piątek, 4 marca 2016 | By: Annie

"Stacja jedenaście" - Emily St. John Mandel

                Książka jak na mnie nietypowa – obecnie rzadko sięgam po dystopie czy gatunek fantastyki w ogóle. Jednak internet aż huczy od zachwytów nad tą pozycją, skusiłam się zatem i powiem Wam – nie żałuję. "Stacja jedenaście" to wielopłaszczyznowa historia o ostatnich chwilach ludzkości przed, a także po apokalipsie wywołanej wirusem gruzińskim - mutacją wirusa świńskiej grypy. Przede wszystkim urzekło mnie jak misternie utkaną sieć tworzą tu tylko pozornie niepowiązane wątki, które przeplatają się i mieszają, prowadząc do wspólnego rozwiązania. Wszystko w tej książce ma swój głębszy sens i cel, nie ma tu jednego zbędnego zdania - to pozycja dopracowana w najdrobniejszym detalu, nawet elementy dotyczące biologii czy chemii – wszystko chodzi bez zgrzytu. To pierwszy zachwyt. Drugi to dotknięcie psychiki - kruchość cywilizacji i ludzkość w obliczu jej upadku. Jest to przedstawione bardzo wiarygodnie i przejmująco ukazane - można mieć aż ciarki, naprawdę, w pewnym momencie to dociera... wrażenie jest porażające. W dodatku powieść tę czyta się świetnie, płynnie i przyjemnie. Dołączam się zatem do lawiny zachwytów. Piękna, poruszająca pozycja – zapamiętam ją na długo. Gorąco polecam!!!

4 komentarzy:

Miłka Kołakowska pisze...

Nie sięgam po fantastykę, ale może za sprawą tej pozycji się do niej choć trochę przekonam. Pozdrawiam :)

Czarne Espresso pisze...

Po tego typu książki raczej nie sięgam, ale kto wie, może kiedyś :)

Gosia B pisze...

Ja z kolei lubię dystopie, więc książkę mam na radarze:)

M.A. Trzeciak pisze...

Od jakiegoś czasy dystopie świetnie się mają na rynku literackim :). Tym bardziej - fajnie słyszeć, że udało się stworzyć coś niepowtarzalnego, a jednocześnie - dobrze skonstruowanego.

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...