poniedziałek, 21 lipca 2014 | By: Annie

"Ukojenie" - Ian McEwan

                Nie mogę sobie odmówić tej przyjemności częstego obcowania z twórczością Iana McEwana – im więcej jego książek mam już za sobą, tym większy apetyt i ciekawość czuję na myśl o tych jeszcze nieprzeczytanych pozycjach – co jeszcze przyszykował dla mnie ulubiony autor? Niemniej ten apetyt próbuję pogodzić z rozsądkiem - dawkuję sobie jego twórczość małymi kęsami tak, aby starczyło na jak najdłużej... Jednak jeśli chodzi o „Ukojenie” to muszę przyznać, że autor rozpieścił mnie już swoimi późniejszymi powieściami - „Sobota”, „Pokuta”, „Enduring Love”, „Słodka przynęta” to majstersztyki, które zachwyciły mnie bezkrytycznie. Niestety, „Ukojenie” im nie dorównuje - poprzeczka jest zawieszona już zbyt wysoko...

                  Poznajemy Mary i Colina – parę, która spędza wakacje w upalnej, dusznej Wenecji. Snują się trochę bezładnie i apatycznie po zabytkowych zaułkach, aż pewnego wieczoru poznają przypadkowo Roberta, a następnie także jego żonę Caroline. Od razu widać, że z tym małżeństwem jest zdecydowanie 'coś' nie tak... „Ukojenie” to jedna z pierwszych powieści autora i wygląda to tak, jakby dopiero wykluwały się zalążki tego, co później stanie się znakiem firmowym twórczości McEwana. Jest jakoś tak zbyt szybko, pobieżnie, a bohaterowie są w moim odczuciu nie do końca ukształtowani. Nie czuję się niestety również specjalnie zszokowana zakończeniem... Może to już jakaś 'oziębłość czytelnicza' z mojej strony, bo czytając inne recenzje widzę, jak ludzie byli autentycznie zaskoczeni...? Być może ta książka może bardziej przypaść do gust tym, którzy nie poznali jeszcze McEwana u szczytu jego formy, niemniej nie wiem czy poleciłabym tę powieść na pierwsze spotkanie z autorem... „Ukojenie” to historia do pochłonięcia w 2 godziny – jako wielka fanka, która chce przeczytać absolutnie wszystko, co tylko wyszło spod pióra tego pana nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję. Nie jest aż tak źle, ale po 8 przeczytanych książkach stwierdzam, że bywało znacznie lepiej...  

9 komentarzy:

Justyna pisze...

Czytałam całkiem niedawno i zupełnie nie przemówiła do mnie ta książka. Wcześniej czytałam "Pokutę", która podobała mi się o wiele wiele bardziej.

Annie pisze...

Justyna - czyli wrażenia mamy bardzo podobne :)

MONIKA SJOHOLM pisze...

Możliwe, ja czytałam to jako jedna z pierwszych wiec może stąd odbiór bardzo pozytywny - zawsze staram się czytać w kolejności - bo świetni pisarze fajnie się rozwijają na przestrzeni dekad i fajnie im się towarzyszy w tym

Annie pisze...

Monika - w sumie teraz trochę żałuję, że nie odkrywałam twórczości McEwana chronologicznie - niezła gratka mogłaby to być, obserwować jak stopniowo ewoluuje jego styl, dojrzewają umiejętności pisarskie... Niestety, kiedy zaczynałam go czytać nie miałam jeszcze pojęcia, że to będzie mój ulubiony pisarz i że będę chciała przeczytać wszystkie jego książki ;)

Natalia :) pisze...

Nie spotkałam się z książkami McEwana osobiście, ale w przyszłości zamierzam przeczytać coś Jego autorstwa, Pozdrawiam :)
kawa-i-ksiazka.blogspot.com/

Ola pisze...

Nie znam jeszcze autora, ale ciągle sobie obiecuję, że nadgonię. W takim razie zabiorę się za to chronologicznie...

Zatracona w książkach pisze...

Ja także nie znam jeszcze tego autora, ale po przeczytaniu recenzji coś czuję, że chcę go poznać :)

Tirindeth pisze...

Nawet najlepsi muszą mieć gorsze książki :) Niemniej mam ogromną ochotę na tytuły od tego autora - przygoda z jego twórczością wciąż przede mną :)

Jędrzej J pisze...

Nie mówię nie, bo McEwan jest mi jeszcze nieznany. :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...