wtorek, 26 czerwca 2012 | By: Annie

"Tak sobie myślę..." - Jerzy Stuhr


           Wepchnęła się mi się ta książka przed kolejkę pozycji czekających na zrecenzowanie, ale koniecznie muszę wyrzucić z siebie moje przemyślenia i podzielić się z Wami wrażeniami, które, ku mojemu rozczarowaniu, nie należą do szczególnie entuzjastycznych i pozytywnych...

           Jerzego Stuhra zna chyba każdy, chociażby z roli słynnego Maksia z „Seksmisji” czy jako głos Osła ze „Shreka”. Jest wybitnym, utalentowanym aktorem i nikt w to nie wątpi. Głupio czuję się krytykując prywatne zapiski autorstwa tak uznanej, starszej i doświadczonej osoby, ale pozycja ma sporo wad i żeby napisać rzetelną recenzję nie sposób ich pominąć. Nie będę tu analizować czyichś myśli, bo mija się to z celem. Pan Stuhr miał prawo napisać w swoim dzienniku wszystko, co tylko chciał. Jednak ja również mam prawo napisać u siebie to, że niektóre jego opinie są krzywdzące, niesprawiedliwe i zbyt uogólniające. Mało tu o chorobie, a za to niemalże każda strona przesycona jest krytyką światka aktorskiego, polityki i bieżących wydarzeń z życia publicznego. I jest to krytyka bardzo ostra, mało obiektywna i czasami obraźliwa jak na przykład w sprawie ACTA czy w temacie o wyrzekaniu się wiary. Bardzo nie podobało mi się to nieco wyolbrzymione podejście do niektórych spraw z bieżącego życia publicznego, ta nieprzyjemna i bezkompromisowa ocena rzeczywistości, nierzadko przesadzona i ewidentnie zgorzkniała. Można tłumaczyć autora, ma prawo do wyrażania swoich osądów, jak ciężkie by one nie były, choroba dostarcza mu do tego dodatkowych usprawiedliwień. Jednak te wszystkie uogólnienia, brak merytorycznej wiedzy i obrażanie młodych ludzi odebrały mi prawie całą radość czytania. Na okładce widzimy napis „ta książka daje nadzieję!”. Nie zauważyłam tego. Dla mnie pozycja ma wydźwięk przede wszystkim bardzo krytyczny wobec otaczającej nas rzeczywistości i zgryźliwy. Dopiero na sam koniec, kiedy autor zaniechał komentowania bieżących wydarzeń ze świata polityki, na kartki dziennika przebiły się pewne informacje o chorobie, wola walki z rakiem i wsparcie rodziny. O tych fragmentach, a także o zamieszczonym na samym końcu wywiadzie mogę napisać, że były naprawdę dobre. Jednak tym, co szczególnie mnie zdenerwowało były dwa wielkie spoilery filmów „Róża” i „W ciemności”, które zamierzałam obejrzeć w bliskiej przyszłości. Wydawałoby się, że pan Stuhr, jako osoba od kilkudziesięciu lat związana z kinem, mógłby pomyśleć o potencjalnych czytelnikach, którzy nie mieli jeszcze okazji obejrzeć wspominanych filmów. A tak znam dokładne opisy ostatnich scen. Pozostawiam to bez komentarza. Ehhh... Dodatkowo ciężki, toporny język, pokręcone zdania z niekiedy trudnym do rozszyfrowania sensem nie sprzyjają czerpaniu przyjemności z czytania.

            Mimo, że bardzo lubię wszelkiego rodzaju dzienniki i biografie to niestety, akurat ta pozycja nieszczególnie przypadła mi do gustu. Z całym szacunkiem i respektem dla twórcy, ale z książki zapowiadanej jako dające nadzieję, szczere zapiski o chorobie wyszła pozycja o narzekaniu na politykę, artystów i kraj. Z jednej strony odradzałabym sięgnięcie po tę książkę, a z drugiej chciałabym napisać: czytajcie, i to szybko, bo jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii. :) Ja oceniam tę pozycję letnio, bardzo letnio, ale być może starsze osoby i wierni fani aktora odnajdą w niej coś więcej, czego ja nie potrafiłam dostrzec...

            Żeby nie kończyć tak pesymistycznie dodam jeszcze, że książka jest pięknie wydana- zdjęcia, twarda oprawa, świetnej jakości papier. Wydawca bardzo się postarał. :)

17 komentarzy:

Miłośniczka Książek pisze...

zupełnie nie moja bajka, nie czytuję tego typu książek, mimo że akurat tego pana bardzo lubię
pozdrawiam

Evita pisze...

Rzuciłaś nowe światło na tę pozycję, recenzja stonowana, bez entuzjazmu, ale odnoszę wrażenie, że jednocześnie bardzo prawdziwa i rzetelna. Dobrze wiedzieć, że książka ta ma swoje plusy ale też minusy. Mam zamiar przeczytać, ale za jakiś czas :)

Magda Sze pisze...

Mnie się właśnie bardzo podobało to, że mimo, że zapiski z okresu choroby to prawie w ogóle o chorobie autor nie pisze. Odczytałam to jako próbę normalnego życia mimo wszystko i to właśnie było pozytywne:)

deszczowa_nimfa pisze...

chyba jednak nie przeczytam. autobiografie-ok, ale bez refleksji o polityce itp. tego nie lubie

jjon pisze...

Bardzo pozytywnie odebrałam tę książkę. Cenię ludzi, którzy potrafią dostrzec wszechobecną głupotę i potrafią ją inteligentnie skrytykować. Nie odebrałam tego jako zgorzkniałą ocenę rzeczywistości. Wydała mi się wyjątkowo prawdziwa i mocno - jak zauważyłaś - bezkompromisowa. Jednak mocno na plus :-) Pozdrawiam.

Stayrude pisze...

Książka już do mnie została wysłana i ... mam spore obawy. Recenzje są tak zróżnicowane, że nie wiem kompletnie czego się spodziewać. Mam niejasne przeczucie że nie do końca będzie mnie satysfakcjonowała. Muszę poczekać i przeczytać.

Pozdrawiam

Agata Adelajda pisze...

A ja jestem bardzo ciekawa Stuhra. Bardzo go cenię jako aktora i z wielką chęcią poznam go od prywatnej strony.

Pauli pisze...

no ja chyba sobie jednak odpuszcze

Wakacyjna pisze...

Raczej się nie skuszę ;)

Kamil pisze...

Jestem w trakcie czytania i zauważyłem sprzeczność pomiędzy nadzieją, a tym o czym pisze autor! Narzekania, chwalenie najbliższych, samouwielbienie... I choć choroba wybacza wiele to ja tego nie ogarniam... Pewnie dotrwał do końca, ale będzie to trwanie, a nie nadzieja

Kamil pisze...

Jestem w trakcie czytania i zauważyłem sprzeczność pomiędzy nadzieją, a tym o czym pisze autor! Narzekania, chwalenie najbliższych, samouwielbienie... I choć choroba wybacza wiele to ja tego nie ogarniam... Pewnie dotrwał do końca, ale będzie to trwanie, a nie nadzieja

Annie pisze...

Kamil - prawda? dokładnie to samo zauważyłam i dlatego właśnie ta książka nie przypadła mi do gustu... Pozdrawiam :)

Zaczytana pisze...

Myślę, że nie chodzi w o nadzieję w potocznym rozumieniu... Wgryźcie się głębiej a odkryjecie o co tu chodzi:)
Miłej zabawy:)

Patricia Bartoszek pisze...

No tak, ale z drugiej strony dlaczego Stuhr mial pisac tylko i wylacznie o chorobie? Jest wiele takich ksiazek. Moim zdaniem warto czasami natknac sie na biografie, gdzie czlowiek spotyka sie z ostra opinia i nawet jezeli kloci sie ona z naszymi pogladami to caly czas warto zmierzyc sie z taka ksiazka, chocby po to zeby odbyc z autorem debate na argumenty i odswiezyc swoje przemyslenia.

Patricia Bartoszek pisze...

I tak jeszcze dodajac, to wlasnie boli mnie to, ze wiele osob siegnelo po te ksiazke tylko po to zeby wejsc pod pierzyne czlowieka, ktory przezyl raka. A przeciez Jerzy Stuhr to nie tylko chemia i naswietlania, ale rowniez silna osobowosc i wyraziste poglady na rozne tematy.

Annie pisze...

Patricia - masz rację, wiele osób sięgnęło po jego książkę, żeby dowiedzieć się jak przeżył i przetrwał raka - ale własnie w taki sposób jest reklamowana ta książka, jako zapiski o walce z chorobą, więc wydaje mi się, że ludzie po prostu tego oczekują. Z resztą ciężko ich winić, skoro opis z tyłu ksiązki zapowiada, że jest to dziennik o walce z chorobą, że "autor ma odwagę pisać i mówić o chorobie". Wydawca zmylił czytelników, bo o chorobie jest tu naprawdę niewiele, a ci, którzy własnie na to się nastawiali mogą poczuć sie zawiedzeni. :)

I masz rację, warto było zmierzyc się z ta książką :)

J. pisze...

Hmm... Mi się podobało, ale nie brałam się zupełnie za ocenę jego poglądów. Tak, z niektórymi się nie zgadzam. To o ACTA rzeczywiście może nasze pokolenie oburzać. Ale to w sumie taki osobisty dziennik, zbiór refleksji. Dla mnie jest przez te wszystkie poglądy dużo bardziej autentyczny. http://zakamarek2013.blogspot.com/2014/08/tak-sobie-mysle.html

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...