeśli miałabym polecać na szybko 'coś fajnego do czytania na Święta' - pierwsza myśl to właśnie trylogia Cztery płatki śniegu. Z tym, że warto zacząć od tomu pierwszego. Ach, szkoda, że ta seria już za mną!

***
                    Przy okazji chciałabym złożyć wszystkim zaglądającym tu molom książkowym nieco spóźnione, ale nadal bardzo serdeczne życzenia świąteczne! Kochani, chwili na oddech w zabieganym życiu, więcej czasu na odpoczynek, relaks z bliskimi i z dobrą książką w ręku, oraz sztampowo - oczywiście zdrowia i szczęścia! :).
poniedziałek, 16 grudnia 2019 | By: Annie

"Zostaje w rodzinie" - Adela Jurowska

                     Jaka to sympatyczna, przyjemna i kojąca obyczajówka! Zero przebojowości, zero silenia się na nagłe zwroty akcji czy zaskakujące wydarzenia - ot, zgrabnie opisane zwykłe-niezwykłe życie pewnej ursynowskiej rodziny i ich perypetie na przestrzeni roku. Ewa pracująca jako manager osiedlowej siłowni, Karol - właściciel niewielkiej firmy, a także dwójka ich nastoletnich dzieci, każde zmagające się ze swoimi problemami. Do tego dziadek, wkurzający pies i podejrzenie romansu.

                      W tej powieści nie ma nawet jednego fajerwerku, jednego zachwytu, jednego punktu kulminacyjnego, a jednak czytało mi się ją zaskakująco miło, dobrze i sprawnie. To czysty relaks, bez silnych emocji czy zaskoczeń - jak wtedy gdy oglądamy po raz setny ulubiony film, znając na pamięć fabułę. Po książkę sięgnęłam zupełnie w ciemno, skusił mnie Ursynów w tle, bo to również moja dzielnica. Miałam poczucie jakbym czytała o prawdziwych, zwyczajnych ludziach, których mijam na ulicy lub w metrze - i za sprawą lektury otrzymałam możliwość wglądu w ich codzienność - czyli 100% realizmu oraz prozaicznej rutyny. Ot, życie. Ktoś powie, że nuda. Takie książki, pozornie o niczym i przegadane, trzeba lubić, żeby czerpać z ich lektury frajdę. Ja lubię, więc przeczytałam z dużą przyjemnością. Drobna uwaga - to nie jest książka świąteczna, jak może sugerować okładka - mnie to zmyliło.
sobota, 14 grudnia 2019 | By: Annie

"Świąteczny dyżur" - Adam Kay

                    Kiedy półtora roku temu połknęłam świetny debiut autora - bestseller "Będzie bolało" opowiadający o perypetiach świeżo upieczonego lekarza ginekologa - zostałam zmrożona niektórymi historiami porodowymi (sama byłam wtedy w zaawansowanej ciąży), cieszyłam się też, że mój mąż zaplanował sobie inną, znacznie spokojniejszą specjalizację. Zabawne jak niespodziewanie potrafi skręcić ścieżka losu, bowiem czytając "Świąteczny dyżur" mam męża w trakcie rezydentury z... ginekologii i położnictwa właśnie. O drastycznych zmianach planów w trakcie stażu krążą legendy, dotknęło to również nas. I nagle się okazało, że oto czytam książkę dokładnie o naszych Świętach. ;)

                     Niestety, już na pierwszy rzut oka widać, że "Świąteczny dyżur" to pozycja napisana ewidentnie na siłę, uszyta na miarę jako świąteczny bestseller. Treści w niej malutko, książka jest zaskakująco chuda, a w środku i tak sztucznie pogrubiona rysunkami, pustymi stronami itp. Do historii nie mam raczej zarzutów, jest zabawnie, niepoprawnie, 'bez znieczulenia', choć również dość płytko, bez głębszych refleksji i przemyśleń, które tak urzekły mnie w "Będzie bolało". Mnie ta tematyka z wiadomych względów po prostu bardzo interesuje i mam do niej słabość, więc należy wziąć też poprawkę, że oceniam przychylniejszym okiem. W każdym razie przeczytałam bez bólu, a nawet ze sporą przyjemnością, szkoda tylko, że to taka świąteczna broszurka bardziej, a nie pełnoprawna książka. I powiem szczerze, że podobną ilość, często nawet ciekawszych historii, wsłuchuję codziennie po powrocie męża do domu. :D
piątek, 6 grudnia 2019 | By: Annie

"Szczęście przy kominku" - Gabriela Gargaś

                   Wraz z nadejściem grudnia łakomie rzuciłam się na świąteczne lektury, a tegoroczny wybór nowości wydawniczych przyprawił mnie niemal o zawroty głowy. "Szczęście przy kominku" wyłowiłam tak trochę na chybił-trafił z morza innych bożonarodzeniowych pozycji, a do sięgnięcia skusiła mnie głównie obietnica odwiedzin w przytulnym antykwariacie, gdzie nad kubkiem kawy krzyżują się ścieżki bohaterów. W zasadzie z tej książki najlepszy jest chyba właśnie opis na okładce, bo powiem szczerze, że tak nijakiej i bezpłciowej powieści to ja dawno nie czytałam... Postaci są totalnie papierowe i płaskie, przez co co chwila myliły mi się ich imiona, a historia jest niesamowicie wręcz kiczowata i przewidywalna. Autorka dodatkowo okrasiła to wszystko solidną dawką patetycznych pseudomądrości - takie typowe, nic nie wnoszące pitu pitu do natychmiastowego zapomnienia. Świątecznego klimatu nie poczułam, a co gorsza, książka jest zwyczajnie nudna i kiepsko napisana. W zasadzie szkoda mi smarować jeszcze coś więcej w tym temacie. Jestem zdecydowanie na nie. Rozczarowanie.
niedziela, 1 grudnia 2019 | By: Annie

"Polska odwraca oczy" - Justyna Kopińska

                      Nie lubię i staram się unikać wszelkich uprzedzeń literackich, ale po fatalnym pierwszym spotkaniu jakoś trudno było mi podchodzić do kolejnej książki Justyny Kopińskiej inaczej niż przysłowiowy 'pies do jeża'. Co do "Obłędu" nie będę się powtarzać - wszystkie przemyślenia zawarłam tutaj - starczy, że napiszę, że będzie to chyba dla mnie najgorsza książka 2019 roku, a był to też rok w którym czytałam dużo literatury młodzieżowej i erotyki Blanki Lipińskiej. :P Na szczęście książka "Polska odwraca oczy" nie rozczarowała mnie, choć do zachwytu został jeszcze spory kawałek drogi. To zbiór szokujących reportaży o sytuacjach, w których polskie prawo jest bezradne lub nieudolne - gdzie wszystkim łatwiej zamknąć oczy i po prostu próbować zamieść sprawę pod dywan. Mnie osobiście najbardziej poruszyły dwie początkowe historie - ta o żonie Mariusza Trynkiewicza oraz o nieprawidłowościach w szpitalu psychiatrycznym, a także opowieść o tym, jak traktowane są przez polski system sprawiedliwości ofiary gwałtu...

                      Nie można odmówić Justynie Kopińskiej sprawnego pióra. Sama dziennikarka pozostaje w cieniu opowieści, nie wartościuje, nie ocenia, co postrzegam bardzo na plus. Reportaże ze zbioru są dość krótkie, rzeczowe, powiedziałabym wręcz typowo 'gazetowe', a że jest ich wiele, to siłą rzeczy człowiek niestety obojętnieje w miarę czytania i kolejne historie przeżywa już ze słabszym zaangażowaniem. To uwaga mniej w kategoriach zarzutu, a bardziej w ramach spostrzeżenia jak konstrukcja i sposób czytania książki wpływają również na jej odbiór oraz wrażliwość czytelnika. Przyznam, że na przykładzie Justyny Kopińskiej chyba po raz pierwszy w życiu spotkałam się z takim dysonansem możliwości literackich - autorka to z jednej strony sprawna reportażystka, a z drugiej kiepska powieściopisarka. Co więcej, tę samą historię, co w "Obłędzie" zawarła też w jednym z reportaży, więc tym bardziej widoczna jest ta przepaść. Cóż, ja zatem ograniczę spotkania z panią Kopińską do literatury faktu, bo ten gatunek wychodzi jej naprawdę dobrze.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...