wtorek, 13 sierpnia 2019 | By: Annie

"Zjazd absolwentów" - Guillaume Musso

                           Mój plan nadganiania stopniowo zaległych notek nadal w realizacji, natomiast chciałabym wrócić również do spisywania swoich wrażeń z bieżących lektur, żeby uwiecznić te bardziej ulotne emocje i przemyślenia, a także, by tak jak dawniej, zakotwiczać moje wpisy w naszej codzienności. Zatem na świeżo – właśnie skończyłam czytać „Zjazd absolwentów” – nowość wydawniczą, którą połknęłam błyskawicznie podczas kilku kolejnych drzemek Laury. Pewnie każdy, kto czytuje regularnie ten blog, wie, że wakacje bez Musso to dla mnie wakacje niezaliczone – od wielu, wielu lat co lato sięgam po jedną lub dwie książki tego pana, taki mam zwyczaj, a dzięki temu jego twórczość niezmiennie kojarzy mi się z ciepłymi, leniwymi wieczorami, zapachem rozgrzanego miasta, smakiem mrożonej kawy. Zatem pchana siłą przyzwyczajenia sięgnęłam po nowiutki "Zjazd absolwentów", choć bezkrytyczny zachwyt twórczością Musso minął mi już parę ładnych książek temu.

                             Tym razem bez realizmu magicznego, mamy tu zwykły kryminał czy też thriller, a historia dotyczy wydarzeń z licealnych lat narratora-psiarza, który zmuszony jest cofnąć się pamięcią do nocy, kiedy zniknęła pewna młoda, piękna uczennica. Osobiście nie uważam, żeby Musso był dobrym pisarzem, raczej umiejętnym rzemieślnikiem, ale na drodze ku wypaleniu. A przynajmniej dla mnie jego książki straciły dużo z lekkości, uroku i świeżości, którymi zachwycałam się przy pierwszych spotkaniach. Czasem nadal gdzieś przebija się dawny Musso, szczególnie w opisach Nowego Jorku – czuję tę iskrę. I właśnie dla tych krótkich przebłysków wciąż sięgam po nowości jego pióra, bo uwielbiam jak filmowo, klimatycznie pisze. Niestety, "Zjazd absolwentów" był bardzo ubogi w takie momenty, w zasadzie jest to pozycja wyzbyta niemal wszystkiego, co czyni pisarstwo Musso wyjątkowym. Tą książkę mógł napisać każdy, a bez charakterystycznego stylu autora i realizmu magicznego, zostaje samo błyskawiczne czytadło do zabicia czasu, umiejętnie napisane, wciągające, owszem, ale ja należę do tej grupy czytelników, co jak nie wezmą książki do wanny to czytają składy kosmetyków, a do śniadania napisy na opakowaniu płatków, także dla mnie "Zjazd absolwentów" to była niestety podobna kategoria lektury - żeby zająć czymś wzrok, ale niewiele więcej. Niemniej to nadal dobra, wyciągająca rozrywka. I nie będę się tu zarzekać i odgrażać, bo wiadomo, za rok i tak sięgnę po kolejną świeżynkę pióra Musso. ;)

6 komentarzy:

Małgorzata pisze...

Ja też sięgam już teraz po Musso tylko z sentymentu do tych pierwszych powieści i ten sentyment chyba już pozostanie :)

Sylwia (nieperfekcyjnie.pl) pisze...

Skusiłabym się na tę książkę właśnie ze względu na brak realizmu magicznego, bo to nie moje klimaty. Szkoda tylko, że jednak cała historia nie porywa...

Kasiek pisze...

widziałam wszędzie tę okładkę i powoli się dojrzewam, a tu wszędzie widze sceptyczne opinie.

Annie pisze...

Małgorzata - u mnie dokładnie to samo ;) choć co jakiś czas zdarza mu się jeszcze napisać coś fajnego, ostatnio chyba "Ta chwila" naprawdę mi się podobała. A w ogóle to ja wolę go zdecydowanie w wersji nowojorskiej ;)

Annie pisze...

Sylwia - tak szczerze to w takim razie nie warto sięgać po Musso, bo jeśli chodzi o sam kryminał to jest mnóstwo lepszych, a urok i niepowtarzalność jego prozy robiły właśnie te wplecione wątki magiczne :)

Annie pisze...

Kasiek - nie wiem czy czytałaś już coś Musso, ale jeśli nie, to zdecydowanie warto zacząć od jego wcześniejszych książek :)

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...