sobota, 4 lutego 2017 | By: Annie

"My zdies' emigranty" - Manuela Gretkowska

                         Moja literacka znajomość z Manuelą Gretkowską to relacja bardzo burzliwa, ale też intelektualnie stymulująca i owocna. Z trzech książek autorki, które miałam okazję do tej pory przeczytać, ta podobała mi się zdecydowanie najbardziej. Na „My zdies’ emigranty” składają się właściwie dwie książki, chaotycznie zmiksowane i ubrane w formę dziennika. Pierwsza z nich to relacja z życia na emigracji w cudownie multikulturalnym, artystycznym Paryżu. Wieczorne rozmowy nad lampką wina w kawiarni, duszne, upalne letnie noce i środowisko ubogich intelektualistów. Ach, jak mi się zrobiło tęskno za Paryżem.;) Te fragmenty są obiektywnie bardzo ciekawe, nastrojowe oraz miło i przystępnie napisane. Druga warstwa nie jest już tak przyjazna, bowiem jest to relacja z procesu pisania pracy naukowej na temat Marii Magdaleny oraz wklejone jej już napisane fragmenty – z początku myślałam, że będzie to raczej drobna ciekawostka, jednak wątek rozwinął się znacząco – miejscami było to owszem, nużące, jednak suma sumarum też i fascynujące. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zainteresuje mnie np. egzegeza czy gematria. A jednak. Lubię to, co Gretkowska robi z moim umysłem, jak potrafi mnie zaskoczyć, zaintrygować dziwną ideą czy ciekawostką. Coraz bardziej lubię też samą Gretkowską i na tę chwilę chcę przeczytać wszystkie jej książki. 

                         „My zdies’ emigranty” to pozycja bardzo specyficzna i jak najbardziej rozumiem, że może się nie podobać, rozumiem też zarzuty, że jest ‘o niczym’. Bo faktycznie, na próżno szukać w niej zwykłej fabuły (no chyba, że uznamy, że jest nią sam proces pisania pracy magisterskiej), nie ma tu spójności czy wciągających wątków. Myślę, że kluczem do czytania z przyjemnością książek Gretkowskiej jest potraktowanie ich nie jako zwyczajnych historii, które mają za zadanie przede wszystkim ‘zabawić’ czytelnika i bez wysiłku dostarczyć mu łatwej rozrywki, a raczej jako medium do zajrzenia do fascynującego umysłu i życia Gretkowskiej. Zatem jest to jedna z tych książek, które istnieją same dla siebie, a nie dla czytelnika. Nie lubię tego typu pisarstwa, a jednak dla niej jestem w stanie chwilowo nagiąć zasady. Bo warto. Gretkowska pisze plastycznie, kobieco, potrafi uwiecznić chwilę, przez co czułam jakbym ja też spacerowała wśród bukinistów brzegiem Sekwany i czuła nocny, upalny oddech miasta na twarzy. A jednocześnie podrażniona została też moja ciekawość świata... Gretkowska jest wolna, niezależna, nie pisze pod publiczkę, żeby zadowolić jak największe grono czytelników. I właśnie z tych cech wynika niebanalność jej prozy. To prawda, fragmentów z paryskiej codzienności mogłoby być więcej, natomiast tych naukowo-teologicznych wywodów znacznie mniej. Wtedy byłaby to zwyczajna, dobra książka jakich wiele. A tak powstała pozycja bardzo dobra i wyjątkowa, choć zdecydowanie nie dla każdego.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...