poniedziałek, 22 maja 2017 | By: Annie

Targi 2017

                  No i mamy maj, a w zasadzie jego końcówkę. :) To truizm, ale ja naprawdę nie wiem, gdzie te dni uciekają... Tyle się dzieje - spotkania, wydarzenia kulturalne, dopinanie planów, finisz studiów. W tym wszystkim staramy się z mężem spędzać wspólnie jak najwięcej czasu, delektujemy się piękną wiosną - wieczorne spacery w chmurze odurzających, kwiatowych zapachów to nasza nowa rutyna. Fajnie i produktywnie mijają nam te majowe dni, choć zdecydowanie za szybko! Na blogu cisza, ale to wcale nie dlatego, że nie mam czasu czytać – wręcz przeciwnie. Po prostu nie byłam w stanie pisać jednocześnie pracy magisterskiej i notek, bo wychodziły mi jakieś dziwne naukowo-recenzenckie hybrydy. ;) Tymczasem spędziłam trzy cudne dni na Targach Książki. I taki oto stosik przytachałam na raty do domu.

                      Udało mi się upolować mnóstwo ciekawych pozycji, w dodatku w bardzo okazyjnych cenach. Dosłownie rzuciłam się na stoisko Dowodów na Istnienie (reportaże po 10 zł!), pogrzebałam w koszach przed wejściem, planuję również sentymentalny powrót do twórczości Siesickiej. Do tego złowiłam sporo smakowitych nowości i kilka od dawna poszukiwanych perełek. Przy okazji pozwolę sobie ponarzekać tu na pewne wydawnictwa, które  zdecydowanie nie poszalały z rabatami – co to jest marne 20% Rebisu czy 15% Wydawnictwa Literackiego... No nic, zatem wypisałam sobie ich tytuły i zamówię te książki na Bonito. ;) Wisienką na torcie była dla mnie rozmowa z Michałem Alenowiczem, założycielem mojego ukochanego wydawnictwa Wiatr od Morza. Wielki zaszczyt dla mnie, a na pamiątkę została mi śliczna torba-prezent. Cudne to były dni, szkoda, że następne Targi dopiero za rok… Na pocieszenie mam stosik. Ciekawe czy dam radę cały przeczytać w ciągu najbliższych 12 miesięcy..?

sobota, 13 maja 2017 | By: Annie

"Behawiorysta" - Remigiusz Mróz

                Obok powieści Remigiusza Mroza przechodziłam dotychczas z pełną konsekwencji obojętnością. Podejrzana wydawała mi się ta jego pisarska płodność - publikowanie czterech czy pięciu książek rocznie lokuje go podejrzanie blisko takich postaci, jak na przykład słynna ze swojego pisarskiego tempa, ale wcale nie z dobrej literatury, Katarzyna Michalak. Wiadomo, za ilością rzadko idzie jakość, szczególnie ta literacka. Niemniej uległam namowom rodziców i sięgnęłam po „Behawiorystę” – opowieść o byłym prokuratorze, znawcy ludzkich zachowań, który rusza w pościg za niebezpiecznym przestępcą. To tak w telegraficznym skrócie.

                  Jeśli chodzi o styl, to książka jest 'po prostu napisana' - tak po lekturze stwierdził mój mąż i uważam, że idealnie uchwycił istotę rzeczy (podobnie jest z resztą w przypadku powieści Katarzyny Puzyńskiej). Nie ma tu wybitnych walorów językowych czy pięknych, bogatych opisów – chodzi raczej o opowiedzianą historię, a jest to zrobione tak umiejętnie, że naprawdę nie dziwię się już zachwytom i rzeszom fanów, którzy wyczekują premiery każdej kolejnej pozycji Mroza. Bowiem „Behawiorystę” czyta się po prostu świetnie – historia wciąga, porywa, co chwila zaskakuje nagłym zwrotem akcji. Bardzo podobała mi się niejednoznaczność moralna – nie ma tu czarno-białych skrótów i uproszczeń. Nie jest to błaha i lekka książka, oj nie - to konfrontacja z ciemną stroną ludzkiej duszy i jak na takie 'czytadło' jest to wejrzenie zaskakująco głębokie, gorzkie i dojrzałe. Cóż, muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem pomysłowości, inteligencji oraz wiedzy i przygotowania autora, szczególnie w kontekście jego zawrotnego pisarskiego tempa. Czy Remigiusz Mróz zyskał nową fankę? Hmmm, chyba jeszcze nie, ale na pewno jest na dobrej drodze… :)
niedziela, 7 maja 2017 | By: Annie

"Kocham Nowy Jork" - Isabelle Laflèche

                     Czytanie książek trudniejszych i ambitniejszych to dla mnie aktualnie nie lada wyzwanie. Brakuje mi skupienia do tych bardziej wymagających lektur, szczególnie gdy głowa dymi od planowania, zgrywania terminów, załatwiania tysiąca drobnych spraw i pisania pracy magisterskiej. Dużo się dzieje i mam nadzieję, że wkrótce będę mogła się pochwalić. A w międzyczasie postanowiłam się nie katować - na wszystko jest właściwa pora, na wyzwania i zdobywanie literackich Mount Everestów też przyjedzie jeszcze czas. Czytanie ma być przede wszystkim przyjemnością – tak postanowiłam:). W ramach relaksu i odprężenia sięgam zatem po lekkie, przyjemne powieści lub thrillery psychologiczne – na co akurat najdzie mnie smak, a czytam w ostatnim czasie naprawdę sporo. 

                        „Kocham Nowy Jork” przeczytałam jakby mimochodem, gdzieś tam w biegu, ani się obejrzałam i byłam już na ostatniej stronie. Miała to być moja książka ‘torebkowa’, ale tak mnie wciągnęła, że czytałam również w domu. Jakbym miała określić ją dwoma słowami to byłyby to po prostu stwierdzenie ‘przyjemne czytadło’. Pamiętam, że kiedyś sporo radości sprawiało mi pochłanianie tego typu chick-lit głupotek – był to czas kiedy zaczytywałam się w powieściach Sophie Kinselli, Lauren Weisberger czy Candace Bushnell. Wielkie miasto, kariera, zakupy, przebojowa singielka i bogaty książę na horyzoncie. Smaczkiem było ukazanie pracy w nowojorskiej korporacji – oj nie zazdroszczę… ;) Polecam, ale na takie książki trzeba mieć nastrój i ochotę, w przeciwnym wypadku mogą irytować swoja błahością, powierzchownością. Mnie się podobało, ale nie będę jakoś specjalnie zachwalać i reklamować, że warto, że koniecznie trzeba itd. Co kto lubi:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...