wtorek, 16 lipca 2019 | By: Annie

"Nawiedzenia. Historie prawdziwe" - Ed i Lorraine Warren, Robert David Chase

                        Ostatnio jestem mocno zakręcona na punkcie horroru - wystarczy klimatyczna okładka oraz zapowiedź lekturowej grozy - i już jestem na tak. Rzuciłam się zatem łakomie na tę swieżynkę wydawniczą, nie przeczytałam nawet opisu, w zasadzie nie miałam żadnych oczekiwań odnośnie lektury, prócz mrocznego klimatu i niezłej dawki strachu. Niestety, średnio jestem usatysfakcjonowana. Książka jest dość specyficzna - to zbiór wielu pobieżnie opowiedzianych historii o cmentarnych duchach, z którymi w trakcie swojej kariery zetknęli się Ed i Lorraine Warrenowie - słynni amerykańscy badacze istot paranormalnych. 

                       Owszem, czytało się to ciekawie, nie powiem, momentami się wyciągnęłam i parę razy nawet trochę się bałam. Jednak głównie podczas lektury czułam niedosyt, bo historie są opowiedziane bardzo skrótowo, lakonicznie, powierzchownie - jakbym czytała streszczenia lub podpisy pod zdjęciami - miałam poczucie niewykorzystanego potencjału literackiego i zmarnowanej historii. A gdzieś tam w tyle głowy ciągle czułam również zgrzyt "że oni tak na serio" - bo jednak co innego czytać fikcję, a co innego rojenia o duchach, w które autorzy naprawdę wierzą i jeszcze usiłują za pomocą tanich sztuczek oraz manipulacji przekonać czytelnika do swojej wersji rzeczywistości. Skoro mają tyle niepodważalnych zdjęć to dlaczego żadnego nie zamieścili w książce zamiast zwykłych ujęć starych domów..? Do tego co i raz mamy takie cytaty-smaczki, szczerze mówiąc trochę obrażające inteligencję czytelnika: "Jakkolwiek dziś nie ma żadnych dowodów na to, że ta grupa rzeczywiście tam była - takie historie czasem rodzą się z plotek i pogłosek - stowarzyszenie czuje, że naprawdę istniała, naprawdę się tu zatrzymała i naprawdę przeprowadzała na tej ziemi nekromanckie rytuały." Serio..? Ta ich naiwność, to uproszczone postrzeganie świata jedynie w czarno-białych barwach wydaje mi się tak do bólu amerykańskie... Nie chcę się w to za bardzo zagłębiać, ja tę lekturę potraktowałam jako rozrywkę, natomiast bardziej niż wszystkie tu zebrane historie przeraża mnie chyba to, że ktoś mógłby potraktować tę książkę na serio i faktycznie uwierzyć małżeństwu Warrenow. ;) Jako ciekawostka dla horrorowych maniaków - czemu nie. Choć sama forma - lakoniczna, powierzchowna, skrótowa, emocjonalnie płytka i uboga opisowo - rozczarowuje. Niemniej parę historii wywołało u mnie ciarki na plecach i przyspieszone bicie serca, więc chyba o to chodziło. Ale na pewno sama okładka jest lepsza i bardziej klimatyczna niż jej zawartość, co przyznaję ze smutkiem.

1 komentarzy:

Asia Hadzik pisze...

Kiedyś już o nich słyszałam...
Może kiedyś sięgne

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...