sobota, 18 kwietnia 2015 | By: Annie

"Przepis na życie" - Agnieszka Pilaszewska

                W telewizji widziałam zaledwie kilka odcinków „Przepisu na życie”. Podobało mi się, ale szybko odpuściłam oglądanie - ja zwyczajnie nie umiem śledzić seriali, nie kręci mnie to - jakoś nigdy nie mam głowy do pilnowania kolejnych odcinków, sezonów... W życiu obejrzałam w całości tylko dwa seriale - „Seks w wielkim mieście” i „Przyjaciół”. Nie dokończyłam natomiast „Gotowych na wszystko”, poległam na 6 sezonie „Lost”, znudziły mnie już też „Girls” Leny Dunham, długo mogłabym tak jeszcze wymieniać... ;) To tak tytułem wstępu, bo jednak kilka odcinków „Przepisu” widziałam i choć szybko zarzuciłam śledzenie nowych, to ostatecznie ciekawosć tej historii zwyciężyła i w nagłym zrywnie czytelniczej spontaniczności zgarnęłam książkę z bibliotecznej półki. Bardzo rzadko sięgam po pozycje, które wcześniej w jakiejkolwiek formie widziałam na ekranie – zawsze staram się podchodzić z czystym umysłem, unikać sytuacji, kiedy w głowie mam już obsadzone role, słyszę głosy konkretnych aktorów w trakcie czytania dialogów itd. Jednak muszę przyznać, że w przypadku „Przepisu nażycie” nadało to książce dodatkowego smaczku – mając przed oczami Maję Ostaszewską w roli Beatki czy Adamczyka jak Żabcię oraz genialną Edytę Olszówkę jako szaloną Polę bawiłam się doskonale. :) I choć dla mnie „Przepis na życie” to zdecydowanie jednorazowa lektura, do zapomnienia w ciągu tygodnia, to nie przeczę - to również dobra i nawet całkiem śmieszna rozrywka. Ma swój urok. Lekka, wiosenna pozycja, nieco głupawa, niewymagająca myślenia, ale takie też są potrzebne, gdzieś między jednym zaliczeniem a drugim... :)

3 komentarzy:

Kasiek pisze...

oglądałam chyba z 1,5 sezonu ale przerwałam, nie wiem dlaczego bo mi się podobało, jednak nie aż tak żeby po książkę sięgać ;/

Annie pisze...

Kasiek - Jeśli widziałaś pierwszy sezon, to raczej czytanie tej książki nie ma sensu - wydaje mi sie, że ta powieść dokładnie, niemal słowo w słowo, oddaje własnie cały pierwszy sezon serialu. Ja widziałam tylko 2 czy 3 odciniki i to jest chyba optymalna sytuacja wyjściowa do sięgnięcia po książkową wersję "Przepisu na życie". :)

Alicja P. pisze...

Widziałam pierwsze sezony, bardzo mi się podobały, następne już nie i przestałam oglądać. Książkę może kiedyś, dla przypomnienia :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...