wtorek, 24 września 2013 | By: Annie

"Kobieta bez twarzy" - Anna Fryczkowska

             Oczy mam jak pięć złotych, bo co sięgam po polską literaturę obyczajową, to jestem bardzo pozytywnie zaskakiwana – niemalże każda książka wpasowuje się idealnie w moje literackie upodobania. Kiedyś myślałam, że naszym rodzimym autorkom wiele brakuje do sąsiadek z zagranicy, jednak po spotkaniach z takimi pisarkami jak Anna Fryczkowska, a także Magdalena Witkiewicz, Katarzyna Enerlich, Lucyna Olejniczak, Hanna Cygler całkowicie zmieniłam zdanie. A to tylko fragment listy, mogłabym tak jeszcze wymieniać... Ostatnio, w trzy wieczory, pochłonęłam „Kobietę bez twarzy” - soczystą, ciekawą i świetnie napisaną powieść kryminalno-obyczajową z dreszczykiem.

               Hanna Cudny, po samobójczej śmierci męża, postanawia porzucić zabieganą Warszawę i wraz z synem i córką przeprowadzić się na wieś. Ma być sielsko, anielsko, jak z książek o Rozlewisku, ale rzeczywistość znacząco odbiega od tych wyobrażeń... Znikają ludzie, z drugiej połowy domu nocą słychać dziwne hałasy, a w dodatku córka Hanki wracając ze szkoły znajduje ciało utopionej kobiety...

           Oprócz ciekawego wątku kryminalnego bardzo podobało mi się tło obyczajowe – polska wieś przedstawiona w zupełnie innych barwach niż tych znanych nam z setek czytadeł pod tytułem „Jadę na wieś i jestem szczęśliwa/zakochana/spełniona”. Tu jesień jest mokra, ponura i szara, wszędzie pełno błota, sąsiedzi bardziej wścibscy niż życzliwi, a mężczyźni raczej obleśni niż pociągający. Miła to odmiana po tych wszystkich obrazkach polskiej wsi jak z bajki i w kontraście z nimi „Kobieta bez twarzy” ogromnie zyskuje na realizmie i wiarygodności. Spędziłam z tą książka trzy wieczory, ale gdybym miała więcej czasu pochłonęłabym ją w jeden dzień – bo to świetna, niegłupia rozrywka - mnie wciągnęła niesamowicie. Polubiłam główną bohaterkę, z emocjami śledziłam jej losy, a niekiedy nawet się bałam – czego chcieć więcej? „Kobieta bez twarzy” to doskonała pozycja na długie, jesienne dni – zakopać się pod kocem z herbatą i w towarzystwie tej właśnie powieści to scenariusz na idealny wieczór. Naprawdę, szczerze polecam! Nie mogę się doczekać kolejnych książek Anny Fryczkowskiej!

8 komentarzy:

Blanka W. pisze...

Jako odtrutka na te wszystkie Rozlewiska brzmi RE-WE-LA-CYJ-NIE! :D

Gosia B pisze...

Cieszy mnie Twoja opinia,bo książka czeka na półce:) Fakt. Nasi pisarze zdecydowanie dorównują zagranicznym.

Aneta Wojtiuk pisze...

Jeszcze nie czytałam nic tej autorki, ale skoro aż tak Ci się spodobało to muszę to nadrobić. Również jestem zaskoczona za każdym razem, jak odkrywam nowe polskie autorki. Niektórych książki mi nie podchodzą, ale tak samo jest z zagranicznymi. Poszukuję dalej, bo cenię sobie polską literaturę. I ta książka trafi do mnie :)

Maruda007 pisze...

Od dawna miałam się za nią zabrać, mam nadzieję, że mi się to niebawem uda, co zapowiada się niezła lektura na jesień :)
Pozdrawiam!

Kaś pisze...

Też bardzo dobrze tę książkę odebrałam, zatem cieszę się, że i u Ciebie pozytywny odbiór, ja teraz polecam ją wszystkim i mam ochotę na kolejne pozycje autorki.

Jędrzej J pisze...

Takie książki są najlepsze, uważam, więc nie mam nic do stracenia. :)

Linka pisze...

Ooo,brzmi naprawdę zachęcająco. Zwłaszcza ten moment o baniu się. Na pewno poszukam! :)

Modliszka pisze...

Bardzo fajna, treściwa recenzja :) Chętnie sięgnę po tą pozycję, choćby ze względu na ciekawie zapowiadającą się fabułę. :)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...