poniedziałek, 16 września 2013 | By: Annie

"Oko dnia" - Jonathan Carroll

           Nadeszła jesień. Cały dzień mży, liście powoli żółkną i opadają z drzew, a ja intensywnie korzystam z tych dwóch ostatnich tygodni wolności, napełniając mój umysł coraz to nowymi lekturami. Czytam obecnie dużo i intensywnie - dni spędzam w ogrodzie, pod szklanym dachem tarasu, otulona kocem, z kubkiem gorącej herbaty – w tym błogim stanie, który możliwy jest tylko podczas pobytu w domu babci i dziadka, codziennie zanurzam się w coraz to nowe literackie światy. Dzisiejsze przedpołudnie upłynęło mi na lekturze „Oka dnia” autorstwa słynnego i wielbionego w Polsce Jonathana Carolla – obiło mi się o uszy to nazwisko, ale nigdy nie sprawdziłam jaka proza się za nim kryje. Po powrocie do domu muszę koniecznie zagłębić się w biblioteczkę rodziców i wyszperać kilka jego książek - Jonathan Carroll jawi mi się jako bardzo intrygujący i wart odkrycia pisarz – najbardziej kusi mnie „Kraina Chichów” oraz trylogia Crane's View. Co jeszcze polecacie? :)

            „Oko dnia” to zbiór wpisów, które autor zamieszczał regularnie na swoim blogu. Dotyczą one wielu tematów – sporo tu cytatów z innych pisarzy, listów od przyjaciół, prywatnych wspomnień i spostrzeżeń. Mnie najbardziej podobały się urywki codzienności, impresje i obserwacje poczynione przez autora na ulicach Wiednia – drobne, niby nic nie znaczące, a jednak fascynujące. Ta książka to nic przebojowego czy porywającego, ale nasyca umysł spokojem, że czas poświęcony jej lekturze nie był zmarnowany – w moim odczuciu to wartościowa i ciekawa pozycja. Warto sięgnąć.

15 komentarzy:

Chris pisze...

Były jakieś polskie akcenty w jego książce? :)

Annie pisze...

Chris - były, całkiem sporo :) m.in. trochę z jego trasy promocyjnej po Polsce, a nawet kilka polskich przysłów, które mu się spodobały, a o których ja usłyszalam pierwszy raz w życiu ;)

My Slow Nice Life pisze...

A mnie się obiło "o oczy", że Carrol to intelektualna tandeta. Coś w tym jest, tylko zastanawiam się, czy nie pisali tego ci, co uważają się za nie idących na umysłową łatwiznę, zaś Carrolowi zazdroszczą poczytności.

Jędrzej J pisze...

Nie czuję się zbytnio przekonany, ale może warto dać szansę tej książce. :)

Chris pisze...

Annie, zawsze się zastanawiałem nad jego Polskimi korzeniami :) Niestety nigdzie nie mogłem znaleźć takowych informacji, a co do samego twórcy, nie znam jego twórczości. Warto chociaż zajrzeć na 10 minut?

Mała Mi pisze...

Ja polecam "Całując ul". Chociaż "Oko dnia" podobało mi się chyba najbardziej ze wszystkich jego książek, mimo że nie jest typową powieścią :-)

Annie pisze...

Chris - z tego, co poznałam w "Oku dnia" to warto, ale każdy musi spróbować sam i przekonać się co mu odpowiada :)

Annie pisze...

Mała Mi - dziękuję za polecenie :)

Annie pisze...

My Slow Nice Life - hmmm... po przeczytaniu "oka dnia" absolutnie nie przyszło by mi do głowy takie określenie jak "intelektualna tandeta". Może faktycznie pisali to zazdrośnicy - wiadomo, najłatwiej kogoś skrytykować, a samemu uważać się za nie wiadomo jak wybitnego ;) Bardzo nie lubię takiego podejścia - takiego skreślania i krytykowania literatury, która jest nieco lżejsza i mniej ambitna, ale za to bardzo popularna - przecież zarówno taka, jak i bardziej ambitna literatura są jednakowo potrzebne. Często to dotyka literatury kobiecej, niestety, ale to temat na całą osobna dyskusję ;)

blubra pisze...

Kocham Carrolla od lat. "Oko dnia" czytałam, bardzo mi się podobała. Niemniej najukochańsza jest dla mnie trylogia "Crane's View", gdzie "Całując ul" i "Zaślubiny patyków" znam niemal na pamięć. :)

Annie pisze...

blubra - bardzo, bardzo kusisz, szczególnie, że właśnie przed chwilą wyszperałam na regałach u babci "Całując ul", więc pewnie pożyczę go i zabiorę ze soba do Warszawy :)

lama-w-swetrze pisze...

Książki Carrolla odkryłam w gimnazjum i pochłaniałam je namiętnie, dotyczy to także książki "Oko dnia". Czasami się zastanawiam czy po latach moje odczucia by się zmieniły, ale póki co boję się sprawdzić :)

My Slow Nice Life pisze...

Annie, zgadzam się z Tobą. Ja to bym na przykład chciała umieć tak pisać, aby mnie miliony czytały a jednocześnie żebym się za to wstydzić za bardzo nie musiała. Jak Carroll. Wg mnie często bywa tak, że ktoś by chciał, a nie umie, więc udaje, że tworzy teksty akademickie, dla "ambitnych".

Annie pisze...

My Slow Nice Life - to stały argument - jak coś ci się czytelniku nie spodobało w ksiązce, to widzocznie jesteś za głupi, żeby ją zrozumieć, książka była za ambitna dla ciebie, autor zbyt inteligentny itd. ;) Widziałam takie żenujące argumenty w wielu kłótniach blogerow książkowych z polskimi autorami - takie własnie oskarżenia padały ze strony tych wielkich pisarzy... ;) Do głowy im nie przyszło, że ich książka może być zwyczajnie... słaba. Nie, to po prostu wszyscy czytelnicy są za głupi, żeby docenić ich geniusz ;)

Linka pisze...

Brzmi rzeczywiście sielankowo, choć nie wiem, czy udałoby mi się w nią wciągnać. Może kiedyś spróbuję. :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...