wtorek, 18 stycznia 2022 | By: Annie

"Pierwszy oddech" - Olivia Gordon

                    Na widok zapowiedzi wydawniczej tej książki szybciej zabiło mi serce. Czekałam niecierpliwie na jej premierę (swoją drogą kilka razy przesuwaną), kupiłam ją natychmiast, jak tylko było to możliwe, postawiłam na półce... i bałam się po nią sięgnąć przez kilka dobrych miesięcy. Bałam się, że nie udźwignę jej emocjonalnie, że przeczołga mnie psychicznie - ja nadal świeżo pamiętam myśl, która pojawiła się w mojej głowie zaraz po urodzeniu Laurki - że właśnie oto stworzyłam swój najsłabszy punkt. I z czasem tylko się w tym utwierdziłam. Pojawienie się dziecka to bowiem odkrycie zupełnie nowego wymiaru - zarówno szczęścia, jak i zmartwień. I mając w pamięci jak przeżywałam przedłużony o kilka dni pobyt Laurki w szpitalu po porodzie, nie wyobrażam sobie co muszą czuć rodzice dzieci spędzających długie miesiące na oddziale neonatologii... 

                   Pierwsze zaskoczenie po lekturze - nie przeżyłam jej aż tak emocjonalnie, jak się spodziewałam - widocznie uodporniłam się dzięki codziennym porcjom szpitalnych opowieści męża. Autorka, sama będąca matką wcześniaka, zgrabnie przeplata swoje wspomnienia z opowieściami innych rodzin oraz z historią perinatologii i neonatologii. Pionierskie operacje wewnątrzmaciczne, jak powstawało USG, diagnostyka prenatalna, pierwsze próby ratowania wcześniaków, bardzo ciekawe spojrzenie czym tak naprawdę jest choroba genetyczna... dla mnie to była po prostu niesamowicie interesująca lektura - zarówno jako dla osoby zaintrygowanej tematem od strony naukowej, jak i dla kobiety w ciąży (choć raczej nie poleciłabym tej książki innym ciężarnym). "Pierwszy oddech" to jednocześnie skarbnica wiedzy medycznej i świadectwo bolesnych doświadczeń wielu rodzin - naprawdę piorunująca mieszanka.
wtorek, 11 stycznia 2022 | By: Annie

"Pypcie na języku" - Michał Rusinek

                    Styczeń powitał nas ponurymi i deszczowymi dniami, a niestety, taka aura idzie u mnie w parze z niekontrolowanymi napadami ciążowej śpiączki. Zatem w związku z tym, że ostatnio odpływam średnio po dwóch stronach lektury, sięgnęłam po felietony, czyli formę idealną do czytania z doskoku, w biegu, w międzyczasie - jednym słowem bardzo kompatybilną z życiem matki. ;)

                    "Pypcie na języku" to zbiór tekstów o przeróżnych językowych smaczkach i niuansach - począwszy od zabawnych nazwisk, przez absurdy języka PRLu, aż po komiczne nazwy podróbek czy spolszczenia angielskich słów - a to tylko pierwsze z głowy przykłady. Książkę w większości poznawałam w formie audiobooka, jednocześnie układając puzzle, i z perspektywy czasu ogromnie żałuję, że nie zaznaczałam sobie fragmentów, które wywołały u mnie napady głośnego śmiechu - a było ich naprawdę sporo! Mogłabym się ich nauczyć na pamięć i teraz błyszczeć anegdotami w towarzyskich sytuacjach. ;) Michał Rusinek to prawdziwy erudyta, dowcipny i porywający gawędziarz, krakowski inteligent starej daty - wymierający, niezwykle cenny gatunek, a możliwość słuchania jak czyta własne teksty (ten głos!!!) to była naprawdę czysta przyjemność i inteligentna, błyskotliwa rozrywka. Nie mogę się doczekać kolejnych książek z tej serii, które planuję sobie zapodać w najbliższym czasie. Również obowiązkowo w formie audiobooka, bo mam wrażenie, że w przypadku akurat tej lektury forma audio podwaja jej smak. :) 
sobota, 1 stycznia 2022 | By: Annie

Podsumowanie roku 2021

                  Wiem, że to symboliczne i dla wielu przebrzmiałe, ale ja lubię celebrować noworoczną czystką kartę. Wyzerowane liczniki, niczym powiew świeżości z otwartego okna - to wszystko działa na mnie mobilizująco i ekscytująco na myśl o tym, co może przynieść kolejnych dwanaście miesięcy...

                   W 2021 przeczytałam łącznie 52 książki (wszystkie tytuły TUTAJ) i jest to wynik jak na mnie średni, ale i tak lepszy niż się spodziewałam po naprawdę kiepskich czytelniczo początkach tego roku. :p Na zdjęciu wszystkie tytuły, które skradły moje serce, jednak numer jeden to zdecydowanie "Wizyta" Helen Phillips - niekoniecznie najlepsza literacko, ale tak bardzo 'moja', że zajęła specjalne miejsce w moim sercu. O dziwo zachwyciły mnie aż cztery zbiory opowiadań, co jest dla mnie nie lada objawieniem, jako że zawsze omijałam krótką formę szerokim łukiem. Na wyróżnienie zasługują również dwa fajne, nieuwiecznione na fotografii czytadła - "Gdzie śpiewają raki" i "Był sobie pies". Ciepło wspominam ich lekturę, ale do 'naj, najów' ciut im zabrakło. Natomiast odkryciem końcówki tego roku jest dla mnie połączenie puzzle+audiobook. Próbowałam tego już kilka razy, ale dopiero teraz zaklikało, choć jestem naprawdę okrutnie wybredna jeśli chodzi o głos lektora. Myślę, że audiobooki będą mi również często towarzyszyły w nadchodzącym roku.

                     Muszę przyznać, że 2021 był dla nas bardzo udany - to pierwszy rok, który szczęśliwie przemieszkaliśmy w naszym nowym gniazdku, a Laurka rozpoczęła przygodę z przedszkolem. To również rok, którego połowę spędziłam będąc w drugiej ciąży, więc siłą rzeczy, z mieszaniną ekscytacji, radości i przerażenia, wypatruję końcówki marca, kiedy to dołączy do nas pewien malutki chłopczyk. :) Choć na co dzień jestem raczej uporządkowana i zorganizowana, to jeśli chodzi o czytelnictwo, gdy tylko wyczuwam jakiś przymus, cień obowiązku - uciekam w przeciwną stronę. Dlatego żadnych wyzwań, postanowień i planów już nie robię - przynajmniej publicznie. Oczywiście chciałabym czytać ile się da, w miarę możliwości dzielić się swoimi wrażeniami w sieci, a przede wszystkim przetrwać najbliższy rok z dwójką małych dzieci we względnym zdrowiu psychicznym. :P

piątek, 31 grudnia 2021 | By: Annie

Stos na pożegnanie roku

                    Ostatni w tym roku stos nowych książek w mojej biblioteczce - taka trochę zbieranina listopadowo-świąteczno-prezentowa. ;) Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy uda mi się poznać chociaż część z tych smakowitych tytułów. Tymczasem planuję filmowo-czytelniczego Sylwestra w domowym zaciszu i zastanawiam się, którą pozycję by tu napocząć w pierwszej kolejności... A sobie i Wam życzę samych wspaniałości czytelniczych w nadchodzącym 2022!!! :)
środa, 10 listopada 2021 | By: Annie

"Wiatr" - Jozef Karika

                       Na fali zachwytu "Szczeliną" (moja osobista książka roku 2019!) zakupiłam w ciemno wszystkie pozycje pióra Jozefa Kariki i teraz zastanawiam się czy jednak nie był to zbyt pochopny entuzjazm. Niestety, jego najnowsza powieść "Wiatr" nie zachwyciła mnie - a nawet pokusiłabym się tu o określenie 'rozczarowanie'. Tym większy ból i żal, bo była to moja starannie wybrana lektura halloweenowa. :(

                       Na korzyść książki na pewno przemawia fakt, że nie jest to kolejna amerykańska, schematyczna opowieść o zombie i bohaterskiej grupie nastolatków. Otrzymujemy natomiast przygraniczną Słowację, wywodzącą się z ludowych podań wietrzycę oraz irytującego głównego bohatera, który znajduje na przydrożnym parkingu kamerę samochodową i postanawia rozwikłać tajemnicę nagranego na niej dziwnego filmiku. Przez większość czasu czytałam względnie wciągnięta, trochę przejęta i przestraszona, natomiast koniec - mam tu na myśli ostatnich kilkanaście stron pseudofilozoficznego wywodu - wymęczył mnie koszmarnie. Jednocześnie mam wrażenie, że Karika mocno powiela "Szczelinę", a przemyślenia, które przy pierwszym zetknięciu były dla mnie nowe, ciekawe i intrygujące, w kolejnym przemieleniu okazały się zwyczajnie nudne i nużące... Sięgnę pewnie po kolejne jego książki, ale trochę odczekam, bo na ten moment boję się jeszcze wiekszego rozczarowania. 

środa, 3 listopada 2021 | By: Annie

Stos październikowy

                    Na pamiątkę i być może ku czyjejś inspiracji - oto moje nabytki książkowe z października. Duża część to efekt wielkiej promocji Wydawnictwa Poznańskiego, a także wizyty w cudownym Antykwariacie Grochowskim. Cieszę się szczególnie ze zdobytego okazyjnie "Targowiska próżności" w tym konkretnym wydaniu - długo na nie polowałam. To teraz poproszę jeszcze o więcej czasu i sił, bo co wieczór zapadam w ciążową śpiączkę i prawie nic nie czytam. :(

czwartek, 28 października 2021 | By: Annie

"Jesień" - Ali Smith

                   Jesień to dla mnie zawsze czas większego skupienia na domu, rodzinie i… literaturze. Długimi, przytulnymi wieczorami moje myśli niekontrolowanie uciekają ku książkom - snuję plany czytelnicze, wynotowuję kolejne smakowite premiery, a męża wysyłam do paczkomatu po kolejne łupy. ;) Ogromnie cieszę się, że u progu październikowych dni, w morzu innych, niezwykle kuszących tytułów, udało mi się wreszcie sięgnąć po twórczość Ali Smith – jej powieści miałam na moim radarze czytelniczym jeszcze na długo przed ich polską premierą.

                   „Jesień” to książka wymagająca skupienia, wyciszenia, podarowania jej otwartego i delikatnego serca – a w zamian otrzymujemy bardzo subtelną historię pewnej nietypowej przyjaźni, która połączyła staruszka Daniela i młodziutką Elisabeth. Opowieść została utkana na kanwie snów i wspomnień, chaotycznych fragmentów przeszłości, okraszona anegdotami z życia mało znanych osób świata kultury. Nie ma tu wartkiej, jednoliniowej akcji, to nie jest historia opowiedziana od a do z, z jednoznaczną puentą i finałem. Jest to natomiast refleksyjna, niespieszna, poszatkowana proza, choć moim zdaniem trochę za mało w niej emocji. Książka niestety nie dotyka dogłębnie zapowiadanych tematów, takich jak brexit, nie poczułam również klimatu jesieni, na co bardzo liczyłam. Choć jednocześnie sam nastrój opowieści - melancholijny, refleksyjny, nostalgiczny - dobrze koresponduje z jesienią w sercu, więc myślę, że tkwi w tym jakiś głębszy artystyczny zamysł. Cieszę się, że wreszcie przeczytałam tę książkę – to była przede wszystkim uczta pięknego, bogatego języka i świetnego pisarstwa, choć sama historia mnie nie porwała. W planach mam jednak oczywiście kolejne pory roku, które już czekają na mojej półce w przepięknych wydaniach WABu.

niedziela, 24 października 2021 | By: Annie

Życiowy update ;)

              Blog zarósł pajęczynami. Znowu ;(. Zaniedbałam go ostatnio okrutnie, ale przyznam, że przy nigdy niekończących się obowiazkach domowych, z super aktywną trzylatką u boku i ciągle dyżurującym mężem, moje życie to ciągła sztuka ustalania priorytetów. I tak oto, zamiast pisać o książkach, wolę je po prostu w tych moich nielicznych okruchach wolnego czasu czytać...  Laurka rozpoczęła we wrześniu przygodę z przedszkolem, więc liczę, że teraz wreszcie uda mi się trochę ponotkować - chciałabym napisać przynajmniej o części najfajniejszych książek, które udało mi się w ostatnich miesiącach przeczytać. Natomiast to tylko do wiosny, bowiem wtedy dołączy do nas ktoś jeszcze i z czytaniem może ponownie być kiepsko. 😉 Jeśli ktoś jest ciekaw więcej prywaty, to zapraszam na mojego instagrama, tam udaje mi się od czasu do czasu coś wrzucić. 😉 A tymczasem, jako że traktuję blog jako mój książkowy pamiętnik, zamieszczam zdjęcia stosików z ostatnich miesięcy - teraz chyba zabiorę się za czytanie czegoś horrowego. W najbliższych planach mam też "Lincolna w Bardo", bo co roku planuję go przeczytać w okolicy Wszystkich Świętych i co roku zapominam. 🙈 Trzymajcie kciuki!



piątek, 2 lipca 2021 | By: Annie

Czerwcowe zakupy

                 Oto nowe nabytki z ostatniego miesiąca - moje, bo tych Laurki nie podejmuję się odszukiwania - a pewnie wyszłoby drugie tyle. Czerwiec był pięknym, bardzo festiwalowo-literackim miesiącem i szczerze - wszystkiego potrafię sobie odmówić, ale książek zupełnie nie (choć niekiedy mnie samą przeraża moja pazerność, przyznaję). Jednocześnie mam poczucie, że to same perełki, niezbędne mi tytuły... Niestety, po raz pierwszy zdarzyło mi się zakupić drugi egzemplarz książki, którą już mam w biblioteczce - kto zgadnie która to (jest na zdjęciu), temu wyślę ją paczkomatem na mój koszt. 😁 I tak sobie myślę, patrząc na ten stos, że mąż to musi mnie bardzo kochać... 😁

wtorek, 1 czerwca 2021 | By: Annie

Maj w książkach

                Oto majowe nowości w mojej biblioteczce. Mogłabym napisać, że skutecznie poskromiłam swój książkoholizm i stąd mniejsze niż zazwyczaj zakupy, ale będę szczera - maj był po prostu tak intensywny, że nie miałam czasu na księgarnie i maratony szperactwa na allegro. ;) Zacieram ręce na myśl o tym, jakie historie skrywają się pod drzwiami okładek, jednocześnie marząc o większej ilości czasu na spokojną lekturę... Już teraz gorąco polecam Wam "Stówkę" Justyny Sobolewskiej i Anny Dziewit-Meller - dawkuję ją sobie powoli, czytam po kilka rozdziałów dziennie, aby tej bibliofilskiej przyjemności starczyło mi na jak najdłużej!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...