piątek, 3 maja 2019 | By: Annie

"Pierwszy bandzior" - Miranda July

                        Jaka to ciekawa, oryginalna opowieść! Inna. Zaskakująca. Świeża. Zdecydowanie niebanalna i nieoczywista. I bardzo ciężko jest mi ją opisać, ubrać w słowa czy ocenić... Już sama fabuła to istny rollercoaster - historia poukładanej, nieco dziwacznej Cheryl, ktorej życie zostaje wywrócone do góry nogami, gdy zgadza się przygarnąć pod swój dach nieposkromioną córkę szefostwa - a to dopiero sam początek szalonej lawiny zaskakujących wydarzeń i wprawiających w zdumienie interakcji miedzyludzkich. Mam jednak wrażenie, że sama fabuła ma tu w zasadzie znaczenie drugorzędne, bowiem to, co czyni tą książkę naprawdę wyjątkową to styl i celność pióra autorki - a wydarzenia stanowią jedynie pretekst do wydobycia na światło dzienne pokręconej natury ludzkiej. To fascynująca bystrość, precyzja i trafność literackiego pióra, to zdania-perełki pełne przewrotnych i przekornych porównań, to umiejętne i dosadne sportretowanie całej plejady oryginalnych postaci - to wszystko czyni tę prozę absolutnie wyjątkową. Miranda July nie ma litości dla swoich bohaterów - obnaża ich najskrytsze myśli, marzenia, perwersyjne fantazje i najbrzydsze uczucia - wszystkie tak skrzętnie skrywane na co dzień pod maską zwyczajności. Czasami granica absurdu i dobrego smaku jest niebezpiecznie blisko, ocieramy się o nią, ale zawsze z tej właściwej strony - autorka zaskakuje, bulwersuje, szokuje, a jednocześnie robi to za każdym razem z gracją i wdziękiem - przede wszystkim nie dla taniej kontrowersji, a zawsze w jasno określonym celu. Tak sportretować naturę ludzką... Postaci takich jak główna bohaterka nie sposób zapomnieć - zostają w czytelniku na zawsze, co jakiś czas powracając literacką czkawką. 
                  
                       "Pierwszy bandzior" to szalona literacka jazda bez trzymanki, pełna zaskoczeń, celnych puent, która bezlitośnie wywleka na światło dzienne wszelkie brudy, kontrowersyjne dziwactwa i wielkie, wstydliwe marzenia ukryte na dnia ludzkiej duszy. Świetna, nieoczywista powieść, ale myślę że nie dla każdego. Mnie porwała, ale raczej nie dzięki samej historii, a za sprawą pięknego języka, niesamowitej precyzji zdań i spostrzeżeń oraz umiejętności uchwycenia ulotnego wrażenia, cechy czy chwili i odbicia jej niczym przez kalkę w słowach - co funduje czytelnikowi niesamowite uczucie wyostrzenia postrzegania rzeczywistości. Jeszcze raz podkreślę - to nie tak, że zachwyciła mnie treść, sama opowieść - ani trochę - po prostu zakochałam się w tym sposobie patrzenia i opisywania świata. W związku z czym planuję przeczytać wszystko, co wyszło i kiedykolwiek wyjdzie spod pióra Mirandy July.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...