sobota, 12 marca 2016 | By: Annie

"Zazdrośnice" - Eric-Emmanuel Schmitt

                 Mam problem z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta – przez wielu kochany i uwielbiany, ja mam wobec niego letnie uczucia, co gorsza – niczym nieuzasadnione. Mimo, że podobały mi się trzy książki jego autorstwa, które miałam okazję dotychczas przeczytać, to jakoś paradoksalnie nie czuję 'chemii' do tego pisarza – nie ma w tym żadnej logiki. Przechodzę obojętnie obok jego powieści – nie wypożyczam, nie kupuję – zwyczajnie nie ciągnie mnie, nic nie wzbudza zainteresowania. Jednak ostatnio, za sprawą Moniki, odwiedziła mnie najnowsza pozycja pióra Schmitta – skusiłam się i przeczytałam. 

                 „Zazdrośnice” to historia czterech przyjaciółek z liceum, które przeżywają swoje pierwsze miłości – ich życie poznajemy w formie fragmentów z dzienników, prowadzonych przez każdą z dziewczyn. I muszę przyznać, że jestem baaardzo pozytywnie zaskoczona – jak mi się ta książka podobała! Po pierwsze - jak zwykle dotknęła mnie ta słynna francuska emocjonalność, wrażliwość, a jednocześnie bezkompromisowa swoboda w wyrażaniu siebie, w stawianiu swoich potrzeb na pierwszym miejscu. Podobała mi się bezpruderyjność, wolność obyczajowa, popołudnia spędzane w gronie przyjaciółek na piciu czekolady w paryskich kawiarniach – powspominałam sobie swoje licealne czasy oraz pewną nieistniejącą już kawiarnię na Placu Zbawiciela... ;) Podobała mi się także sama historia i jej autentyczne bohaterki. Zauważyłam to już dawno – nikt nie potrafi pisać tak delikatnie, a zarazem bezpośrednio o miłości, obejmując przy tym wszystkie jej niuanse czy meandry złamanego serca, jak robią to pisarze francuscy. Tak jest i już. Francuski romantyzm charakteryzuje swoboda, kobiecość, a jednocześnie bezwzględna walka i wola życia – miłość jest zawsze na pierwszy miejscu. Do tego jest w nim także pewna doza melancholii i samotności... Mnie to urzeka. Pytanie, czy teraz sięgnę po następne książki tego pana? No właśnie... nie wiem. Ale podobało mi się, naprawdę!

Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na tytuł, który w oryginale brzmi moim zdaniem znacznie lepiej i bardzie pasuje do tej książki..."Le Poison d'amour"... Pięknie, prawda?

"Są tylko dwa czasowniki, które potrafię z przekonaniem odmienić w czasie przyszłym: będę kochała, umrę. A zatem oświadczam wam: zanim umrę, będę bardzo kochała!"

2 komentarzy:

Córka i Matka pisze...

Brzmi ciekawie. Tytuł zachęca ;)

Buziaczki! ♥
Zapraszamy do nas :)
rodzinne-czytanie.blogspot.com

Sylwia pisze...

A ja lubię twórczość Schmitta, więc na pewno sięgnę po "Zazdrośnice". :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...