środa, 23 września 2015 | By: Annie

"Zaplątana miłość" - Karolina Wilczyńska

                    Książka zupełnie nie w moim dotychczasowym stylu i guście, choć muszę przyznać, że ostatnio, ku mojemu własnemu zaskoczeniu, ciągnie mnie do tego typu lektur, a moja bieżąca historia czytelnicza obfituje w coraz to nowe spotkania z literaturą polską w wydaniu kobiecym. Muszę bardziej uważać, gdyż łatwo się w tym temacie naciąć – mnóstwo ukazuje się teraz podobnych powieści na jedno kopyto - w większość gniotki. Sięgając po „Zaplątaną miłość” oczekiwałam czegoś lekkiego, przytulnego i optymistycznego na pocieszenie po ciężkim, zabieganym dniu – czy książka spełniła swoje zadanie? Mam mieszane uczucia. To historia o matce, córce i przypadkowo poznanej starszej pani, mieszkającej na wsi - ich perypetie, miłości, zmagania z codziennością. Początkowo strasznie raził mnie styl – plaski, bez głębi emocjonalnej, rodem ze szkolnego wypracowania. Bohaterowie marudni, jęczący, non stop narzekający, a przez to irytujący. Później przestałam zwracać na to uwagę i nie wiem – czy to ostatecznie książka się poprawiła, czy ja przywykłam? I nagle, około połowy, nareszcie coś zaklikało - trudna relacja na linii matka-córka została pogłębiona – a ja czytałam już tylko z rosnącym zainteresowaniem i ciekawością. Książka rozwinęła się w zupełnie innym kierunku niż się spodziewałam – oczekiwałam raczej lekkiego romansu z sielską wsią i robieniem przetworów w tle, a otrzymałam przede wszystkim klasyczną obyczajówkę – bez pazura i fajerwerków, ale za to ciekawie przedstawiającą konflikt na linii matka-córka. Dopiero pod koniec znalazłam tę okładkową 'przytulność' i optymizm, których poszukiwałam. Mam problem z jednoznaczna oceną - nie jest to zła powieść, ale znam wiele lepszych lub podobnych czytadeł w wydaniu polskich autorek. Obyczajówka, ale bez wyjątkowego klimatu, napisana średnim językiem i stylem, choć jednocześnie muszę wyznać, że pochłonęłam ją w jeden dzień... Nie powiem, że były to zmarnowane godziny - bardzo chciałam mile spędzić czas z tą lekturą i mam wrażenie, że to głównie dzięki takiemu właśnie pozytywnemu nastawieniu przeczytałam ją w miarę bezboleśnie, a pod koniec nawet przyjemnie. Zatem spotkanie w miarę na plus, ale sama nie wiem czy jakoś szczególnie polecać... 

3 komentarzy:

Agata Kądziołka pisze...

Lubię takie książki, chociaż faktycznie zdarzają się buble w tym gatunku :)

Marianna K pisze...

Bardzo lubię tego typu książki, chociaż czytanie ich na okrągło mogłoby się znudzić. Może kiedyś po nią sięgnę :)

Annie pisze...

Marianna - pewnie! ja mam tolerancję 2-3 tego typu książki w roku ;)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...