środa, 15 marca 2017 | By: Annie

"Co kryją jej oczy" - Sarah Pinborough

                 Poczułam wiosnę w powietrzu, co dodało mi energii i wywołało we mnie nagły atak czytelniczy, a że zaraziłam się ostatnio miłością do thrillerów psychologicznych, to w ciągu kilku dni pochłonęłam z wypiekami na twarzy aż dwa smaczki z tego gatunku. Sześć następnych czeka w kolejce… Lubię te swoje fazy czytelnicze, a tą rozkoszuję się wyjątkowo, bo dawno żadna nie owładnęła mną w takim stopniu. ;) Na pewno mocno sprzyja mi moda na tego typu książki, dużo się ich ostatnio ukazuje, ale staram się być również ostrożna i wybredna – bo można się naciąć na własnej pazerności, a trzeba powiedzieć wprost – choć rozreklamowane, to nie wszystkie thrillery mogą być przecież ‘och i ach’. Ogromna promocja towarzyszy także „Co kryją jej oczy”, którą to powieść pochłonęłam z dużym zainteresowaniem, wciągnęła mnie, ale jakiegoś ogromnego zachwytu też tu nie podzielę – być może moje oczekiwania, wywindowane intensywną reklamą, były po prostu zbyt wysokie.

                 Książka rozkręca się powoli… Początek to właściwie romans obyczajowy , historia trójkąta miłosnego pomiędzy perfekcyjną żoną Adele, jej mężem-lekarzem i jego sekretarką Louise. Z nią się przyjaźni, jego jest kochanką... Jednak to nie postać poczciwej, zagubionej, choć i dwulicowej Louise nas niepokoi, a właśnie ta krucha, niewinna, piękna Adele… niebezpiecznie zimna i spostrzegawcza. Pętla się zaciska… Co wyróżnia tę książkę na tle innych, to oniryczny wątek paranormalny, którego ocena na pewno podzieli czytelników - jednych zachwyci, innych rozczaruje. Ja postanowiłam, że dam się uwieść autorce, że uwierzę jej i pozwolę się porwać do krainy nieprawdopodobnych zdarzeń. I że będę się przy tym dobrze bawiła. Niemniej przyznam, że dużo w tym mojej dobrej woli, gdyż Sarah Pinborough wprowadza tę swoją magię bez gracji, topornie, niczym obuchem w głowę niewinnego, niczego się niespodziewającego czytelnika. Co autorce się udało, to na pewno powolne budowanie napięcia, które, co prawda z opóźnieniem, ale za to niezwykle skutecznie od pewnego momentu aż nie pozwala oderwać się od lektury. Muszę też przyznać, że to słynne już zakończenie faktycznie jest rewelacyjne. Zostawiło mnie w lekkim oszołomieniu na godzinę, w dodatku z głupawym chichotem na ustach. Jest efektowne, naprawdę robi wrażenie!

                   Nie żałuję, że przeczytałam „Co kryją jej oczy”, choć nie jest to też najlepszy thriller psychologiczny jaki miałam w rękach. Natomiast jako wciągające czytadło do umilenia sobie czasu w pociągu czy w oczekiwaniu na lot, jak najbardziej się sprawdzi. Jeśli lubicie thrillery psychologiczne, to moim zdaniem warto sięgnąć, choćby dla tego uczucia osłupienia, w które wprawi was koniec książki… 

2 komentarzy:

Alicja P. pisze...

Nie mówię ,,nie", ale jeszcze się zastanowię nad tą lekturą :)

Tirindeth pisze...

Ja nie czytuję takich książek, więc może na "początek" przygody z tym typem literatury mogłabym zacząć od tej powieści :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...