sobota, 2 lutego 2013 | By: Annie

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" - E L James


              Wszyscy zaczytują się w tej serii, w mediach wrze na jej temat, a charakterystyczne okładki nachalnie atakują przechodzącego czytelnika ze wszystkich wystaw i półek. Coś w tych książkach musi być, pomyślałam. A że z natury jestem ciekawska i lubię mieć własne zdanie to spróbowałam. Przeczytałam całe 600 stron i teraz mogę wyrazić moją opinię. Pierwsza myśl po przewróceniu ostatniej kartki - czy coś jest ze mną nie tak? Czemu mnie ta książka nie porwała, nie zaciekawiła, a bardziej znudziła? I nie chcę tu absolutnie obrażać nikogo, komu książka się spodobała – każdy czytelnik ma prawo mieć własne zdanie. Oto moje. :)

               Moje czytanie wyglądało tak: ziewałam, chichrałam się, wywracałam oczami (ja nie boję się klapsów Christiana :p), czułam zażenowanie (co ja czytam?!), a to wszystko przeplatane momentami nadziei, że książka się jeszcze rozkręci. Do łez rozśmieszyły mnie niektóre teksty, m.in. okrzyki „O święty Barnabo!”, nieustanne, jednoczesne rozpadanie się na kawałki oraz sardoniczne spojrzenia. Denerwowały za to ogromnie pseudofilozoficzne rozmyślania, rumienienie się Anastasii z częstotliwością 3 razy na stronę, a także wydumane problemy bohaterów, których za nic nie mogłam pojąć. Przez pierwszych 200 stron usiłowałam stworzyć sobie w głowie jakieś wizerunki głównych postaci, coś wydobyć z ich miałkości. Potem zdałam sobie sprawę, że to czcze wysiłki - po co się męczyć? Bohaterowie są płascy i nijacy.  Niestety, nie wiem nawet za bardzo jak wyglądają – np. jedyny opis Christiana, powtarzany w kółko i w kółko, do znudzenia - nieziemsko przystojny. I tyle. O ile z Greya można jeszcze co nieco wykrzesać, tak dla Anastasii Steele i jej głupawych dylematów oraz bezsensownych, płytkich rozmyślań nie ma już nadziei. I nawet posiadanie poważnych zaburzeń psychicznych nie czyni z Anastasii bardziej interesującej bohaterki. W jej umyśle dzieją się dziwne rzeczy, a poprzez naprawdę dziwne rzeczy mam na myśli potrójną, nie zdiagnozowaną schizofrenię. Coś musi być na rzeczy, skoro dziewczyna w najintymniejszych sytuacjach prowadzi wewnętrzne monologi pomiędzy własnym Ja, swoją Podświadomością, która często zerka groźnie znad okularów oraz Wewnętrzną Boginią, która większość czasu spędza na szezlongu, ożywiając się jedynie w obecności Christiana. I co wtedy robi? Wtedy zrywa się i wykonuje przeróżne układy, od salt zaczynając a na makarenie kończąc. WTF?!

                 Naprawdę, nie rozumiem czemu ta książka jest takim wielkim bestsellerem. Czy to prawdziwy przejaw fascynacji czytelników, czy po prostu nachalna reklama wmawia nam, że książka jest tak popularna i tym samym nakręca machinę sprzedaży? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że powieść nie jest ani szokująca, ani porywająca, ani wciągająca. Opisy seksu są średnie i po przeczytaniu kilku z nich wszystkie wydają się identyczne i, co gorsze, zwyczajnie nudne. Te same słowa, w kółko identyczne teksty oraz opisy, w których dominuje ‘jednoczesne rozpadanie się na kawałki’ a także okrzyki „dojdź dla mnie mała!”. To prawda, powieść czyta się szybko, lekko i na pewno nie wymaga myślenia, ale są setki innych powieści posiadających te cechy, a jakoś nie są tak rozreklamowane. I o ile popularność np. sagi „Zmierzch” doskonale rozumiem, to tutaj kompletnie nie mogę pojąć fenomenu E L James. Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem... I nawet nie chodzi o to czy książka jest zła – bo taka beznadziejna nie jest, da się ją przeczytać i wierzę, że można z tej lektury czerpać przyjemność – końcówka jest moim zdaniem całkiem niezła. Po prostu nie ma w tej powieści absolutnie nic, co tak bardzo wyróżniałoby ją na tle innych. Dlatego jej fenomen pozostaje dla mnie tajemnicą...

23 komentarzy:

Flora pisze...

Raczej ją sobie odpuszczę... zastanawiałam się nad przeczytaniem tej serii, ale to „O święty Barnabo!” przekonało mnie, że jednak nie warto :-)

Milanowa pisze...

Też nie rozumiem dlaczego ludzie tak chętnie sięgają po tą książkę. Żadna siła nie zmusiła by mnie do jej przeczytania. A już na pewno nie do kupienia tej książki jak mniemam za ok 30 zł. Pozdrawiam, ja-ksiazkoholiczka.blogspot.com

Gosia B pisze...

Z lekka się uśmiałam przy czytaniu recenzji:) Fajna.I prawdziwa. Nie jesteś osamotniona w zdziwieniu nad fenomenem tej książki. Ja przeczytałam pierwszą i nikt mnie nie zmusi do przeczytania reszty.
Pozdrawiam:)

Viconia pisze...

O jak pięknie to ujęłaś :)
Nie czytałam i nie zamierzam, ale mam wrażenie, że moja opinia byłaby podobna. Wystarczy mi, że przejrzałam ją i przeczytałam kilka fragmentów.

Mai pisze...

Czytałam i żałuję zmarnowanego czasu. A jej fenomen? Ja osobiście naczytałam się tylu negatywnych opinii, iż musiałam po nią sięgnąć. Podejrzewam, że wiele osób miało podobnie ;)
Pozdrawiam,
Mai

szukaj mnie we mgle pisze...

mam tę książkę na liście

vivamaja pisze...

Pomogłaś mi tą recenzją :)
Zastanawiałam się czy nie sięgnąć po tę książkę z uwagi na to, że może rzeczywiście coś w niej jest, skoro tyle osób się nią interesuje...
Jednak widzę, że nie warto.
Na pewno czeka na mnie bardziej wartościowa literatura - właśnie zakupiłam "Cień wiatru" i zaraz zaczynam czytać ;)

Pozdrawiam serdecznie!

Nyx pisze...

Hahahaha -> "Coś musi być na rzeczy, skoro dziewczyna w najintymniejszych sytuacjach prowadzi wewnętrzne monologi pomiędzy własnym Ja, swoją Podświadomością, która często zerka groźnie znad okularów oraz Wewnętrzną Boginią, która większość czasu spędza na szezlongu, ożywiając się jedynie w obecności Christiana. I co wtedy robi? Wtedy zrywa się i wykonuje przeróżne układy, od salt zaczynając a na makarenie kończąc. WTF?!" I dzięki temu cytatowi wiem, że muszę tę książkę przeczytać. No muszę. Niezła komedia będzie! :D

Littleveronica pisze...

Recenzja przednia, uśmiałam się. ;) Ostatnio ciągle widuję jakieś dziewczyny/ kobiety w pociągach czytających powieści z tego cyklu, ale jakoś sama nie mam ochoty po nie sięgnąć. I jak widać, słusznie.

Aga pisze...

Ja też nie rozumiem skąd i na jakiej podstawie zachwyty nad tą książką, a już sugestia na okładce, że biblioteki apelują o jej wycofanie to przegięcie, no chyba, ze chodzi o walory językowe tej powieści to jestem za

tom571 pisze...

Wiele osób wypowiada się o tej książce w samych superlatywach, ja jednak nie mogę się przełamać, żeby ją przeczytać. Pozdrawiam.

Annie pisze...

Gosia B - Dzięki :) ja też raczej nie sięgnę po kolejne części, żal mi czasu i pieniędzy na takie lektury... Ale nigdy nie mów nigdy :)

Mai - coś w tym może być ;) Choć mam koleżanki, które bardzo zachwalają tę książkę i są nią zachwycone... ;p

Viconia - ja też po przeczytaniu kilka fragmentów w empiku stwierdziłam, że na pewno nie sięgnę. A jednak sięgnęłam, z ciekawości :)

Vivamaja - cieszę się, że pomogłam :) ooo, ale Ci zazdroszczę, że "Cień wiatru" wciąż przed Tobą. To jedna z moich ulubionych książek. Mam nadzieję, że spodoba Ci się równie mocno jak mi :)

Nyx - jeśli nastawisz się na komedię i wychwytywanie takich "perełek" (a jest ich mnóstwo, gwarantuję) to nieźle się uśmiejesz ;)

Littleveronica - ja wstydziłam się wyjąć tę książkę w metrze ;p ale za to widziałam starszą panią, która tak się zaczytała w Greyu, że aż zapomniała wysiąść ;p

Aga - ja już kompletnie nie zwracam uwagi na te opisy na okładkach, przeważnie kłamią i nabierają czytelnika, próbują wzbudzić tanią sensację. Hihi, tak, jeśli chodzi o walory językowe to ja też jestem za. ;)

Paulina pisze...

Pośmiałam się :) Fajna recenzja :) Jesteś bardzo dyplomatyczna. Ja przeczytałam ledwie, ledwie i mówię tej książce i jej kontynuacjom stanowcze "nie". To literatura baaardzo niskich lotów. Taki harlekin, ale nieco grubszy. Nie, nie, nie. I jeszcze raz, dla pewności - nie.

Alicja pisze...

Ja raczej też sobie odpuszczę, jakoś mnie wcale do cyklu o Grey'u nie ciągnęło, mimo że koleżanki z innej klasy w szkole zachwycają się i zachwycają. Czytałam już wiele recenzji na jej temat, i pozytywnych i negatywnych, ja po przeczytaniu raczej na pewno zaliczyłabym się do osób niestety niezbyt radośnie nastawionych, dlatego: może kiedyś, ale nie na pewno.

Carline pisze...

Mam drugą i trzecią część w wersji angielskiej, ale jakoś mnie do nich nie ciągnie. Prędzej je pewnie sprzedam, niż przeczytam ;d

Linka pisze...

Kolejna recenzja, która utwierdza mnie w przekonaniu, że nie chcę czytać tej książki ;)

Anonimowy pisze...

Ja jeszcze mogę dołożyć kilka innych "komediowych perełek" przy których wybuchałam śmiechem i nie dlatego, że były takie śmieszne tylko, że non stop powtarzane:
- "musisz jeść Anastazjo" - powtarzane przez Greya przy każdym posiłku
- nieustanne i bezwiedne przegryzanie przez Anastazję wargi co doprowadzało Greya do czerwoności, że miał ją ochotę "zerżnąć tu i teraz"
- Anastazja ciągle "łapczywie" bądź "głośno" łapie oddech, najczęściej w obecności Christiana, bo przecież jest on tak "nieziemsko przystojny i seksowny"

Madame K. pisze...

Ta książka, jak i kolejne jej części utrzymują się na listach bestsellerów w księgarniach już od jakiś kilku miesięcy. Ja nie mam zamiaru sięgać po tą serię, ale po prostu szkoda, że jakaś naprawdę wartościowa książka siedzi w ukryciu, gdy tymczasem "nieziemski" Christian podbija świat.

Annie pisze...

Paulina - dzięki :) dokładnie, grubszy harlekin :)

Alicja - mnie właśnie do sięgnięcia po Greya w dużej mierze zachęciły entuzjastyczne opinie koleżanek, jak to nie mogły się oderwać itd... Cóż, widocznie mamy różne gusty :)

Carline - myślę, że dużo nie stracisz ;)

Anonimowy - no nie, zapomniałam o przygryzaniu wargi! jak mogłam! ;) ten tekst strasznie mnie irytował, a najbardziej to, że tak to Christiana podniecało, co trochę kwestionuje i przeczy jego wygórowanym wymaganiom seksualnym. Z jednej strony do zaspokojenia swoich potrzeb potrzebuje pejczy, kajdanek i nie wiadomo jeszcze czego, a z drugiej niemalże odlatuje na widok przygryzionej wargi. Coś tu nie gra ;p A, i przypomniało mi się jeszcze 'jęczenie w usta' ;p

Madame K - dokładnie! zgadzam się w 100 procentach! To aż smutne, ze takie książki jak Grey przyćmiewają i spychają gdzieś w cień naprawdę dobre, wartościowe pozycje... Choć z drugiej stronę lepiej, żeby ludzie czytali trylogię E L James niż żeby nie czytali nic...

Zaczytana pisze...

W końcu jakaś obiektywna, fantastyczna recenzja nieszczęsnego Greya! :) Z ciekawości sięgnęłam po nią i dobrnęłam do połowy. Owszem - czyta się błyskawicznie. Ale ogarniała mnie czarna rozpacz, jeśli chodzi o język, ciągłe powtórzenia i ogólnie o fabułę... A już ta Wewnętrzna Bogini rozłożyła mnie na łopatki. Oddałam książkę tam, skąd ją wzięłam w duchu ciesząc się, że nie przyszło mi do głowy jej kupić.

rmc.blog.pl pisze...

Inny komentarz tylko z punktu widzenia mężczyzny, ale w podobnym stylu tutaj http://wszystkojestsztuka.blogspot.com/2013/02/piecdziesiat-twarzy-greya-fifty-shades.html
:)

Panna swawolna pisze...

Dziękuję za miłe powitanie. :)
Ja się ciągle nie złamałam i nie przeczytałam Greya. Robię w związku z tą książką wielki bunt i nie czytam! Choć pewnie kiedyś się złamię. :P

Natasha pisze...

Grey zaczyna być naprawdę przereklamowany... ;P i mimo ze bylam do niego neutralnie nastawiona, teraz zaczyna mnie irytowac.. i ta cala nagonka na powiesci erotyczne.. ;x ach ta moda.

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...