wtorek, 6 stycznia 2015 | By: Annie

Małe zwyczaje czytelnicze.

               Za każdym blogiem stoi jakaś osoba, przeważnie prawie całkowicie anonimowa. Ostatnio, rozmyślając (bo ja w ogóle dużo rozmyślam, podobno za dużo.. :)), stwierdziłam, że najbardziej cenię i lubię właśnie te strony, których autorów w pewien sposób udało mi się poznać, chociażby wirtualnie, od strony prywatnej. Nie przepadam za bezosobowymi recenzjami, bardzo długimi opiniami pełnymi streszczeń, w których nie czuć emocji autora. Być może są one bardziej profesjonalne, ale to nie jest to, czego szukam. Najbardziej lubię krótkie, treściwe notki nacechowane osobowością autora, co nie znaczy, że dłuższych nie czytam – jednak w tym przypadku moja cierpliwość jest zarezerwowana dla zaledwie garstki stron. Bo ja oprócz dobrej książki poszukuję także ciekawych, inspirujących ludzi, których mogę zwyczajnie polubić. Chcę wiedzieć czy podczas lektury za oknem szalała wichura, czy świeciło słońce, czy książka wpadła komuś do wanny, czy stała się przyczyną przegapienia właściwego przystanku? A może kosztowała właściciela zarwaną noc? Cenię sobie tę 'prywatę' - właśnie o tym lubię czytać... O urywkach z cudzej codzienności, wkomponować sobie czytane książki w życie danej osoby – oczywiście wszystko z umiarem, nie zaglądam nikomu do talerza i pod łóżko. ;) Ciężko mi ocenić na ile sama dałam się poznać poprzez to, co piszę. Chciałabym, żeby na blogu było więcej 'mnie', żeby lepiej odzwierciedlał on moją osobowość, mój charakter, moje poglądy. Planuję zamieszczać tu więcej przemyśleń, krótkie notatki, wrażenia – cokolwiek tylko przyjdzie mi do głowy. Na pierwszy ogień coś, z czym nosiłam się już od bardzo dawna – moje małe czytelnicze przyzwyczajenia – to, co czyni czytanie jeszcze większą przyjemnością:

  • Mam całą kolekcję zakładek z przeróżnych zakątków świata – moje ulubiona to ta z Malezji oraz przywieziona z Krakowa. Nie przywiązuję jednak szczególnej wagi do tego, czym zakładam książkę – może to być dla mnie równie dobrze piękna zakładka, ale też skasowany bilet czy luźna kartka z numerem telefonu – nie jestem pedantyczna w tym aspekcie. Nigdy natomiast nie zaginam rogów, aby zaznaczyć miejsce przerwania lektury – uważam, że to zbrodnia największa i niewybaczalna!
  • Lubię zostawiać w książkach i po latach odkrywać w nich zasuszone wspomnienia – często jest to bilet, zaproszenie, suchy liść, rachunek... I tak np. w „Pokucie” McEwana znajdę kiedyś pamiątkę z Londynu, w jeszcze innej powieści mieszka bilet wstępu na wieżę Eiffela. Bardzo lubię znajdować takie małe okruchy codzienności innych ludzi w książkach z biblioteki. Ostatnio nawet sama świadomie zostawiłam w jednej z rzadko wypożyczanych powieści bilet do teatru (wykorzystany oczywiście) – może za kilka lat ktoś go znajdzie..?
  • Był okres kiedy kupowałam mnóstwo książek, znosiłam je dziesiątkami do domu. Obecnie moja pazerność została poskromiona przez brak miejsca, a mój apetyt na nowe książki zaspokaja doskonale wyposażona biblioteka – śledzę nowości, rezerwuję, odbieram – nie rożni się to za bardzo od zakupów na Merlinie, a moją chciwość zaspokaja. Czyżby rozwiązanie idealne?
  • Staram się nie zwracać uwagi na okładkę, ale przyznam, że są to bezowocne starania – jak każdy, ulegam czasem (często?) pięknej obwolucie, nieraz spotyka mnie przez to rozczarowanie. Bardzo lubię czytać grube, opasłe tomiszcza. Niestety, zazwyczaj wybieram jednak książki 300-400 stronicowe, tak, aby móc je nosić w torebce. A właśnie, bez książki w torebce nie ruszam się z domu, nawet jeśli wychodzę tylko na pół godziny. Jeśli książkę poleca zaufana osoba lub jest to kolejna powieść lubianego przez mnie autora, w ogóle nie czytam jej opisu, streszczenia – uwielbiam gdy lektura stanowi dla mnie całkowitą niespodziankę.
  • Bardzo lubię czytać w podróży – zawsze skrupulatnie wybieram książkę, która będzie mi towarzyszyła podczas lotu samolotem czy też w jeździe pociągiem. Dobrze czyta mi się też w komunikacji miejskiej, szczególnie w metrze. Ja ogolenie mam taką tendencję i dziwną cechę charakteru, że im więcej mam przeszkód, rozpraszaczy, tym lepiej i łatwiej się skupiam. Nigdy nie uczy mi się tak dobrze jak wtedy, gdy muszę to robić 'wbrew czemuś'. Natomiast cisza i święty spokój jedynie utrudniają mi zadanie..:)
  • Nie mam swojego stałego kącika czytelniczego w domu. Lubię czytać na kanapie w salonie, mam swój ulubiony fotel pod lampką w mieszkaniu babci, uwielbiam też czytać w wannie – mogłabym to robić godzinami! Natomiast nie przepadam za czytaniem w łóżku, sama nie wiem dlaczego. Lubie też czytać 'na mieście' – wybrać się samotnie do kawiarni, najlepiej takiej o książkowej tematyce, zamówić kawę czy herbatę, a następnie przez godzinę czytać, co pewien czas przerywając lekturę, aby poobserwować ludzi, co także sprawia mi dużą przyjemność.
  • W trakcie czytania rzadko jem i piję, choć lubię gdy obok książki stoi kubek gorącej herbaty. Jednak zazwyczaj tak wciąga mnie lektura, że po pewnym czasie herbata robi się zimna... Latem natomiast uwielbiam skubać słonecznika w trakcie czytania – to dla mnie najwyższy poziom przyjemności.
  • Kiedy bardzo spodoba mi się książka jakiegoś pisarza zaczynam go kochać bezwarunkowo i ufam mu bezgranicznie - natychmiast dopisuje go do listy pisarzy, których autorstwa chcę przeczytać absolutnie wszystko, co tylko stworzyli – a lista się wydłuża... Aktualnie znajdują się na niej m.in. Ian McEwan, Kazuo Ishiguro, Carol Ruiz Zafon, Virginia Woolf, Lesley Lokko, Sue Monk Kidd, Toni Morrison, Kiran Desai...
  • Kiedyś bardzo przywiązywałam się do posiadanych książek, każdej pilnowałam, każda musiała stać na swoim miejscu – obecnie ta więź bardzo się rozluźniła. Mam świadomość, że już wkrótce się wyprowadzę, prawdopodobnie wyruszę w świat – a książki zostaną...
  • Uważam, że nie jestem pedantyczna jeśli chodzi o stan książek (choć na pewno znaleźliby się tacy, którzy mają nieco inne zdanie na ten temat ;)) - nie lubię tylko gdy są bezmyślnie niszczone, natomiast to, że powieść jest 'zaczytana' nie przeszkadza mi w żadnym stopniu – wprost przeciwnie, bardzo to lubię. Nie przepadam za pożyczaniem swoich książek i nie ukrywam tego – zbyt wiele miałam przykrych doświadczeń w przeszłości. Wyjątki robię tylko dla zaufanych osób i rodziców.
  • Marzy mi się, aby zostać kiedyś na kilka miesięcy odcięta od świata, oczywiście z pokaźnym zapasem lektur. Może jakaś zima tysiąclecia zasypie mnie w mieszkaniu, tak abym wreszcie mogła zgłębić moje zbiory? Jeśli jesteśmy przy marzeniach to nie mogę nie wspomnieć o wyśnionym pokoju-biblioteczce. Mam nadzieję, że to marzenie kiedyś się spełni...
  • Jak już wielokrotnie powtarzałam uwielbiam czytać różnorodnie – pochłaniam praktycznie wszystko – kryminały, biografie, reportaże, kocham obyczajówki. Nie czytam tylko literatury sensacyjnej i przygodowej – nudzi mnie. Niestety, nie za bardzo umiem czytać dramaty i poezję – mam nadzieję, że to się jeszcze zmieni.. W moim przypadku żadne kolejki książek do przeczytania, ustalona z góry lista nie mają żadnego sensu – ja i tak wybiorę książkę od czapy, zupełnie z innej planety. U mnie w domu zawsze mnóstwo się czytało, odkąd pamiętam zawsze gdzieś w tle były książki, dlatego nie wyobrażam sobie bez nich życia, uwielbiam wszystko, co się z nimi wiąże. Być może to snobistyczne, ale jeśli słyszę jak ktoś chwali się, że od czasów liceum nie przeczytał żadnej książki, to taka osoba automatycznie budzi we mnie antypatię...
Uff, to chyba na tyle. Literatura i jej przyległości to dla mnie temat bez dna – mam tylko nadzieję, że nikogo nie zanudziłam. Wszystkich, którzy mają ochotę podzielić się swoimi czytelniczymi zwyczajami zapraszam do wypowiedzenia się w komentarzu lub do zamieszczenia podobnego wpisu u siebie na blogu – wszystko z przyjemnością i uwagą przeczytam. :)

24 komentarzy:

jusssi pisze...

Mam tak samo! Nie lubię bezosobowych recenzji. Lubię za to, gdy w opinię wkrada się codzienność :) Miło było poznać kawałek Twojego świata :) Sama kiedyś popełnię taki post. Pozdrawiam

Gosia B pisze...

W bardzo wielu punktach mam tak samo:) Zawsze mam przy sobie książkę, zaginanie rogów - niewyobrażalne:D Nie lubię pożyczać książek a robienie stosów na zapas jest bez sensu, bo i tak zacznę czytać coś spoza niego. W trakcie czytania bardzo rzadko piję, natomiast uwielbiam jeść paluszki solone. Chaos wokół mnie wcale mnie nie rozprasza, zresztą przy trójce dzieci inaczej bym nie miała jak czytać, bo u mnie zawsze jest rozgardiasz:) Jedyne co nas naprawdę różni to fakt, że ja bardzo lubię czytać w łóżku i praktycznie z nią zasypiam.
Pozdrawiam serdecznie:)

Martha Oakiss pisze...

Ja np. też nie jem czy nie piję podczas czytania. Ale np. w podróży czytać nie mogę - a niby nie mam choroby lokomocyjnej... No ale o stan książek bardzo dbam. Nie lubię, gdy mają jakieś zagięte różki... Brrr

Libresca pisze...

Ja jestem strasznie wyczulona jeżeli chodzi o stan moich książek i dlatego raczej ich nie pożyczam. A jak widzę, że ktoś niszczy małe cudeńka to wychodzę z siebie i staję obok;) Co do pokoju- biblioteki to jest to również moje marzenie... Może coś mi się uda wykombinować w przyszłości. I też czytam raczej wszystko. Nie przepadam tylko za horrorami. A biografie odkryłam całkiem niedawno.;)
Jeżeli ktoś byłby zainteresowany, to na moim blogu zamieściłam TAG czytelnicze nawyki. Zapraszam do lektury i zaobserwowania! http://kulturaczytania.blogspot.com/

Camillie Eve pisze...

Też nie lubię bardzo długich recenzji (i sama takich nie piszę) ;)
Co do nawyków, to ja również jestem stworzona do czytania w warunkach ekstremalnych (czyli w komunikacji miejskiej w godzinach szczytu :P). Nie przepadam za pożyczaniem książek, choć to raczej dlatego, że dostaje je z powrotem po kilku miesiącach i tęsknie. Kiedyś też często korzystałam z biblioteki, ale od jakiegoś czasu jedynie kupuje książki i taki stan utrzyma się aż a) zbankrutuje lub b) skończy mi się miejsce. Choć powinnam trochę przystopować z kupowaniem, bo naliczyłam się ponad 80 nieprzeczytanych książek...
Co jeszcze? :) Bardzo denerwuje się gdy złamię grzbiet książki lub gdy okładki tej samej serii nie pasują (ehhhh, NIENAWIDZĘ!)...
W sumie to muszę zrobić taki post kiedyś u siebie ;)

Tirindeth pisze...

Super pomysł z tymi pamiątkami w książkach. Ja tak robiłam w starych pamiętnikach - wkładałam zasuszone kwiatki albo bilety z wycieczek, a czasami zapisywałam wyjątkowo ważne dla mnie wiadomości, które dostałam np smsem. Po latach, kiedy to oglądam, emocje są niesamowite :D

Annie pisze...

jusssi - cieszę się bardzo i czekam w takim razie na Twój wpis! :)

Annie pisze...

Gosia B - hahha, faktycznie, przy trójce dzieci trzeba być przystosowanym do rozgardiaszu, to sztuka przetrwania. ;) Słone paluszki też chętnie bym jadła... i orzeszki, i chipsy, i żelki - dobrze, że praktycznie nigdy nie mam żadnej z tych rzeczy w domu - przynajmniej mnie nie kuszą.. ;) Również pozdrawiam, dziękuję serdecznie za komentarz :)

Annie pisze...

Libresca - już do Ciebie zagladam. :) Ja także odkryłam biografie stosunkowo niedawno, ale zasmakowałam w nich niesamowicie, powoli zagłębiam sie w ten zupełnie nowy dla mnie obaszar literatury... :)

Annie pisze...

Camillie Eve - dokładnie, godizny szczytu, ścisk, metro szarpie - a ja czytam sobie w najlepsze. ;) 80 pozycji? To nie aż tak dużo, aż boję sie pomyśleć ile ja mogę mieć tych nieprzeczytanych - 300?400? strach sie bać, wolę nie liczyć ;) Masz rację, nic nie jest tak wkurzajace jak rózne okładki i gabaryty ksiażek należących do jednej serii!!! Przoduje w tym wydawnictwo Albatros - od dawna nie mogę pojąć o co im chodzi z tym ciągłym zmienianiem czcionki, formatu ksiażki itd. Szalu można dostać! ;)

JoAnna Polska pisze...

Bardzo fajny wpis :) Ja także zawsze "specjalnie" wybieram sobie powieść, która będzie mi towarzyszyć w czasie podróży (najczęściej PKP czy PKS), nie mam swojego ulubionego miejsca do czytania, ograniczyłam kupowanie książek ze względu na brak miejsca w biblioteczce i zastanawiam się, co też bym czytała gdyby nastąpiła jakaś izolacja XD U mnie w bibliotece miejskiej (i wojewódzkiej jednocześnie) działa system OPAC i tam sobie przeglądam nowości, rezerwuję / lub zamawiam jeśli są aktualnie na stanie, a potem odbieram :) Pozdrawiam!

Bibliopatka pisze...

Przyłączam się do preferowania tych bardziej osobistych wpisów czytelniczych. Tego najchętniej szukam na blogach - czytelniczej pasji, emocji i wrażeń. Jeśli chcę przeczytać coś stricte naukowego, to sięgam po opracowanie naukowe; jeśli chcę napisać coś stricte naukowego, to piszę artykuł. Na blogach natomiast szukam książek wśród ludzi i ludzi wśród książek (a sama spisuję coś w rodzaju czytelniczego pamiętnika). Dlatego zdecydowanie wolę te wpisy, w których książka prezentowana jest nie tylko na zasadzie streszczenia i/lub omówienia, lecz także pokazywana przez pryzmat przemyśleń, doświadczeń i wrażeń czytającego.
Poza tym ogromnie lubię posty dotyczące różnych innych aspektów czytania - jak na przykład Twoje "małe zwyczaje czytelnicze", aż sama mam ochotę spisać własne :)
Uwielbiam zakładki, czytanie w podróży (też starannie wybieram wówczas książki). Zazwyczaj też jem i piję podczas lektury - zresztą przynajmniej część książek wymaga konkretnego jedzenia (kryminały - herbata i czekolada), a czasem konkretne jedzenie nasuwa myśl o pewnych książkach (Dostojewski do owoców na przykład nie pasuje. Nie i już. Za to Munro mogłabym czytać z miską jabłek).

Annie pisze...

JoAnna Polska - u mnie w bibliotece też działa bardzo podobny system - niesamowicie to wygodne, a ja w dodatku zamawiam i rezerwuję na trzy karty jednocześnie (moją oraz dwie moich rodziców), więc buszuję sobie radośnie, niczym nieograniczona. :) Pozdrawiam serdecznie :)

Annie pisze...

Bibliopatka - dokładnie, pięknie to ujęłaś - 'szukam książek wśród ludzi i ludzi wśród książek'. Nie znoszę gdy 90% recenzji (długiej na dwie strony) stanowi streszczenie, a wrażenia ograniczają się jedynie do 'ciekawa historia, polecam'. Nie jestem też w stanie pojąc jak niektórzy są w stanie pisac tak długie opinie na temat tak miałkich ksiażek - nie piszę tego złośliwie, ale ze szczerym zdumieniem. Czasem wychodzą z tego naprawdę ciekawe teksty, szczególnie kiedy są złośliwe i zjeżdżają książkę od góry do dołu, ale to rzadkość. ;)
W takim razie koniecznie zamieść taki wpis u siebie! :)
Nigdy nie przyszło mi to do głowy, bardzo ciekawy temat poruszyłaś z tym jedzeniem dobranym do konkretnej lektury! :) Faktycznie, do Dostojewskiego pasowałoby nieco cięższe jedzenie, a miska jabłek doskonale komponuje się z Munro - aż sie rozmarzyłam - przed oczami mam słońce, piękną zieloną trawę pod drzewem, koc, książkę i miskę pełną zielonych jabłek... :)
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za komentarz :)

kruszkin pisze...

Uwielbiam tak ja Ty znajdować coś w wypożyczanych książkach, choćby miał to być rachunek za pizzę, ulotka, skasowany bilet, czuję wtedy jakąś taką większą więź z poprzednim czytelnikiem. Sama oczywiście też staram się coś po sobie zostawić. Też nie lubię pożyczać książek - pożyczam jedynie swoim rodzicom i siostrom. Natomiast wręcz uwielbiam czytać w łóżku przed snem - nawet jak wrócę z imprezy muszę przeczytać choć akapit.

pozdrawiam,

bookiemonster

Setna Strona pisze...

Jakbym sama to pisała. Do tego lista pisarzy, którzy są w panteonie: Ian McEwan, Kazuo Ishiguro, Carol Ruiz Zafon, Virginia Woolf... Siegnij po Steinbecka, być może i w nim się zakochasz.
Również lubię "być osobiście" na blogu, mimowolnie rzucam serce czytelnikowi, nie potrafię być takim streszczającym powieść robotem.

Bibliopatka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Bibliopatka pisze...

Annie - zdecydowanie zamieszczę za jakiś czas taki wpis, aż sama jestem ciekawa, o jakich własnych czytelniczych zwyczajach się dowiem (bo nie zawsze je sobie na co dzień uświadamiamy). O zapiskach na temat relacji książek i jedzenia tez już myślę od pewnego czasu - a ponieważ w tym roku obiecałam sobie na nowo ożywić blog, więc na pewno i do tego zagadnienia wrócę.
Widzę, że Munrofilka trafiła na Munrofilkę, cieszę się, tym chętniej znów do ciebie zajrzę :)

Zła Zołza pisze...

Wspaniały wpis, podpisuję się pod większością podpunktów. Wtrącę swoje trzy grosze o rzeczach znalezionych w książkach z biblioteki, te najciekawsze to: kilkanaście zdjęć ślubnych, tajemnicza mapa narysowana długopisem na kartce w kratkę, koperta z różnymi zdjęciami legitymacyjnymi jedenej osoby i prośbą o kontakt w razie zainteresowania.

Annie pisze...

Setna Strona - widzę pokrewną duszę czytelniczą. :) Steinbecka czytałam daaawno temu "Na wschód od Edenu", bardzo podobała mi się ta powieść, chetnie ją sobie odświeżę w najbliższej przyszłości. Chciałabym także przeczytać inne książki Steinbecka - "Grona gniewu", "Myszy i ludzie"... tylko czasu brak ne te wszystkie wspaniałe lektury :(

Annie pisze...

Bibliopatka - w takim razie czekam z niecierliwoscią nie na jeden, ale na dwa wpisy! Szczególnie ten o jedzeniu intryguje mnie i ciekawi. :) Niestety, nie mogę się jeszcze nazywać pełnoprawną Munrofilką - czytałam zaledwie parę jej opowiadań i to na 'chybił-trafił', z różnych zbiorów, a także kilka zamieszczonych w Twoim Stylu. Czuję jednak, że mam predyspozycje na prawdziwą fankę. ;) To, co czytałam podobało mi się bardzo, a w planach na tę naprawdę najbliższą przyszłość mam dwie jej książki. Także mam nadzieję, że nasza znajomosć wkrótce się rozwinie, a wakacje spędzę już jako prawdziwa Munrofilka, w towarzystwie miski jabłek. :)

Annie pisze...

Zła Zołza - wow, zazdroszczę takich odkryć!!! To ja w takim razie same nudy znajduję... stare bilety, listę zakupów, hiszpańską walutę. ;) Czy te zdjecia legitymacyjne i prośba o kontakt to w celach matrymonialnych? Ciekawa metoda, nie powiem...;)

Zuzanna Szulist pisze...

U mnie na blogu najczęściej to, czego nie lubisz, czyli baaaardzo długie teksty. :D Wiesz, ja się czasami staram napisać krótko, ale mi się nie udaje. :D
Ach, ja też zawsze marzyłam o takiej ziemie stulecia i odcięciu od świata, z ksiązkami i z pełną lodówką. :D
Co do moich zwyczajów czytelniczych, to ja w ogóle nie toleruję bibliotek i książek używanych - brzydzę się i nic na to nie poradzę. Każda nowa książka to też dla mnie rytuał, muszę koniecznie przetrzeć ją mokrą szmatką, żeby nie miała żadnych śladów od innych ludzi. Cóż, u mnie więc dziwacznie. :D

Annie pisze...

Zuzanna Szulist - akurat Ty należysz do tych nielicznych wyjątków! Bardzo lubię Twoje teksty, mimo, że są długie to zawsze pełno w nich emocji, nigdy nie są suchym, nudnym streszczeniem. Poza tym lubię też to, że nie owijasz w bawełnę - potrafisz ostro zjechać ksiażkę, robiac to jednoczesnie docipnie - bardzo mi się to podoba :)
Faktycznie, dość oryginale masz zwyczaje, tym chętniej przeczytałabym podobny wpis u Ciebie na blogu. :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...