wtorek, 28 listopada 2017 | By: Annie

"Hotel pod jemiołą" - Richard Paul Evans

                     Z pewnością każdy mól książkowy ma w swoim czytelniczym dorobku autora, którego nazwisko zna doskonale ze słyszenia, którego polecają wszyscy w koło, ale z którym ciągle jakoś nie może się spotkać na literackiej drodze. Dla mnie od lat takim pisarzem był Richard Paul Evans – możecie wierzyć lub nie, ale to moje pierwsze spotkanie z jego prozą. A przy okazji też pierwsza w tym roku lektura bożonarodzeniowa. 

                     „Hotel pod jemiołą” to taka typowo krzepiąca, romantyczna opowieść o miłości w okołoświątecznych realiach. Smaczek stanowi fakt, iż wydarzenia osadzono w scenerii konferencji dla początkujących pisarzy. Dzięki temu sporo tu ciekawych detali o samym procesie wydawniczym w Stanach oraz co rusz otrzymujemy przeróżne smaczki literackie - ogólnie klimat panuje mocno okołoksiążkowy, co każdej powieści dodaje w moich oczach sporo punktów – o spotkaniach z wydawcami i agentami literackimi czytałam z ogromną ciekawością. Dla mnie osobiście książka Evansa to taka typowa, stereotypowa esencja amerykańskiej prozy popularnej – z półki Nicholasa Sparksa czy Danielle Steel – ugładzona, jednowymiarowa lektura, optymistyczna, z obowiązkowym happy endem na końcu. Ale jednocześnie tkwi w tym również pewien urok - nie wiem, być może to kwestia wakacyjnej podróży lub też zawartych amerykańskich znajomości – ale mam wrażenie, że teraz lepiej rozumiem funkcjonowanie takich książek, jak inaczej można je odebrać w kontekście amerykańskiego stylu życia pod sztandarem haseł ‘yes, you can’ oraz ‘let's have a blast’. Ugładzonego zewnętrznie, pełnego optymizmu i możliwości. Wiary w lepsze jutro. I taka jest również ta książka. Pozytywna, fajna lektura, o ile spojrzy się na nią przymrużonym okiem i z odpowiednim nastawieniem. I choć oczywiście obiektywnie doskonale widzę, że jest to pozycja raczej średnia literacko, to jednak podobała mi się – lektura w sam raz na lekki relaks po ciężkim tygodniu.
niedziela, 19 listopada 2017 | By: Annie

"Misery" - Stephen King

                     Sporadycznie, raz na rok czy dwa, sięgam po twórczość Stephena Kinga. Wielką fanką nie jestem, nie jest to zaplanowane, wynika ze mnie jakoś samo, spontanicznie – niespodziewanie nachodzi mnie ochota, więc zaspokajam czytelniczy głód. „Misery” czytałam długo i na raty - zaczęłam jeszcze w maju, kiedy dosłownie rzuciłam się na tę nową, śliczną prenumeratę. Książkę połknęłam aż do zakończenia części drugiej… gdzie utknęłam na makabrycznych opisach – kto czytał, ten na pewno wie o czym mowa. Doczytałam do końca dopiero teraz – podczas mojego listopada z horrorem - postanowiłam wreszcie dzielnie stawić czoła tej makabrze. Owa powieść to historia pisarza, który ulega wypadkowi samochodowemu na odludziu, a następnie zostaje ‘otoczony opieką' przez swoją fanatyczną fankę. Nie wiem czemu, ale jakoś nie chwyciła mnie ta historia. Niby jest umiejętnie napisana, niby czytałam w sumie ze sporym zainteresowaniem i nic konkretnego nie mogę jej zarzucić, ale jakoś jednocześnie dłużyła mi się ta lektura, nie poczułam również tego ‘czegoś’, jak przy poprzednich książkach Kinga, które podobały mi się zdecydowanie bardziej. Co oczywiście nie oznacza, że nie sięgnę po resztę jego twórczości – na spokojnie, przez lata chcę stopniowo poznawać jego największe dzieła. 
niedziela, 12 listopada 2017 | By: Annie

"Wypowiedz jej imię" - James Dawson

                          Lubię ten mój sposób czytania i dobierania lektur – najpierw schwytana w locie myśl przewodnia, a potem szperanie, wertowanie, przeglądanie dziesiątek stron, list, rankingów na tropie inspiracji w danym temacie. Dużo frajdy sprawiają mi takie poszukiwania ‘tematyczne’, a radość z ciekawego odkrycia jest podwójna lub nawet potrójna. Nie pamiętam już gdzie, co i jak, ale w ten właśnie sposób, w szale szperania pod hasłem ‘powieść grozy’, natrafiłam na „Wypowiedz jej imię” – smakowitą lekturę osadzoną w realiach położonej na odludziu, mrocznej i pełnej tajemnic szkoły z internatem, gdzie grupa nastolatków w halloweenową noc postanawia wywołać ducha Krwawej Mary... Nie bałam się jakoś szczególnie (może tylko trochę na samym początku), ale za to historia wciągnęła mnie bez reszty – nie mogłam się oderwać, przekręcałam stronę za stroną. To fajna, dość młodzieżowa lektura na listopadowe dni, która doskonale zgrała się z moim nowym rytmem wieczornym, kiedy wcześnie wskakuję do łóżka i dużo czytam. Nie jest to pozycja obowiązkowa, ale nie żałuję, że sięgnęłam. Dobra rozrywka.
sobota, 11 listopada 2017 | By: Annie

"Psychoza" - Robert Bloch

                      Listopad z horrorem w toku, sięgnęłam zatem po klasykę gatunku, czyli słynną „Psychozę” Roberta Blocha, na podstawie której Alfred Hitchcock nakręcił kultowy film o tym samym tytule. Książeczka jest cienka, niewielka objętościowo, skrywa natomiast bardzo ciekawą, wciągającą historię. Pewna młoda kobieta rzuca swoje dotychczasowe życie i ucieka z ukradzioną gotówką. Na noc zatrzymuje się w pustym, położonym na odludziu hotelu prowadzonym przez dziwacznego Normana Batesa i jego toksyczną matkę… Reszty możecie się pewnie domyślić...:) Co było dla mnie zaskoczeniem, wcale nie jest to rasowy horror, a raczej kryminał, w każdym razie bardzo duży nacisk został tu położony na śledztwo, choć momentami bywa też groźnie. Wiadomo, forma trochę odbiega od tych bardziej współczesnych lektur, przy czym warto mieć na uwadze, że książka powstała w 1959 roku. Podobało mi się. Coś innego, ciekawego. Klasyka, którą warto znać, szczególnie pozycja warta uwagi dla fanów gatunku grozy. Do połknięcia w jeden wieczór.
piątek, 10 listopada 2017 | By: Annie

Wielkie WOW!!! "Niepełnia" - Anna Kańtoch

                  WOW! Co to jest za książka!!! Sięgnęłam przypadkiem, intuicyjnie, widzę, że wracam na dawne, dobre tory czytelnicze, bo oto udało mi się odkryć prawdziwą literacką perełkę – lekturę, do której będę wracała myślami po latach, która zostanie gdzieś w moim umyśle i powróci czkawką literackich wspomnień. Owa książka to rasowa powieść szkatułkowa, majstersztyk i niesamowita perełka dla tych, którzy poszukują nieoczywistych doznań literackich. Historia dotyczy pewnych wydarzeń rozgrywających się w tajemniczym, położonym na odludziu Białym Domu – zahacza o wielu bohaterów i wiele płaszczyzn czasowych, z których powoli wyłania się pełny, choć nieco przymglony i nieuchwytny obraz wydarzeń - jak elementy układanki, z której każdy może ułożyć swój własny, unikalny obrazek. To opowieść z pogranicza kryminału, obyczajówki… nic więcej nie napiszę, żeby nie psuć Wam przyjemności z samodzielnego odkrywania tej historii. Czuję w pełni satysfakcję, ale jednocześnie też niedosyt jeśli chodzi o zakończenie - tu przyznam, że myślałam, że będzie ono łatwiejsze, bardziej przystępne. Autorka z jednej strony wybrała łatwiejszą, bo w pewnym sensie otwartą na interpretacje drogę, a z drugiej strony też bardziej ryzykowną i ambitniejszą... chciałabym dyskutować, czytać analizy, zrobiłam sobie nawet notatki z książki, żeby zrozumieć ją 'głębiej', żeby dostrzec wszelkie niuanse i ukryte znaczenia. Jestem pod wrażeniem jaka to soczysta, świetnie napisana powieść! Niesamowicie wciąga, dosłownie nie można się oderwać – od pierwszej strony, aż do samego końca. A jednocześnie jest w niej jakaś niesamowicie satysfakcjonująca głębia – literacka, intelektualna, psychologiczna. Dla mnie to jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku, choć mam świadomość, że jej 'poplątanie' nie każdemu pewnie przypadnie do gustu. Ja jestem zachwycona i już wiem, że sięgnę po pozostałe kryminały tej pani. Polecam, czytajcie!!!!
piątek, 3 listopada 2017 | By: Annie

"To przez Ciebie!" - Mhairi McFarlane

                     Książki Mhairi McFarlane to doskonałe pozycje na poprawę humoru, na kryzys czytelniczy i momenty, kiedy w głowie tętni myśl ‘chciałabym coś poczytać, ale w zasadzie nie wiem co’. Nie dajcie się zwieść - pomijając przeciętne tytuły i średnie okładki, są to pierwszej klasy obyczajówki dla kobiet – niebanalne, sympatyczne, lekkie i zabawne. Jest coś takiego w pisaniu autorki, że ja to kupuję momentalnie, jakaś realność bohaterów, którzy mylą się, błądzą, zaskakują swoimi decyzjami – jak to w życiu. Są bliscy, ludzcy, prawdziwi. Niby banał, a jednak tak pisać o kobietach i dla kobiet potrafią tylko nieliczne autorki. Książki Mhairi są grube, wielowątkowe, można wsiąknąć w ten świat, dobrze poznać i polubić bohaterów, choć widziałam również zarzuty, że są za długie i przegadane. Ale ja to lubię najwyraźniej. :) 

                      „To przez Ciebie!” to historia perypetii trzydziestoparoletniej Delii, która w dniu zaręczyn przez przypadek otrzymuje dziwnego smsa od narzeczonego... a wcale nie był on przeznaczony dla jej oczu… Oczywiście uruchamia to lawinę zmian i życiowych rewolucji. Perełka „Nie mów nic, kocham Cię” tej samej autorki podobała mi się nieco bardziej, ale „To przez Ciebie!” to również bardzo dobra, kobieca obyczajówka. Powoli, z czasem przeczytam resztę książek autorki, zawsze dobrze mieć w zanadrzu parę takich ciepłych, pozytywnych lektur. A tymczasem rozpoczynam listopad z horrorem i thrillerem – tak sobie postanowiłam. Ale jak wyjdzie, zobaczymy. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...