sobota, 2 czerwca 2012 | By: Annie

"Nigdy i na zawsze" - Ann Brashares


            Daniel żyje od ponad tysiąca lat i jest posiadaczem niezwykłego daru, Pamięci, która umożliwia mu zachowywanie wspomnień z poprzednich wcieleń. Kilkaset lat temu zakochał się w pewnej dziewczynie, Sophii. Od tamtej pory poszukuje następnych wcieleń ukochanej, aż w końcu odnajduje jej duszę w niewielkim miasteczku w Stanach, gdzie jako nastolatka Lucy chodzi do tamtejszego liceum.

            Mam problem z ocenieniem tej pozycji. Z początku, co ja piszę, przez zdecydowaną większość książki, byłam nią mocno rozczarowana i znudzona. Dopiero przez ostatnich 50 stron historia Daniela i Lucy porwała mnie i wciągnęła. Siłą rzeczy najświeższe w mojej głowie jest zakończenie, które było naprawdę dobre, więc tym ciężej jest mi się ustosunkować do całości. Tak na świeżo mam całkiem pozytywne wrażenia. Jednak wciąż mam w pamięci pierwsze 200 stron, podczas których czytania czułam głównie rozczarowanie...

            Mam poczucie, że autorka zmarnowała bardzo ciekawy pomysł - mogła umieścić swoich bohaterów w dowolnym miejscu, momencie i czasie na przestrzeni ponad półtora tysiąca lat. Zupełnie tego nie wykorzystała. Od ok. 700 roku do ok. 1900 następuje przeskok w czasie. Temu okresowi został poświęcony jeden akapit, z którego wynika, że „no w sumie przez ponad tysiąc lat to nie działo się nic ciekawego, przejdźmy do II Wojny Światowej”. Pfff... A gdzie wszystkie słynne wydarzenia historyczne, odkrycia geograficzne, wynalazki? Tyle możliwości, a autorka nie wykorzystała ani jednej.
Trochę brakowało mi również podstaw do wielkiej miłości Daniela i Lucy. Przecież oni tak naprawdę wcale się nie znali, nie mogłam dopatrzyć się przyczyn ich wzajemnego zafascynowania. Bohaterowie wydawali mi się płascy i nijacy. Często nie mogłam zrozumieć ich postępowania, niektórych decyzji, a także na siłę stwarzanych problemów i dylematów. Facet czeka na dziewczynę ponad tysiąc lat, rozpaczliwie jej poszukuje, aż wreszcie ją spotyka, są w podobnym wieku, i co? wstydzi się zagadać? pozwala jej żyć obok i nic nie robi? Od człowieka z prawie dwutysięcznym doświadczeniem oczekiwałabym nieco więcej zdecydowania :) Dla mnie takie zachowanie było bardzo mało realistyczne i naciągane, jakby autorka na siłę komplikowała książkową rzeczywistość.
Irytował mnie także „ten zły” – prosta, banalna postać, a jego pragnienie zemsty zupełnie nieumotywowane. Autorka potrzebowała w powieści złego bohatera, stworzyła go znikąd, nie dbając o jego wiarygodność.
Język powieści też pozostawia wiele do życzenia. Jest toporny, zawiera dużo przekombinowanych zdań, które odbierają przyjemność z lektury i sprawiają, ze czasami musiałam czytać jeden fragment po dwa razy, aby w pełni pojąć jego sens.
Dla przykładu:
„Kiedyś też mieszkał w akademiku, ale nie mógł się przyzwyczaić. Nie było tam funkcjonalności koszar ani, dajmy na to, klasztoru. W akademiku panowała narzucona i lekko represyjna atmosfera inżynierii społecznej. W tym budynku było jednak dość pusto, co tłumiło to negatywne wrażenie. Pozdrowił recepcjonistę przy kontuarze i zerknął na książkę meldunkową. Zauważył jedno nazwisko – nie jej.”*
Coś mi tu nie zaklikało. Nie wiem jak brzmi oryginał, może to kwestia tłumaczenia?
No i na koniec, co ogromnie mnie wkurza, porównywanie książki do rewelacyjnych „Zaklętych w czasie” i twórczości Nicholasa Sparksa. No bez przesady, nie dość, że to trochę podpada pod oszukiwanie czytelnika to jeszcze obraża inne, o wiele lepsze książki. W sumie powinnam się już do tego przyzwyczaić, bo na połowie pozycji znajdują się tego typu odwołania, jednak w tym przypadku jest to szczególnie rażące.

           Skupiłam się głównie na wadach, a pomysł na historię, choć w dużej mierze niewykorzystany, broni się sam. Natomiast zakończenie uważam za naprawdę świetne i poruszające. Pytanie tylko czy będzie kontynuacja? Czytałam, że z początku planowana była cała trylogia, a teraz nie wiadomo nawet czy autorka zdecyduje się na napisanie chociaż drugiej części. „Nigdy i a zawsze” kończy się w takim momencie, który ewidentnie wskazywałby na kontynuację, którą bardzo chętnie bym przeczytała. Jeśli nigdy nie powstanie, a na to się zanosi, to zostawienie czytelnika w TAKIM momencie to istna tortura i brak szacunku.

            Podsumowując, nie było aż tak źle, a czytanie tej pozycji sprawiało mi trochę przyjemności. Jednak zdecydowanie nie powala na kolana i nie oczarowuje, choć rozumiem, że książka może się podobać.  „Nigdy i na zawsze” to przeciętna pozycja, brakuje jej „tego czegoś” – po prostu coś mi nie zaklikało. Szkoda :( Wydaje mi się, że ta historia miała zadatki na o wiele lepszą powieść...
___
*s. 126

16 komentarzy:

Alys pisze...

Za bardzo przypomina mi historię z "Upadłych" ten sam schemat i nawet imiona bohaterów są takie same.. może kiedyś spróbuję.

Blueberry pisze...

Rzeczywiście, imiona te same co w "Upadłych"! Książkę mam w planach, ale póki co, jeszcze się nad nią zastanowię...

Bezimienna pisze...

Oh. Aż taki przeskok w czasie? A gdzie moja ukochana epoka? Piękne wiktoriańskie suknie? Może przeczytam, może nie. Jakoś ostudziłaś mój zapał. Pozdrawiam :)

jusssi pisze...

Miałam mieszane uczucia do tej książki, podobnie jak Ty

Basia ♥ pisze...

Naprawdę taka słaba? Cóż, myślałam, że powieść będzie lepsza. Ale jednak spróbuję przeczytać ;)

Tirindeth pisze...

A mnie się ta książka bardzo podobała - może nie jest wybitna, ale były momenty, że płakałam... :)

Miłośniczka Książek pisze...

książka znajduje się na mojej "liście życzeń", więc z pewnością po nią sięgnę
od dawna poluję, ale na razie bez skutku :(

Książkowe zauroczenie pisze...

NIe czytałam, coć bym chciała.

Hanna pisze...

Wydawało mi się, że to będzie książka naprawdę warta przeczytania. A tu troszkę się zawiodłam. Myślę, że na razie sobie odpuszczę tę książkę, zobaczę, czy jeszcze kiedyś będę chciała po nią sięgnąć...

Sol pisze...

Mi się podobała, nawet bardzo :)

Donna pisze...

Ta książka nigdy specjalnie mnie do siebie nie ciągnęła. Sądząc po okładce myślałam, że będzie to prawdziwy dramat, ale jak widzę tak nie jest.

Rosemary pisze...

Mimo wszystko chciałabym przeczytać.

Wakacyjna pisze...

Słyszałam wiele dobrego o tej książce, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie. Może po prostu boję się rozczarowania?

Magda pisze...

jak pierwszy raz usłyszałam o tej książce strasznie się na nią napaliłam :) teraz już mi przeszło :)

Linka pisze...

Podsumowanie fabuły rzeczywiście brzmi ciekawie, ale skoro książka ma aż tyle wad, to nie wiem, czy po nią sięgnę.

Anonimowy pisze...

Masz dużo racji tutaj, zakończenie jest mocne, ale co z tego, skoro właściwie nie wiemy jak się kończy historia daniela i lucy;p wydaje mi się, że kontynuacji nie będzie, po prostu autorka sugeruje nam, że przeznaczenie nie pozwoli bohaterom być razem nigdy, choć zawsze będzie ich ze sobą stykać, smutne.

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...