poniedziałek, 29 czerwca 2020 | By: Annie

"Bez. Ballada o Joannie i Władku z jurajskiej doliny" - Andrzej Muszyński

                      Dawno nie czytałam tak wymagającej książki – zarówno pod względem językowym, stylistycznym, jak i fabularnym. Z pętlami zdań i przeskokami czasowymi, w których można zagubić się niczym w labiryncie skał jurajskiej doliny. Książki, którą trzeba czytać wolno, ostrożnie, cierpliwie i w pełnym skupieniu, dopiero stopniowo odszyfrowując kolejne znaczenia i z rozsypanych puzzli układając na nowo historię Joanny i Władka. Historię smutną, przejmującą, historię bezpłodności, historię samotności, zagubienia, depresji i olbrzymiej tęsknoty za dziećmi „dla których zabrakło ciał”. Historię, gdzie nic nie jest powiedziane wprost, podane na tacy, a jednak wszystko aż kipi od niewypowiedzianych emocji, które dotykają najgłębszych zakamarków duszy. Ta opowieść, choć usiana dziesiątkami ukrytych znaczeń, symboli, przez cały czas pozostaje owiana również aurą tajemnicy - nie do końca wiadomo co jest wspomnieniem, a co sennym złudzeniem. Ciężko jednoznacznie określić gdzie przebiega tu granica rzeczywistości, co dodatkowo utrudniają fragmenty ocierające się o metafizykę, o ludową magię, czary i zabobony – to wszystko, w połączeniu z zachwycającymi opisami pejzaży jurajskiej doliny oraz wrogością wiejskiej ludności, buduje niesamowity, nieco mroczny klimat. 
„W spojeniu runa i korzeni dojrzewa pierwszy w tym roku spisek ptaków, które o świcie podpalają noc.” 
„Lubię ten czas jesienią, gdy rzeczy osiągają granicę swojej wyrazistości (…).”
                       Mam problem z tego typu książkami – nie należę do czytelników, którzy lubią mozolnie i z wysiłkiem brnąć przez lekturę. A jeśli już taki trud podejmuję, to pierwsze pytanie, które pojawia mi się w głowie brzmi: ‘czy było warto?’. Tu wrażenia mam mieszane, nie umiem określić jednoznacznie swoich odczuć względem tej powieści. Z jednej strony to była niepowtarzalna umysłowa gimnastyka, dotknięcie ludowego mistycyzmu i ważnego tematu bezpłodności, ale ujętego w sposób zdecydowanie nietuzinkowy - na pewno to spotkanie pozostanie niezapomniane, jako coś bardzo specyficznego, oryginalnego. To misterne skonstruowana, w najdrobniejszych szczegółach dopracowana i stymulująca intelektualnie lektura, którą można analizować bez końca. Z drugiej strony trochę się męczyłam podczas czytania i nie mogę oprzeć się myśli, czy jednak nie był to przerost formy nad treścią. Niemniej nie żałuję, że przeczytałam. To bardzo dobra, ambitna książka, po prostu nie umiem stwierdzić czy podobała mi się - na takiej najbanalniejszej, czysto subiektywnej płaszczyźnie. W zasadzie nie musiała, uważam, że warto czytać nie tylko w poszukiwaniu literackiego oczarowania, książki mają przecież do zaoferowania znacznie więcej. Ja lubię poszerzać swoje literackie horyzonty, nawet jeśli nie zawsze towarzyszy temu bezkrytyczny zachwyt.
„Ile moja matka mogła mieć teoretycznie dzieci? Siedmioro? Trzynaścioro? Znam takie rodziny. Teoretycznie, a więc foremki były gotowe. Czekały na sygnał. Na prąd. Rysy, które nie doszły do skutku. Oczodoły, których nigdy nie wypełnił ten magiczny atrament. (…) Nie potrafiłem się od tego uwolnić, od tej myśli, że ktoś mógł być, może być, a go nie ma.”

3 komentarzy:

Natalia | natalia-recenzuje.pl pisze...

Nigdy nie słyszałam o tej powieści, ale bardzo lubię takie problemowe powieści z przesłaniem. Również wiele problemów poruszonych w książce jest mi na swój sposób bliskich. Choć Ty uczucia masz mieszane, ja czuję, że muszę przeczytać. Dziękuję, że napisałaś tutaj o tej książce.

Annie pisze...

Natalia - w takim razie ogromnie się cieszę, że moja notka naprowadziła Cię na tę lekturę! Mam nadzieję, że spełni Twoje oczekiwania, ale skoro lubisz tego typu trudniejsze, 'problemowe' powieści to nie widzę innej opcji. :)

Annie pisze...

Natalia - i koniecznie daj znać jak wrażenia po lekturze :)

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...