środa, 24 września 2014 | By: Annie

"Ćwiartka raz" - Karolina Korwin-Piotrowska

                  Obecnie nie darzę pani Karoliny Korwin-Piotrowskiej szczególną sympatią – bardzo lubiłam ją za czasów początków „Magla towarzyskiego” - to było naprawdę coś - ostre, niepolukrowane, kontrowersyjne. Natomiast występ w „Top model” mocno zdyskwalifikował ją w moich oczach – bo jak można wiarygodnie krytykować i narzekać na świat, który samemu się aktywnie współtworzy? Promować się, utrzymywać się z krytykowania celebrytów, którzy tak rzekomo ją brzydzą i degustują, a jednocześnie trwać w tej pracy z niemałym zadowoleniem od kilkunastu lat? Jeśli ten celebrycki paździerz faktycznie tak ją mierzi i brzydzi, jak deklaruje na każdym kroku w swojej książce, to czemu tkwi w nim uparcie tyle czasu, czemu nie zajmie się np. filmem – swoją pasją? Niezbyt to autentyczne, prawda? To jakiś mesjanizm? Powołanie? Automasochizm? Chora fascynacja czymś odrażającym – czy jak? Z jednej strony dobrze, że jest w polskich mediach osoba, która brutalnie sprowadza samozwańcze gwiazdy na ziemię, ale jednocześnie to jej wieczne narzekanie na głupie telewizyjne programy, kolorowe gazety, obrzydzenie światem celebrytów wydaje mi się zwyczajnie nieprawdziwe – poświecić kilkanaście lat życia na coś czego się rzekomo nienawidzi i podkreśla się to na każdym kroku. Zarabiać na nienawidzeniu tego, co się samemu współtworzy. Hmmm...

                    Takie to myśli tkwiły mi w głowie podczas lektury „Ćwiartki raz” – a czytałam ją dość długo – rozplanowałam sobie jeden rok na każdy dzień pobytu w domu, w wakacje nie było takich dni szczególnie dużo. :) Ta prawie 800-stronnicowa pozycja to kompendium wiedzy plotkarskiej, muzycznej i kulturalnej, szczególnie tej filmowej, z ostatnich 25 lat. Obraz jak kształtowały się wolne media, wyłaniały się prawdziwe gwiazdy i kształtowali pierwsi celebryci – pierwsze skandale, pierwsze brukowce, najlepsze i najgorsze filmy... Nie obejdzie się tu bez youtube'a oraz kartki z długopisem – moja lista wynotowanych tytułów filmowych jest imponująca. :) Sama książka jest bardzo ciekawa, podziwiam ogrom pracy, gigantyczny wysiłek jaki pani Karolina włożyła w przygotowanie tej pozycji – przekopała się przez tony gazet, archiwów, wiadomości - budzi to mój szacunek. Książkę bardzo polecam, niemniej wciąż mam mieszane uczucia co do samej autorki...

8 komentarzy:

Agnieszka T pisze...

Ja do tej lektury trochę podchodzę jak do jeża, ale w zawiązku z tym, że mam ją na półce kiedyś do niej zajrzę

Ola pisze...

Ja się zatrzymałam na sympatii do dziennikarki z powodu "Magla...", może dlatego, że nie śledziłam modelek... a do tej cegły chętnie zaglądnę.

Kocia kołyska pisze...

Ja próbowałam zrobić podejście do "Bomby", ale nie dałam rady. I spostrzeżenia na temat Karoliny Korwin-Piotrowskiej mam podobne - jeżeli tak jej działają na nerwy polscy celebryci, to po co się tym zajmuje? Jest sens pisać takie opasłe tomisko tylko po to, by krytykować?

My Slow Nice Life pisze...

Się podpisuję pod tym, co napisałaś, obiema rękami. Hipokryzja jej wyłazi uszami. Całym swoim wizerunkiem przeczy wszystkiemu, co mówi i co pisze. Widziałam wczoraj tę "książkę" w lidlu. Nie myślałam, że to aż taka cegła. Trzeba mieć tupet, żeby takie coś wyprodukować, nie mając niczego konkretnego do powiedzenia. I takie coś się wydaje, promuje, ludziom wciska. A dobra literatura kurzy się na księgarnianych półkach. Chociaż nie byłabym sobą, gdybym nie dodała jakiegoś "z drugiej strony". No więc z drugiej strony (!), każdy stara się jakoś zarabiać na życie. I czasem to życie tak się układa, że się ląduje w określonym czasie i w określonych okolicznościach (np. w programie "Klub Yuppie" z Krzysztofem Ibiszem, gdzie się licealistów poucza, "jak żyć", tzn. jak jeść w restauracji i jak ubrać się do pracy. I tym podobne. Wczesne lata dziewięćdziesiąte, kiedy Ibisz wyglądał prawie tak młodo jak teraz. Później prowadziła jeszcze jakiś program o filmach. I to też było dobre. Ale jeszcze później chyba skończyła się oglądalność dobrych programów, bo Korwin-Piotrowska wylądowała jako "gwiazda" na kanale komercyjnym z dobrą gażą chyba. To jak miała zrezygnować? No jak? Czy ja bym zrezygnowała w takich warunkach? A teraz to już trzeba pchać ten wózek, odcinać te kupony i kasę na starość zabezpieczać. Bo wiecznie tego nie będzie, oj nie. Zwłaszcza w tv. Szkoda tylko, że czasem za młodu człowiek inwestuje w coś, co wydaje się przyszłościowe, a później okazuje się, że przyszłość owszem, ale nie taka, jak by się chciało. A żyć trzeba. I na to życie zarabiać. I to by było na tyle:) - słowami klasyka zakończę:)

Annie pisze...

Kocia kołyska - bardziej zadałabym pytanie "Jaki sens robić od tylu lat program tylko po to, by krytykować?" Książka aż taka krytykancka nie jest - zdecydowanie nie! Tego absolutnie nie mogę jej zarzucić, zupełnie nie taki jest jej wydźwięk i tu czuję się zobowiązana jej bronić. :)

Annie pisze...

My Slow Nice Life - ta książka nie jest taka zła, sporo w niej ciekawych informacji o filmie, muzyce, sztuce - 25 lat w pigułce - to naprawdę nie jest żaden gniot, wyrób książkopodobny tylko całkiem solidna lektura! Naprawdę, nie jest tak kiepska książka jak mogłoby wskazywać nazwisko autorki. :) Wiesz, chyba najbardziej w postawie Korwin-Piotrowskiej denerwuje mnie to, że ona uważa się za o niebo lepszą od innych celebytów, że jest ponad 'to'. A prawda jest taka, że dla zwykłego śmiertelnika, którym ja się czuję, który od czasu do czasu włączy telewizor czy przeczyta plotkarską gazetę w poczekalni u dentysty, to ta pani jedyne czym wyróżnia się wśród tłumu tak przez nią znienawidzonych gwiazdeczek to oryginalny sposób wypromowania siebie - poprzez program o tym jacy inni celebryci są głupi, beznadziejni i lansują się na ściankach... ;) Pani Karolina sama też jakiś innych wybitnych talentów nie przejawia, choć tu trzeba przyznać - przynajmniej stawzra pozory... ;) Z resztą nie oszukujmy się - siedzi w szoł-biznesie od kilkunastu lat i wciąż usiłuje wszystkich w koło przekonać jak to ona go nie znosi, jaką przykrość i trud jej to sprawia? bez żartów ;) no ba, z czegoś trzeba żyć - ja rozumiem, ale może nieco mniej hipokryzji w tym? To by był skok popularności i oglądalności - teraz Korwin-Piotrowska jednak kocha celebrytów - własnie odkryłam tego zaczątki - całkiem świeżą wypowiedz Korwin-Piotrowskiej, że jednak ta okropna Herbuś to w sumie fajna babka jest. Żenada. Pozdrawiam serdecznie :)

Aga CM pisze...

Czytałam już kilka opinii na temat tej książki i przyznam się szczerze, że nie jestem do końca do niej przekonana. Nadal się waham czy po nią sięgnąć.

My Slow Nice Life pisze...

No właśnie, pisać potrafi, gadać potrafi, sporo wie. Tylko do czego te talenty wykorzystuje...

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...