niedziela, 8 lipca 2012 | By: Annie

"Matylda Savitch" - Victor Lodato


            Chyba każdy w swoim życiu przechodził, mniej lub bardziej nasilony, okres buntu. U mnie przejawiał się popalaniem papierosów, mocniejszym malowaniem oczu czy nocnym siadywaniem na dachu. Moje próby buntowania nie były zbyt spektakularne, bo i nie miałam przeciw czemu protestować. A w porównaniu z tym co wyczynia główna bohaterka książki „Matylda Savitch” Victora Lodato moje próby wypadają wyjątkowo blado. „Chcę być okropna. Chcę robić złe rzeczy, bo niby czemu nie?”

            Główną bohaterkę poznajemy mniej więcej rok po śmierci jej starszej siostry, Heleny, która zginęła pod kołami pociągu. Nastolatka jest zamknięta w sobie, nie ma kontaktu z rodzicami, żadne z nich nie chce rozmawiać o zmarłej siostrze, a matka coraz częściej pije. Do tego dochodzi jeszcze strach przed terrorystami i pozbawiona zrozumienia rodziców Matylda zmuszona jest szukać bliskości wśród innych ludzi; u przyjaciółki, u chłopaka z sąsiedztwa. Buntuje się, stara się być zła, rani ludzi - to jej formy obrony przed przytłaczającą rzeczywistością. Matylda chce odkryć co tak naprawdę stało się z jej siostrą; zanurza się we wspomnieniach o Helenie, przeszukuje jej rzeczy, czyta korespondencję. Chce przeżyć swego rodzaju katharsis, a my towarzyszymy jej w drodze do osiągnięcia tego celu.

             Jest w tej książce coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. To piękna, słodko-gorzka opowieść o dorastaniu, o samotności, poczuciu winy, radzeniu sobie z rodzinną tragedią i trudnych relacjach na linii rodzic-dziecko. Bardzo spodobała mi się główna bohaterka; jest wyrazista, autentyczna i prawdziwa. Myślę, że należy do grona tych postaci literackich, których nie zapomina się jeszcze długo po zamknięciu książki. Powieść zawiera wiele zaskakujących zwrotów akcji, bo, mimo, że siedzimy niemalże w umyśle dziewczyny, to jednak nie zawsze jest ona z nami do końca szczera. Dopiero z czasem, stopniowo, jakby mimochodem, dowiadujemy się prawdy o wydarzeniach z przeszłości. Niesamowicie podobał mi się również język powieści; jest żywy, plastyczny, soczysty i niezwykle realistyczny. Tak właśnie może mówić nastolatka. Nie ma tu sztuczności dorosłego człowieka silącego się na młodzieżowy styl. Słowa płyną gładko, lekko, jakby prosto z serca samotnej, niezrozumianej dziewczyny.

            „Matylda Savitch” to bardzo dobra, poruszająca i nietuzinkowa powieść obyczajowa. Zaskakująco realistyczna i sprawnie napisana, zawiera zbyt duży ładunek emocji, aby czytelnik mógł pozostać obojętny na los Matyldy. To niezwykle ciekawy i intrygujący debiut. Szkoda, że przeszedł niezauważony, zupełnie bez echa...

6 komentarzy:

Dosiak pisze...

Nie słyszałam o tej książce, może dlatego, że jak napisałaś - przeszła bez echa raczej. Teraz chętne nadrobię i sięgnę po lekturę skoro polecasz :)

Miłośniczka Książek pisze...

również nie słyszałam o niej, a widzę, że warto byłoby nadrobić zaległości
pozdrawiam

Wakacyjna pisze...

Nie słyszałam o książce, ale twoja recenzja bardzo zachęcająca. Chętnie przeczytam ;)

Zaczytany T. pisze...

czasem mam niemałą ochotę na porządną książkę obyczajową a ta wydaje się spełniać moje oczekiwania. Skuszę się na pewno. Przy okazji chcę pogratulować stosiku lipcowego. Ach, ale zazdroszczę... :)
[http://zaczytany-blog.blogspot.com/]

Juiilet pisze...

pierwszy raz widze ksiązke ale raczej nie ostatni bo bd musiala przeczytac. ;)
http://books-for-imagination.blogspot.com/ zapraszam do mnie oraz oczywiście obserwuje . ;)

Dominika Kacik pisze...

jaka śliczna okładka :D, a do tego jak mówisz, dobra powieść obyczajowa - po prostu świetna lektura na wakacje . Z pewnością sięgnę ;-)

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...