wtorek, 31 stycznia 2017 | By: Annie

"Kosmitka" - Manuela Gretkowska

                     Dawno nie spotkałam tak irytującej i nierównej książki, w zasadzie miałam jej nawet nie czytać do końca i jak najszybciej odnieść to ‘cudo’ z powrotem do biblioteki. Jednak stwierdziłam, że dam jej szansę, że niemożliwe, aby ta książka była tak zła, szczególnie, że w pamięci miałam całkiem udane spotkanie z „Namiętnikiem”. I faktycznie - nie była, choć czasami miałam ochotę rzucić nią o ścianę. 

                    Przede wszystkim Gretkowska bywa niesamowicie irytująca w swojej autorytarności, to silna osobowość, która nie pozostawia pola na jakąkolwiek dyskusję. Typ człowieka, która nie da ci dojść do słowa, posadzisz ją na krześle, a ona będzie 3 godziny mówiła tylko o sobie. Zawsze ma rację, wszystko wie najlepiej – czy jest to buddyzm, fizyka kwantowa, biologia czy kultura. Niekiedy drażni też powierzchowność spojrzenia i widzenie świata w czarno-białych kolorach. Takie właśnie wrażenie wyrobiłam sobie na podstawie lektury. Co zabawne, z początku myślałam, że czytam powieść z nurtu realizmu magicznego, więc wcale aż tak zaskoczona jakimiś tam odjechanymi wizjami i magicznymi rytuałami nie byłam, dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu stron zorientowałam się, że to dziennik… "Kosmitka" stanowi bowiem jedno wielkie idee fixe na temat paranormalnych zdolności Gretkowskiej, jej manifest i zachwyt nad samą sobą. Czytałam to z perwersyjną, wstydliwą ciekawością - taką, która towarzyszy, gdy mkniemy autostradą, a za oknem mijamy rozbity samochód. A jednocześnie, z perspektywy czasu, mogę napisać, że podobało mi się w jakie miejsca zabrała mój schematyczny umysł Gretkowska, jakie nowe ścieżki mi pokazała, jakie nowe przestrzenie w mojej głowie utworzyła… Nie zdarza się to przecież wcale tak często podczas lektury. Podziwiam Gretkowską - na swój własny sposób jest fascynująca, niepowtarzalna i niebanalna. Bezkompromisowa, niepokorna i błyskotliwa. Rozumiem jej wyjątkowość, w niektórych sprawach chciałbym być taka jak ona, a jednocześnie irytuje mnie niesamowicie. Dziwna jest też i jej książka, przez co nie bardzo umiem ją ocenić. Wkurzyła mnie i wymęczyła, ale jednak  zdecydowanie miała swoje ‘momenty’. I ku własnemu zaskoczeniu, wcale nie żałuję, że ją przeczytałam. A zaraz po zakończeniu „Kosmitki” sięgnęłam do biblioteczki po kolejną książkę autorki…

Kilka cytatów:

"Pocieszam się, jeżeli zdaję sobie sprawę ze straty czasu: „Wiem, nie robię tego, co bym chciała dla siebie. Wiem i ćwiczę tę wiedzę, więc jednak nie tracę siebie, będąc świadoma siebie.”"

"Kończę pieśń, kłaniam się drzewom, wiejskiej ulicy, innym, równoległym światom. Trzeba je zasilać. Na przykład grą w totolotka. Bo nie ma przypadków. Trafiona w totka dwójka, trójka jest odpryskiem szóstki w innym wymiarze. Wygrywamy wtedy miliony w świecie równoległym. To jest humanizm, pomóc sobie samemu, ale nieznanemu. Altruizm kwantowy – Mark Talberg, przyszły noblista, udowadnia to w swojej książce. Przypadki są otarciem się innych światów o nasz."

"Nie pluję na islam. Potępiam szariat. Nie muszę szanować patriarchalnej religii tylko dlatego, że jest z innej kultury. Tolerancyjnie szanować chłostę kobiet odsłaniających w szariacie łydkę, kamieniowanych za urojone grzechy." 

2 komentarzy:

Palanee pisze...

W ogóle już sama okładka jest sama w sobie dziwna - ale jednocześnie przykuwająca wzrok. Wydaje się być niebanalna. Trzeba przeczytać, nawet jeśli nieco irytuje ;)

Paulina z Oko na kulturę

Annie pisze...

Palanee - zgadzam się co do okładki :) ciekawa jest też zabawna rekomendacja Gretkowskiej dla samej siebie, nie pamiętam dokładnie, ale to było coś w stylu: 'świetnie się tę ksiażkę pisało, a jeszcze lepiej się ją czyta, polecam. M. Gretkowska' ;)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...