wtorek, 11 kwietnia 2017 | By: Annie

Oda do czytania, czyli bibliofilska perełka: "Prześlę Panu list i klucz" Marii Pruszkowskiej

                      Dziwię się, dziwię i nadziwić się nie mogę – czemu nikt tej cudownej książek nie wznawia? Czemu jej zdobycie i przeczytanie graniczy z cudem? Czemu ona i inne jej podobne, wyjątkowe perełki, latami leżą zapomniane, czasem tylko ktoś na blogach odkurzy na chwilę pamięć o nich. A jednocześnie tłumaczone i promowane są stosy literatury obcej, wydawcy wynajdują przeróżne cuda-wianki na zagranicznych rynkach – nie mam nic przeciwko, natomiast czemu nikt w międzyczasie po prostu nie wznowi tej legendarnej, bibliofilskiej, gotowej do wydania książeczki?! Normalnie krew mnie zalewa  jak o tym pomyślę – że TAKA powieść nie jest powszechnie czytana, że nie trafia do szerokiego grona czytelników... Ufff, wybaczcie, ale musiałam na wstępie dać ujście swojej czytelniczej frustracji… Książka jest absolutnie wyjątkowa i mam ochotę ją polecać i wciskać do czytania każdemu, kogo znam.

                      „Prześlę Panu list i klucz” to bowiem cudnej maści opowieść o pewnej wyjątkowej rodzinie - ojcu-bibliofilu, dwóch zaczytanych córkach i matce, która jakoś próbuje ogarnąć to zatopione w lekturze towarzystwo. Książka to przede wszystkim zapis ich literackich przygód - w tle siostry dorastają, dojrzewają, przeżywają pierwsze miłości… Na każdym kroku towarzyszy im oczywiście literatura, która nie raz potrafi też nieźle namieszać w ich życiach. 

                        Jest to cudownie bibliofilska, ciepła, pozytywna i zabawna lektura. Zanurzenie w innym, lepszym, bezpiecznym świecie, który otula pozytywnymi emocjami. Zupełnie jakbym czytała o bratnich, serdecznych duszach, a częściowo nawet o sobie - myślę, że każdy książkoholik będzie miał podobne wrażenie. Bo kto zrozumie nas lepiej niż drugi mól książkowy? Potrzeba liter, ta niemożność oderwania się od lektury, która opętuje umysł, to uczucie ekscytacji, niepewności przy rozpoczynaniu nowej powieści - czy jest coś cudowniejszego? Gimnastyka przy posiłkach – jakby tu poczytać, kiedy książka zamyka się sama. Kombinowanie jak poświęcić na lekturę choć z 10 minut dłużej – dlatego jeżdżę metrem, mimo że obiektywnie mam dalej na uczelnię. Ta granicząca z obsesją fascynacja, karmienie się literami, ten ogrom radości, który wyzwala każda nowa książka i radar wykrywający najbliższą księgarnię. Ach, a jakby tak dało się wejść do literackiego świata stworzonego przez Marię Pruszkowską i porozmawiać z bohaterkami… ciekawa jestem co czytałyby współcześnie – bo rzecz dzieje się w 20-leciu międzywojennym. Czy podobałby im się McEwan? A Twardoch? Czy czytałyby kryminały? Co sądziłyby o Knausgardzie? Ahhh, czemu nikt nie napisze podobnej powieści, tylko dziejącej się współcześnie??

                     Naprawdę gorąco polecam, i to skacząc z zachwytu i szczęścia, że udało mi się wreszcie przeczytać tę książkę. Z drugiej strony to trochę perfidne z mojej strony -  pozycji tej bowiem nie ma w księgarniach, nie ma w antykwariatach, nie ma jej również w bibliotekach. Można natomiast wyszperać ebooka gdzieś tam w odmętach internetu. Po długim polowaniu udało mi się wreszcie zdobyć własny egzemplarz na allegro, z – uwaga – 1962 roku. Książka się rozlatuje, ale jest moja - jeden z cenniejszych skarbów w mojej biblioteczce, który pojedzie ze mną nawet na koniec świata!!!


*****

Na deser kilka cudnych cytatów… Smaczki. Choć w zasadzie mogłabym tu cytować pół książki:

Istotą życia Ojca były książki. Czytał przy jedzeniu, czytał w pociągu i w tramwaju, i na przystanku. Czytał po południu w fotelu, wieczorem w łóżku. Najważniejsze obowiązki życiowe odwalał – można by powiedzieć – szybko, uczciwie i precyzyjnie, nie wkładając w nie serca ani zapału. Odwalał je też cierpliwie, nigdy się nie buntując, ażeby kupić sobie prawo do zatracenia się w książkach podczas godzin należących do niego.”

Ojciec uważał, że książki, której nie ma się zamiaru czytać powtórnie, nie warto czytać po raz pierwszy.”

Dla mnie pozostała najważniejsza i najcięższa część przedwyjazdowych kłopotów, czyli zdecydowanie się na lekturę do pociągu.”

Zawsze chciałam tak żyć jak Mizia z Lusią. Zwyczajnie. Pójść do biura, odbębnić te siedem godzin, a potem mieć czas na książki, kino, teatr.”

Tak się zaczytałam, że jak zawsze przy dobrej książce ja jako ja przestałam dla siebie istnieć.”

Jak się teraz zastanawiam nad sobą, to doszłam do przekonania, że niczego nie chcę, do niczego nie dążę. Po prostu – tylko jestem.(…) Przyglądam się życiu. Nie czuję żadnego braku. Pracuję. Czytam książki i jestem bardzo szczęśliwa.”

O zmaganiach bohaterów Londona z wroga człowiekowi przyrodą przyjemnie jest czytać siedząc w wygodnym fotelu, przy ciepłym piecu, z mruczącym kotem na kolanach. Gorzej jest, gdy ze względów rodzinnych trzeba brać czynny udział w przygodach z podrabianego Londona.”

Owszem, trzeba naprzód iść, ale nie lecieć, jak pies z wywieszonym językiem, bo i tak nie dogonisz wszystkich książek, nie poznasz i nie przetrawisz wszystkiego.”

5 komentarzy:

Czarne Espresso pisze...

Gdzieś, kiedyś mi się ten tytuł obił o uszy, ale nie miałam przyjemności czytać. A tu proszę jaka perełka :)

Czarne Espresso pisze...

P.S. Obczaiłam w mojej bibliotece i jest, jupi!
Pozdrawiam!

Tirindeth pisze...

Faktycznie szkoda, że ciężko ten tytuł zdobyć, a w sumie chętnie bym go poznała. Może gdzieś dorwę w jakiejś biblio, jak będę w odwiedzinach w domu. Albo na allegro się coś znajdzie ;)

Annie pisze...

Czarne Espresso - super, jestem pewna, że Ci się spodoba!!! :) ja szukałam we wszystkich bibliotekach ursynowskich i jednej mokotowskiej - i w żadnej nie było! :( masz jakąś lepszą bibliotekę ;)

Annie pisze...

Tirindeth - powodzenia w poszukiwaniach! poluj, poluj, trzymam kciuki, naprawdę warto! :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...