sobota, 6 października 2012 | By: Annie

"Wyznania upiornej mamuśki" - Jill Smokler

            Wracając samolotem z Hiszpanii zaobserwowałam taką sytuację; kilka miejsc ode mnie siedziała młoda kobieta z kilkumiesięcznym dzieckiem, które w momencie startu zaczęło rozpaczliwie płakać. Na początku wszyscy pasażerowie znosili to ze stoickim spokojem, ale w miarę jak płacz się przedłużał z kilku do kilkunastu, a potem do kilkudziesięciu minut, coraz więcej osób okazywało zniecierpliwienie i niechętnie zerkało w stronę matki, która sama ze łzami w oczach i wstydem wypisanym na twarzy bezskutecznie usiłowała uspokoić swoje dziecko - głupio się przyznać przyznać, ale ja również należałam do tej niecierpliwej grupy osób. W końcu inna kobieta, także podróżująca z dziećmi, pomogła uspokoić płaczą dziewczynkę. "Wyznania upiornej mamuśki" nieco odmieniły mój pogląd na całą tę sytuację. :)

            Lubię takie przerywniki od zwykłych powieści – coś a la poradnik, ale napisane dowcipnie, z polotem i iskrą. Ta książka pozwoliła mi spojrzeć na moje dzieciństwo z zupełnie innej strony – z punktu widzenia mojej mamy. Dostrzegłam także wiele oczywistych prawd, jak na przykład to, że matki absolutnie nie brzydzą się swoich dzieci. No i książka sprawiła, że jeszcze bardziej doceniam i szanuję moją wspaniałą mamę – osobę niezastąpioną. Na co dzień nie uświadamiam sobie jak ważne jest szczęśliwe dzieciństwo – to taki bagaż, który dostajemy od rodziców, naładowany miłością, zrozumieniem, który będzie nam towarzyszył do końca życia i stanowił podporę w ciężkich chwilach. Spotkałam wiele osób, które tego bagażu nie miały lub był on bardzo uszczuplony - jest im o wiele ciężej.

             Być może za kilka/kilkanaście lat  powrócę do tej książki już jako mama i spojrzę na cały temat z zupełnie innej strony. Jednak na daną chwilę nie mam dzieci i żadnego doświadczenia na tym polu, więc patrzę na zagadnienie jako osoba „niewtajemniczona” i muszę przyznać, że książka spodobała mi się i zaciekawiła mnie. Uważam, że to dużo jak na kogoś, kogo dane zagadnienia bezpośrednio nie dotyczą. Teraz już na pewno więcej nie spojrzę krzywo na rodziców niemowlęcia wrzeszczącego w samolocie, bo ja, jak pisze autorka, w przeciwieństwie do nich, będę mogła o tym dziecku zapomnieć natychmiast po lądowaniu. :)

11 komentarzy:

cyrysia pisze...

Czytałam ,,Wyznania upiornej mamuśki'' i bardzo mile wspominam tę książkę. Naprawdę świetna, humorystyczna publikacja.

Anonimowy pisze...

Zapraszam na bloga: http://lifebigour.blogspot.com/

Imani pisze...

Mam ogromna ochote na ta ksiazke, szczegolnie, ze sama jestem matka:)
Tak wrzeszczacy niemowleta sa pewnie uciazliwe dla reszty pasazerow. Sama przechodzilam to nie raz. Niestety takim maluchom zatykaja sie uszka w samolocie i to powoduje bol i krzyk. Znam przynajmniej kilka matek, ktore racze swoje dzieci syropami, ktore pomoglyby im zasnac w samolocie, dla mnie to jest bardziej upiorne. Dowiedzialam sie o tym od znajomych, ktorym zalilam sie, ze wszystkie dzieci spaly w samolocie, tylko moje krzyczalo:(. Byly zdziwione, ze nie znam tego "sposobu". Oczywiscie nie sadze, ze wszystkie tak robia, ale niektore z pewnoscia.

To taka mala dygresja, mam nadzieje, ze mi wybaczysz.

magdalenardo pisze...

Pięknie napisałaś o tym bagażu darowanym nam przez rodziców :) Mądre słowa.
Po książkę chętnie sięgnę, choć teraz bardziej przydałaby mi się książka "Jak wytrzymać z dwunastolatką"!

Scarlett pisze...

Raczej nie przeczytam, ponieważ tak jak Ty nie jestem matką. Ale ogólnie rzecz ujmując bardzo się cieszę, że powstają takie publikacje. Z jednej strony odzierają trochę macierzyństwo z tego natchnionego nastroju, z tego, że dziecko to sama radość i słodycz. A z drugiej strony pomaga trochę lepiej zrozumieć matki. Może właśnie na drugi raz gdy będziemy w samolocie z płaczącym maluchem to nie będziemy tylko z irytacją spoglądać na przedstawienie. Albo gdy usłyszymy w sklepie płaczące dziecko i ujrzymy matkę, która nie chce mu czegoś kupić, pierwszą myślą nie będzie "wyrodna matka" :-)

Sandra pisze...

Ja sama nie mam cierpliwości do dzieci. Uwielbiam je, gdy się śmieją i bawią, ale nie znoszę, gdy płaczą. Nie można powiedzieć, żebym miała instynkt macierzyński ;)

Aleksnadra pisze...

Jestem mamą dwóch urwisów :) Książkę chcę przeczytać i porównać doznania, wrażenia i przeżycia...

Miłośniczka Książek pisze...

jestem mamą, dlatego też chętnie zapoznałabym się z tą książką :))

Annie pisze...

Imani - masz, rację to trochę upiorne... tak faszerowac lekami własne dziecko tylko po to, żeby mieć spokój...
Dziękuję za komentarz i dygresję :)

Sandra - mi też brakuje cierpliwości do dzieci... :)

Scarlett - dlatego ważne są takie książki, sporo ucza i uświadamiają :)

Linka pisze...

To może być dobra lektura dla kogoś, kto nie ma dzieci i nie rozumie z czym zmagają się biedni rodzice. :)

~Demismo pisze...

Może za kilka lat ? ;D Wydaje się ciekawa.

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...