środa, 2 lipca 2014 | By: Annie

"Enduring Love" - Ian McEwan

              Kolejne, siódme już spotkanie z moim Mistrzem – Ianem McEwanem i zarazem pierwsza jego powieść przeczytana w oryginale. Jestem z tego bardzo dumna - wiadomo, McEwan nie pisze językiem szczególnie łatwym i przystępnym – nie jest to zarzut, a ogromny atut jego prozy - mam tu głównie na myśli bogactwo jego słownictwa, szczegółowe opisy oraz dogłębne analizy. Niemniej dałam radę, a przyjemność lektury była potrójnie zwiększona biorąc pod uwagę to, że: książka została kupiona w moim ukochanym Londynie, akcja rozgrywała się w miejscach, w których świeżo co byłam, a czytanie w oryginale dało mi poczucie bezpośredniego obcowania z myślą autora...

               Każde spotkanie z tym pisarzem traktuję jak małe święto, prawdziwą ucztę słowa pisanego. Mam wrażenie, że pisząc o jego książkach powtarzam wciąż to samo – jak urzeka mnie jego sposób opisywania świata, skupianie się na przeżyciach wewnętrznych, myślach i emocjach bohaterów, analizowanie ludzkich zachowań w obliczu nietypowych sytuacji. Jednocześnie uwielbiam to jego naukowo-ateistyczne podejście oraz inteligentnych, oczytanych bohaterów - a Joe i Clarissa wzbudzili moją szczególną sympatię - stali się dla mnie symbolem nowoczesnej, kulturalnej, niezależnej pary - właśnie tak chciałabym żyć, mieszkać... Pewnego dnia ich uporządkowane życie zostaje zburzone – podczas pikniku są świadkami, a także pośrednio uczestnikami wypadku balonowego. Jednak to nie sam wypadek zmienia ich życie, a spotkany przy próbie ratowania balonu mężczyzna, Jed Parry, który dostaje obsesji na punkcie Joe'go. Powieść została oparta na prawdziwej historii pewnego małżeństwa, a opisywane w niej zaburzenie psychiczne to erotomania, zwana także syndromem de Clerambaulta – osoba chora jest przekonana, że inna osoba jest w niej zakochana, a wszelkie rozmowy czy zwykłe, codzienne zachowania, takie jak odsłonięcie zasłon, mylnie interpretuje jako specjalny znak, dowód miłości. Mamy tu opis ciekawego przypadku, a także dogłębną analizę motywów, uczuć, przemyśleń, psychiki. Jeden mocny incydent i konfrontacja, obnażenie charakterów bohaterów. Moim zdaniem to jedna z lepszych pozycji tego pisarza. A może to też urok czytania w oryginale...?

                 Książka została przetłumaczona na język polski, ale niestety już od kilku lat nie jest dostępna w zwykłych księgarniach. Można ją jednak wciąż upolować na allegro. :)

11 komentarzy:

Justyna pisze...

Jak na razie przeczytałam dwie książki tego autora. "Pokutę", która bardzo mi się podobała oraz "Ukojenie" - ta pozycja nie przypadła mi do gustu. O książce o której napisałaś jeszcze nie słyszałam :)

My Slow Nice Life pisze...

No to gratuluję:)

Zatracona w książkach pisze...

Również uważam, że czytanie w oryginale daje poczucie lepszego poznania książki. W końcu tłumaczenie to tylko jedna z możliwych interpretacji :)
Sama książka wydaje się bardzo ciekawa i już zapisałam sobie tytuł :)

Scathach pisze...

Nie miałam pojęcia, że film, który widziałam, stworzony został na podstawie prozy McEwana! Spadłaś mi z nieba, KONIECZNIE muszę nadrobić ten brak. Dzięki!

Annie pisze...

Justyna - "Pokuta" jest rewelacyjna, czytałam niedawno. Natomiast "Ukojenia" jeszcze nie znam, ale wkrótce sięgnę na pewno

Annie pisze...

Scathach - cieszę się, że pomogłam ;)

Tirindeth pisze...

Nie poznałam jeszcze prozy tego autora, ale chyba muszę to zmienić. Niestety mój angielski kuleje, więc w grę wchodzi tylko wersja po polsku :)

Mała pisze...

Czytałam tylko "Sobotę" tego pisarza, a w planach mam jeszcze "Pokutę" i "Betonowy ogród". Przedstawiona przez Ciebie książka również wydaje się ciekawa, więc pewnie i ten tytuł dopiszę do listy. Zauważyłam, że na LC powieści tego autora nie są najwyżej oceniane. Często moje oceny różnią się od "średniej", więc bardziej mnie to zastanawia, niż zniechęca.

Jędrzej J pisze...

McEwan to jeszcze pisarz, którego nie poznałem, a widzę, że muszę to szybko nadrobić. :)

Annie pisze...

Mała - masz rację, na lubimyczytać McEwan ma zadziwiająco niskie oceny... Nie wiem z czego może to wynikać... może z tego, że jego proza jest nieco trudniejsza do przyswojenia...? Ja bym mu wystawiła same 8, 9 i 10, jedynie opowiadania oceniam nieco słabiej ;)

Paulina (invissible) pisze...

Gratuluję przeczytania oryginału! Faktycznie McEwan nie pisze prosto... Ja sama muszę się wreszcie skusić na coś jego pióra. Swego czasu oglądałam tylko "Pokutę", ale film mnie nie powalił. Czas nadrobić zaległości. :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...