poniedziałek, 20 marca 2017 | By: Annie

"Każdy jej strach" - Peter Swanson

                      Mam słabość do książek, których bohaterowie są bibliofilami lub kiedy chociaż gdzieś w tle fabuły przewija się literatura. Gdy czytam o stosach powieści chybotliwie ułożonych przy kanapie, gdy czytam o deszczu zacinającym w wykuszowe okna, gdy czytam o bohaterce, która pracuje w wydawnictwie i wieczorami oddaje się nałogowo lekturze… Ahhhhh cóż poradzę, wobec takich pozycji po prostu nie potrafię być obiektywna! Tu niemal co stronę byłam raczona takimi oto smaczkami, co dodatkowo sprawiło, iż silnie utożsamiłam się z bohaterkami, z marszu je polubiłam i książka w rezultacie bardzo mi się podobała. Lubię ten typ pisarstwa, który reprezentuje Peter Swanson – dbałość o szczegóły wnętrz, o detale z życia bohaterów i przede wszystkim o klimat – tutaj pod postacią wczesnowiosennego, deszczowego Bostonu - naprawdę ma swój urok. Cała historia rozgrywa się w bowiem pięknej, starej, ceglanej kamienicy - to w niej mieści się olbrzymie mieszkanie, do którego wprowadza się Kate - młoda dziewczyna, która dopiero co przyjechała z Londynu, aby zacząć nowe życie. W tym samym czasie, na tym samym piętrze popełniona zostaje makabryczna zbrodnia.. Czy ma to jakiś związek z przyjazdem Kate? Do tego tajemnicze przejścia, nieuczęszczane klatki schodowe, kot pojawiający się znikąd i sąsiad-podglądacz - okładka słusznie działa na wyobraźnię. Mąż się ze mnie śmieje, że zawsze przed pójściem spać robię obchód po mieszkaniu – sprawdzam czy drzwi są zamknięte, czasem zaglądam nawet pod łóżko. Ha!, dzięki tej książce mam wreszcie tego racjonalne usprawiedliwienie i wytłumaczenie. ;)

                       Wydaje mi się, że "Każdy jej strach" to dość kobiecy thriller, z dużą dawką obyczajowości, pewnie nie każdemu podpasuje (mam tu na myśli przede wszystkim tych, którzy oczekują mrożącej krew z żyłach, zawiłej intrygi i wielkiego suspensu), gdzieś tak około połowy książka nieco siadła, ale później ponownie wciągnęła mnie w swoje sidła. Nie czuję jakiegoś wielkiego zachwytu, ale po prostu satysfakcję z lektury, spędziłam z nią przemiły czas. Bez analizowania - po prostu podobało mi się, a to za sprawą idealnej jak na mój gust kompozycji trzech składników – bibliofilskich smaczków, odpowiedniej dawki obyczajowości i fajnego, pełnego niepokoju klimatu, który panuje w dużym, pustym i obcym mieszkaniu. W dodatku ja uwielbiam kiedy kryminały czy thrillery dzieją się w scenerii ograniczonej do niewielkiej przestrzeni - w tym przypadku luksusowej kamienicy. Jednym słowem - mniam! 

1 komentarzy:

Sylwia pisze...

Nie przepadam za powieściami mrożącymi krew w żyłach, ale jeśli więcej w nich obyczajówki, to jestem zdecydowanie na TAK!

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...