czwartek, 10 września 2020 | By: Annie

"Wyjątkowy rok" - Thomas Montasser

                     Uwielbiam tego typu bibliofilskie smaczki i na wstępie zaznaczę - jestem wobec nich totalnie nieobiektywna. Często wystarczy, że główny bohater lubi czytać, że w tle występuje księgarnia, lub nawet, że bohaterka nosi książkę w torebce - i jestem kupiona. "Wyjątkowy rok" to historia pewnej młodej kobiety, która otrzymuje zadanie zaopiekowania się księgarnią swojej ciotki, co oczywiście odmienia jej życie. Jednak książki nie stanowią tu tła dla jakiejś ckliwej, romantycznej opowieści, a są niemalże głównym bohaterem - miłość do literatury przepełnia każdą stronę. To nieco bajkowy, przykurzony świat pełen tajemnic... Mnóstwo tu bibliofilskich smaczków - poczynając od opisów zakamarków pełnych regałów, picia herbaty i czytania późno w noc, aż po cudne cytaty, które sprawiły, że kończąc tę lekturę miałam już wynotowana całą listę książek, które koniecznie muszę gdzieś zdobyć i przeczytać. Wraz z bohaterką zanurzamy się w radości czytania - i to jest piękne. 

                       "Wyjątkowy rok" to pewnego rodzaju wyznanie uwielbienia dla literatury i hołd oddany małym, niezależnym księgarniom. I choć książka sama w sobie nie posiada wielkich walorów literackich, a historia bohaterki nie jest specjalnie odkrywcza czy porywająca, to... właściwie co z tego? Naprawdę rzadko trafia się na tak sympatyczną, klimatyczną opowieść o miłości do książek!


„Zwykle byle jakie rzeczy mają wspaniałe opakowania, żeby dobrze wyglądały. Z książkami jest na odwrót. Opakowanie nigdy nie jest tak piękne jak zawartość.”

„Odkrywanie książki to swobodne unoszenie się nad koniecznościami codzienności, wyrwanie się z tu i teraz i przeniesienie w jakiś inny czas i inne miejsce.”

 

Półka honorowa - 'książki o książkach'
                    Półka honorowa w mojej biblioteczce - czyli 'książki o książkach' :)

piątek, 4 września 2020 | By: Annie

"Historia przemocy" - Edouard Louis

                     „Historia przemocy” stanowi lipcową odsłonę naszego małego, domowego wyzwania czytelniczego – od dawna bardzo chciałam ją przeczytać, ale ciągle jakieś inne lektury wpychały się w kolejkę. Teraz wreszcie nastał jej czas – i właśnie dokładnie temu służy to nasze wyzwanie. :) To jedna z tych książek, których nie potrafię jednoznacznie ocenić. Jedna z tych, które zostawiają więcej pytań niż odpowiedzi. Jest to również obiektywnie świetna książka, która mi się nie podobała – choć tylko w warstwie fabularnej…

                     Cała treść sprowadza się do autobiograficznego opisu wydarzeń pewnej wigilijnej nocy, kiedy to nasz autor-bohater zaprosił obcego, poznanego na ulicy mężczyznę do swojego domu. Ten przypadkowy romans niespodziewanie przekształcił się w straszną spiralę przemocy… Narracja jest prowadzona w sposób trudny, ale bardzo umiejętny – dramatyczne wydarzenia poznajemy z perspektywy głównego bohatera, który podsłuchuje swoją siostrę, która z kolei relacjonuje jego historię swojemu mężowi. Dodatkowo w jej monolog wplecione są też przemyślenia i objaśnienia bohatera, który niejako komentuje dla nas to, co go spotkało. Poziom obyczajowości, głębia przemyśleń – poraża. Już sam dysonans pomiędzy wspomnieniami bohatera, a tym co opowiedział siostrze oraz tym, co ona uwypukla w historii opowiadanej mężowi - zasługuje na uwagę i dogłębną analizę, gdyż doskonale obnaża mechanizmy ludzkiego umysłu i jego nieunikniony subiektywizm. Na pewno jest to treść, którą można badać, o której można dyskutować, myślę też, że u każdego czytelnika może wywołać zupełnie inne emocje. Miałam poczucie, że momentami autorowi naprawdę udało się uchwycić ulotną prawdę o ludzkiej naturze. Motywy, styl, język zachwycają, ale historia - którą przecież napisało samo życie - niestety odrzuca. Usilnie próbuję nie oceniać, ale główny bohater – jak się okazuje, sam autor, co jeszcze bardziej komplikuje sprawę! – kładzie się przed nami bezbronny, obnażony, niczym na stole sekcyjnym. Nie wzbudził mojej sympatii, jego postępowanie nie wzbudziło mojego zrozumienia. Może jest to kwestia przykrycia tej opowieści wieloma płaszczyznami narracji – fakt, iż nie poznajemy jej z pierwszej ręki, a jedynie za sprawą monologu siostry bohatera – może przez to historia wydawała mi się tak nieprzystępna, chłodna, obojętna i… jakaś taka nieludzka? A może taki był cel tych zabiegów stylistycznych, nie wiem. Jak twierdzi sam bohater: „Sam już nie poznawałem tego, co mówiłem. (…) Prawda oddalała, się wymykała. (…) Miałem świadomość, że każde wypowiedziane do policjantów słowo chwilę później na zawsze zamykało drogę innym słowom, zdawałem sobie sprawę, że są pewne sytuacje, pewne sprawy, o których nie należy mówić po to, żeby wszystko zapamiętać, że pamiętać można, tylko zapominając.” A może: „Nauczyłem się, że nie chodzi o to, czy zapomnieć, czy nie, bo to fałszywa alternatywa, jedyne wyjście to osiągnąć taką formę pamięci, która nie powtarza przeszłości, i od tamtej nocy nad tym pracuję. Usiłuję wypracować pamięć, która umożliwiłaby mi uwolnienie się od przeszłości poprzez jej wyolbrzymienie, a zarazem unicestwienie.” Każda opowieść jest w pewnym sensie interpretacją, a prawda wymyka się opisom. Słowa potrafią ranić, słowa potrafią leczyć. Nie ma tu łatwych odpowiedzi, podanych na tacy rozwiazań. To jest genialna, trudna książka, ale na pewno nie jestem w stanie o niej napisać – ‘podobała mi się’. Niekoniecznie musiała. Nie żałuję, że przeczytałam.
„W pociągu, którym tu przyjechałem, natrafiłem w czasopiśmie na cytat z Hannah Arendt: „Innymi słowy, rozmyślna negacja rzeczywistości – i zdolność kłamania – i możliwość negowania faktów – i działania – są ściśle ze sobą związane, wywodzą się z tego samego źródła: wyobraźni. Gdyż nie jest zrozumiałe samo przez się, że jesteśmy w stanie powiedzieć ‘świeci słońce’ w chwili gdy pada deszcz (…). Fakt ten wskazuje raczej na to, że będąc w pełni zdolni do objęcia świata zmysłami i rozumem, nie jesteśmy jednak w nim trwale osadzeni, związani z nim w tym znaczeniu, w jakim część jest nierozłączna do całości. Wolno nam świat zmieniać i wprowadzać w nim innowację”. Temu właśnie zawdzięczam uzdrowienie. Tej możliwości negowania prawdy.”
środa, 2 września 2020 | By: Annie

"Lekarz od cudu życia" i "Bez znieczulenia", czyli dwie książki o profesorze Dębskim

                    Z racji pracy mojego męża z ciekawością czytam niemal wszystko, co wydawane jest w tematyce, nazwijmy to, ‘popularno-ginekologicznej’. „Lekarz od cudu życia” to swego rodzaju pośmiertna książka-laurka, hołd złożony wybitnemu ginekologowi - profesorowi Dębskiemu. Pierwszą i najciekawszą część lektury stanowią historie kobiet, którym pomógł – kobiet, którym nikt nie dawał szans na ciążę lub urodzenie zdrowego dziecka. Opowieści są ciekawe, poruszające, ale zabrakło mi tu trochę takiego bardziej naukowego, obiektywnego podejścia, możliwości zagłębienia się w każdą z historii od strony medycznej. Na drugą część składają się natomiast wspomnienia osób znających Profesora prywatnie. Z przykrością stwierdzam, że na uwagę zasługuje tu głównie żenująca wypowiedź celebryty-lekarza Krzysztofa Gojdzia, po prostu śmiech na sali, myślałam, że jego ego wyleje się ze stron książki.

                     „Lekarz od cudu życia” to pozycja na pewno zasłużona, ale niestety, o nikłej wartości literackiej – ot, ewidentnie lektura trochę na siłę, taki nieco rozbudowany reportaż z gazety. Może było zapotrzebowanie na taką książkę, a może wydawnictwo chciało po prostu zarobić, nie wiem. W każdym razie jeśli kogoś interesuje ten temat i chce podrążyć głębiej oraz zobaczyć znacznie mniej wyidealizowany obraz pracy Profesora - polecam gorąco pozycję „Bez znieczulenia”  - wywiad-rzekę z Romualdem Dębskim i jego żoną, Marzeną Dębską, również wybitną ginekolożką. Pamiętam, że sięgnęłam po nią zaraz po urodzeniu Laurki, specjalnie odłożyłam ją na ten czas, żeby nie straumatyzować się opisanymi historiami przed własnym porodem. Do dziś jest to jedna z lepszych pozycji, które w tym gatunku przeczytałam. Z całą paletą odcieni szarości i trudnych wyzwań zawodu lekarza - szczera, kontrowersyjna, fascynująca.

                     Z „Bez znieczulenia” wyłania się autentyczny, bardzo ludzki obraz Profesora, natomiast „Lekarz od cudu życia” przedstawia jego sylwetkę w sposób wyidealizowany, spłycony, powierzchowny. Jeśli miałabym wybierać jedną z tych książek to zdecydowanie polecam „Bez znieczulenia”.
wtorek, 1 września 2020 | By: Annie

Książki, na które czekam tej jesieni...

                        Przegląd jesiennych nowości wydawniczych to moja coroczna tradycja, którą kultywuję z ogromną przyjemnością i pietyzmem. Wraz z pierwszymi powiewami chłodniejszego powietrza wyciągam mój książkowy notes, otaczam się gazetami, katalogami, stronami wydawnictw oraz księgarni interentowych, a następnie przeglądam, notuję, analizuję... Oto książki, na które czekam tej jesieni najbardziej. Wiadomo, jestem ciekawa znacznie większej ilości pozycji, ale tu wybrałam tylko takie, na widok których szybciej bije mi serce - i tak wyszło ich mnóstwo! Zamieszczam okładki, a nuż kogoś jakaś zaintryguje, ale opisów już nie wklejam - kto ciekaw, niech googluje. ;) A na co Wy czekacie tej jesieni?

"Drogi Edwardzie" - Ann Neapolitano
"Calypso" - David Sedaris
"Edukacja" - Malcolm XD
"Friends. Ten o najlepszych odcinkach"
"Jesień" - Ali Smith
"Księga bezimiennej akuszerki" - Meg Elison
"Pełnia miłości" - Sigrid Nunez
"Pieprzenie i wanilia" - Joanna Jędrusik
"Pierwszy oddech" - Olivia Gordon
"Saturnin" - Jakub Małecki
"Stan krytyczny" - Paweł Reszka
"Ten, w którym są wszystkie przepisy" - Teresa Finney
"Z niejednej półki. Wywiady" - Michał Nogaś
"Zakłamane życie dorosłych" - Elena Ferrante
I coś dla Laurki - kolejne części ulubionych serii. :)



sobota, 29 sierpnia 2020 | By: Annie

"Pięć lat z życia Dannie Kohan" - Rebecca Serle

                    O rany, jak mi się ta książka podobała! Niby babskie czytadło, niby na pierwszy rzut oka lektura jakich wiele – młoda kobieta i miłosne perturbacje na horyzoncie - a jednak jest to przede wszystkim niebanalna, piękna opowieść o potędze kobiecej przyjaźni – wbrew wszystkiemu. Danielle wiedzie z pozoru idealne życie. Mieszka w Nowym Jorku, robi karierę jako prawniczka, u swego boku ma ukochanego Davida. Nagle, w dniu swoich zaręczyn, zapada w dziwny ‘sen’ - ma niezwykle realistyczną wizję swojego życia za pięć lat… z zupełnie innym mężczyzną. Jednak fabuła nie zmierza, jak z początku myślałam, w stronę lekkiej, romantycznej komedii pomyłek, z obowiązkowym happy endem i ślubem na zakończenie, oj nie. Ale nic więcej nie zdradzę, żeby nikomu nie popsuć wielkiej przyjemności, jaka płynie z samodzielnego odkrywania tej historii.

                      Dla mnie „Pięć lat z życia Dannie Kohan” to takie typowe ‘czytadło z jakością’ – bawi, wciąga, porusza i daje do myślenia. Urzekł mnie Nowy Jork w tle – wyjątkowo szczegółowo, smakowicie zarysowany, będący niemalże drugoplanowym bohaterem tej opowieści. W tej książce podobało mi się absolutnie wszystko i trochę żałuję, że połknęłam ją tak szybko. Zaczęłam ją czytać podczas niespodziewanej drzemki mojego dziecka w wózku (to się praktycznie nie zdarza!), w tle szum miasta, ławeczka pod drzewem, błogo... przez chwilę udało mi się pobyć po prostu tu i teraz… a tu nagle żółty liść sfrunął mi na głowę – pierwszy symbol nadchodzącej jesieni i zmian. Poczułam się niemal jak bohaterka książki. W każdym razie był to dla mnie jeden z piękniejszych momentów tego lata, notuję ku pamięci, i cieszę się, że towarzyszyła mi w nim właśnie ta książka.


"Nigdy nie lubiłam wylegiwać się w łóżku do późna, lecz ostatnio już krótko po siódmej mam wrażenie, jakby był środek dnia. Potrzebuję poranka. Jest coś wyjątkowego w budzeniu się przed wszystkimi innymi. Czuję się spełniona, jeszcze zanim wypiję pierwszą kawę. Cały dzień wydaje się lepszy."
piątek, 28 sierpnia 2020 | By: Annie

Stos urodzinowy

                       Na tegoroczną jesień czekam podwójnie. Przede wszystkim to moja ukochana, bibliofilska pora roku, której oznak zaczynam wypatrywać już w połowie sierpnia… Wraz z pierwszymi opadającymi liśćmi czuję zawsze przypływ energii do zmian, powiew nowego, wieczory w domu znowu zaczynają bardziej cieszyć, wyciągam ciepłe swetry, parzę aromatyczną herbatę i snuję czytelnicze plany… Drugi aspekt to czekająca nas wkrótce przeprowadzka, której nie mogę się już doczekać! Myślami i sercem jestem już w nowym mieszkaniu, jednak zamiast planować remont, wybierać kolory ścian czy szukać mebli, ja skupiłam się na razie głównie na aspekcie bibliotecznym – jak zmieścić jak największą ilość regałów, jak zaprojektować układ półek i jak poustawiać na nich książki… Myślę o działach tematycznych, podziale na kraje, chciałabym mieć wszystkie książki ulubionych pisarzy zebrane razem itd. Przy okazji odkryłam w moich zbiorach karygodne braki – a to nie miałam ostatniego tomu „Mojej walki” Knausgarda, a to brakowało mi kilku książek Ishiguro i Vargasa Llosy – moich mistrzów! Stwierdziłam, że bez tego nie mam nawet co myśleć o tworzeniu nowej biblioteczki. ;) W ten oto sposób narodził się urodzinowy stosik książkowy – prezent od mojego najwspanialszego męża, który powinien dostać order za wyrozumiałość i wspieranie mnie w nałogu. Wiele z tych książek wyszperałam w antykwariatach na allegro, polecam, są jak nowe. Zacieram rączki na myśl ile czeka tu na mnie smakołyków do przeczytania, a oczami duszy widzę już siebie w nowym domu, w późnowieczornej ciszy, jak pochłaniam jedną pozycję za drugą. Tak już mam, że postrzegam świat poprzez pryzmat lektur - tego, co w danej chwili czytam oraz planuję przeczytać, łaknę bibliofilskich chwil i na bank całe mieszkanie w trzy sekundy zapełnię książkami. Cóż, dobrze mi z tym. :D A kolejny stos już w drodze...

sobota, 22 sierpnia 2020 | By: Annie

"Kukułka" - Antonina Kozłowska

                       Naszła mnie ochota, więc podążam dalej ścieżką powieści okołomacierzynskich, ciążowych, obyczajowych. "Kukułkę" zakupiłam już nawet nie pamiętam gdzie i kiedy - od lat mam ją na półce i teraz wreszcie doczekała się przeczytania. Owa powieść to historia dwóch obcych sobie kobiet, które połączyło jedno dziecko. Marta ma bowiem wszystko - karierę, pieniądze, dom, męża... do pełni szczęścia brakuje jej tylko spełnionego macierzyństwa. Iwona natomiast jest samotną matką, ledwo wiąże koniec z końcem, pracuje jako woźna. Ich losy splatają się za sprawą agencji pośredniczącej w surogacji.

                        Historia jest opowiedziana sprawnie, bardzo dobrze się ją czyta, w zasadzie cały tekst połknęłam jednym tchem. Sporo tu zgrabnych spostrzeżeń i obyczajowości w moim ulubionym wydaniu. Mam niestety jednak jeden fundamentalny problem z tą książką - nie jestem w stanie zaakceptować kierunku, w którym została poprowadzona fabuła i w efekcie zakończenia tej opowieści również… Nie wiem czy są to osobiste przekonania autorki, czy po prostu taki, a nie inny pomysł na historię, ale pewne wyjaśnienia i poglądy budzą mój dogłębny, wewnętrzny sprzeciw. A także złość. Uwaga, teraz będzie spoilerowo. Nie jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować zachowania Iwony, która zgadza się być surogatką dla dziecka Marty, a potem nagle, bez słowa zabiera dziecko dla siebie. Dodatkowo historia jest poprowadzona w ten sposób, że Marta jest przedstawiona jako ‘ta zła’ - nachalna wariatka. Surogacja nie jest łatwym, biało-czarnym tematem, ale litości, to przecież było jej biologiczne dziecko! Razi mnie i budzi niesmak to, że cała trudna i skomplikowana sytuacja została ukazana tak bezkompromisowo, a matką jest tylko ‘ta, która urodziła’. Zatem choć sama książka jest dobrze napisana, wciągnęła mnie, poruszyła i pozwoliła na nowo docenić macierzyństwo, to rozwiązania fabularne budzą mój totalny sprzeciw i są dla mnie nie do zaakceptowania. Więc w sumie i podobało mi się, i zupełnie nie.

***

"Kobiety dwudziestego pierwszego wieku są już tak wyzwolone, że w ramach zemsty za stulecia ucisku postanowiły teraz obarczyć facetów tą całą tradycyjnie kobiecą, fizjologiczną stroną życia. Mężczyzna kobiety nowoczesnej ma obowiązek bez cienia wstydu kupować tampony w aptece, wiedzieć co oznacza skrót PMS, musi uczestniczyć w badaniach USG, a następnie, w zielonym chirurgicznym fartuchu, przecinać pępowinę przy aplauzie położnych, popłakać się i zamieścić wzruszający wpis na swoim blogu na temat rodzinnego porodu. Mężczyzna godny tych kobiet z poczekalni musi sam być w dużej części kobietą. Czerwony namiot otworzył szeroko drzwi, sanktuarium kobiet zaprasza mężczyzn do środka, opornych zawlecze się tam za włosy."

środa, 19 sierpnia 2020 | By: Annie

"Sekretne życie pisarzy" - Guillaume Musso

                     Lubię moje małe zwyczaje czytelnicze - listopad z horrorem, grudzień z literaturą świąteczną oraz coroczny wrześniowy przegląd nowości wydawniczych, który zawsze owocuje długą listą pieczołowicie wynotowanych tytułów w moim czarnym notesie. Czytanie seriami, nagrodami, zbieranie wszystkich publikacji ulubionych autorów, nocne posiedzenia z kindlem i różaną herbatą, raz do roku jakaś powieść Kinga. No i latem zawsze zaliczam co najmniej jedną książkę Musso - to już weszło mi tak mocno w krew, że przychodzi niejako 'samo', bez planowania, zupełnie spontanicznie. Siłą rzeczy nie mogłam więc nie sięgnąć po świeżynkę wydawniczą jego pióra.

                    "Sekretne życie pisarzy" to kryminalna historia rozgrywająca się na niewielkiej wyspie u wybrzeży Francji. Mamy tu pisarza-pustelnika oraz młodego, aspirującego chłopaka, który usiłuje rozgryźć tajemnicę swojego idola. Ta intryga jest tak zagmatwana, że mimo, iż książkę przeczytałam niemalże na raz, to i tak pogubiłam wątki. Miałam wrażenie jakby Musso usiłował wcisnąć za dużo zaskoczeń i zwrotów akcji w zbyt małą ilość tekstu, przez co historia jako całość nie wydaje się wiarygodna. Aczkolwiek powieść nadal czyta się szybko sprawnie, lekko i filmowo - Musso to pisarska marka, poniżej pewnego poziomu nie schodzi, choć wiadomo, niektóre historie są bardziej udane, inne mniej – „Sekretne życie pisarzy” zaliczyłabym raczej do tej drugiej kategorii, natomiast dostaje ode mnie dodatkowego plusa za pisarskie smaczki poukrywane w tekście.  

                      To była moja 13(!) książka przeczytana tego pana i przyznam, że tęsknię trochę za realizmem magicznym w jego wykonaniu - mam wrażenie, że ostatnio skręcił mocno w kierunku czystego thrillera. Brakuje mi również Nowego Jorku widzianego jego oczami - paradoksalnie ten Francuz potrafi uchwycić i opisać magię tego niezwykłego miasta jak nikt inny. No nic. I tak mam do Musso ogromny sentyment, bowiem towarzyszy mi niemalże od samych początków blogowania - czyli prawie 10 lat! Jego najnowsza powieść to przyzwoita, powierzchowna rozrywka - taka typowo lotniskowo-leżakowa książka, do połknięcia w jedno upalne popołudnie i do zapomnienia dzień później. Jednym słowem lektura sam raz na beztroskie wakacyjne czytanie. Bez wygórowanych oczekiwań jak najbardziej może się podobać.


"To z tego powodu tyle czytałem. Nie żeby uciec od życia w świat wyobraźni, ale żeby wrócić do życia zmieniony dzięki lekturom. Bogatszy o doświadczenia z wyimaginowanych podróży, o spotkania z wyimaginowanymi ludźmi, gotowy, by skorzystać z tego bogactwa w życiu codziennym. "Po cóż innego są książki, jeśli nie po to, żeby pomagały w życiu, żeby zwiększały w nas apetyt na codzienność?" - pytał Henry Miller. Z pewnością po nic innego."

niedziela, 2 sierpnia 2020 | By: Annie

"Serce z kamienia" - Katarzyna Misiołek

                      Moja malutka Laurka lada chwila skończy dwa latka(!), a ja ostatnio odkryłam, że przecież zostało mi jeszcze do przeczytania mnóstwo powieści z wątkiem ciąży i wczesnego macierzyństwa! Postanowiłam nadrobić – póki jeszcze sama mam te tematy ‘na świeżo’. A potem będę już sięgała tylko po mądre i ambitne lektury, hihi. ;) W każdym razie podążając tą literacką ścieżką w kilka upalnych, lipcowych wieczorów przeczytałam „Serce z kamienia” i… powiem szczerze, że mam koszmarnie mieszane uczucia.

                       To nie jest dobra obyczajówka. To nie jest dobra książka. Owa powieść to bardzo przeciętne czytadło z totalnie nieprawdopodobnymi, karykaturalnie stereotypowymi bohaterami, którzy irytują, mierżą i wkurzają. A jednocześnie to pozycja ważna, jeśli chodzi o temat depresji poporodowej, natomiast w kontekście innych zagadnień jest moim zdaniem wręcz szkodliwa. Ale po kolei... „Serce z kamienia” opowiada historię Weroniki – dawniej modelki, obecnie znanej influencerki, matki bliźniaczek - ‘dwóch księżniczek’. Weronika niespodziewanie zachodzi w kolejną ciążę, co zdecydowanie nie wpasowuje się w jej życiowe plany, szczególnie że wbrew internetowym pozorom, niespecjalnie odnajduje się na etacie ‘matki Polki’. Uwaga - teraz może być trochę spoilerowo. Relacja Weroniki z jej mężem jest w mojej ocenie tak koszmarnie toksyczna, przemocowa, ta ich agresja, ciągłe pretensje, rozmowy, czy raczej awantury – zupełnie nie rozumiem tego związku, czemu w ogóle są razem, kto tak się do siebie odnosi?! Druga sprawa – jej maż jest dyrektorem, ona znaną blogerką, która dobrze zarabia na współpracach. Zatrudnia asystenta. Czemu nie może zatrudnić kogoś, kto raz tygodniu przyjdzie i wysprząta mieszkanie!? Czemu nie może zamawiać jedzenia w cateringu? Wiem, że to niby detale, ale kiedy historia nie ma wiarygodnych podwalin logicznych, kiedy coś szwankuje już u samych fundamentów opowieści, wtedy nawet, kiedy kolejne drobne emocje oraz wydarzenia się zgadzają i są wiarygodne, to i tak w nie nie wierzysz –bo historia jako całość zgrzyta. Niemniej tak ważny temat depresji poporodowej został tu ukazany w ciekawy, przystępny, pouczający sposób – to muszę przyznać. Natomiast szkoda, że całą pozytywną naukę niweluje tu przedstawienie toksycznej, przemocowej relacji z mężem jako czegoś normalnego. No nie. Takie traktowanie się nawzajem normalne nie jest. Dawno nic mnie tak nie zirytowało i nie wkurzyło w literaturze, jak postać męża Weroniki – Wiktora. Wrrrr, aż mam ciarki na samo wspomnienie jego tekstów.

                    Uważam, że książka miała spory potencjał, który niestety nie został wykorzystany. Nastawiałam się między innymi na szersze ujęcie tematu prezentowania wizerunków dzieci w internecie, zarabiania na reklamach produktów dziecięcych itd. Ogólnie wciągnęłam się w historię Weroniki, przeczytałam ją szybko i sprawnie – ale to dla mnie zdecydowanie za mało. Powieść jako taka jest niedopracowana, ma mnóstwo wątków pobocznych – nie do końca rozumiem po co większość z nich została wprowadzona. Bohaterowie są płascy, stereotypowi, bardziej przypominają kukiełki wygłaszające kwestie niż prawdziwych ludzi. Jedyny plus to ten temat depresji. No nie podobało mi się i już. ;(

"(...) sama nie wiem, co bardziej mnie niepokoi. Czy to, że Wiktor może mieć rację i to nie poporodowa depresja, tylko moja nieudolność, czy może to, że mąż się myli, a ja jednak mam depresję?"

czwartek, 23 lipca 2020 | By: Annie

"Zostań ze mną" - Ayobami Adebayo

                     Lubię snuć czytelnicze plany, tworzyć różnego rodzaju listy i brać udział w wyzwaniach, ale chyba jeszcze mocniej kocham po prostu zanurzyć się w ciemno w świecie literatury. Zdać się na przypadek, intuicję, spontanicznie pozwolić się poprowadzić przez kolejne książki, łapiąc gdzieś w locie nić przewodnią – kraj, autor lub temat – zgłębić, poznać, rozsmakować się. Za sprawą „Moja siostra morduje seryjnie” odwiedziłam Nigerię i… zostałam w niej chwilę dłużej niż planowałam. W kilka wieczorów połknęłam powieść „Zostań ze mną”, czyli cudną, pełnokrwistą i genialnie skonstruowaną obyczajówkę, od której po prostu nie mogłam się oderwać. 

                     Poznajemy historię życia Yejide – jej małżeństwa, problemów z zajściem w ciążę oraz różnych dramatów szeroko postrzeganego macierzyństwa. A to wszystko osadzone w nigeryjskiej rzeczywistości, historii i kulturze - w obyczajach i przesądach - fascynująco egzotycznych, niekiedy też mocno zaskakujących. Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje tu teściowa głównej bohaterki – jeśli macie trudne relacje z własną, to dzięki tej książce będziecie ją całować po rękach. ;) Uwielbiam tego typu lektury, gdzie poprzez kontrast kulturowy mam poczucie nałożenia dwóch różnych klisz na siebie – zadziwiające jak duża część obrazu pokrywa się w zakresie tych najbardziej fundamentalnych ludzkich uczuć i emocji – właśnie w takich momentach najłatwiej jest dostrzec to, co naprawdę w życiu ważne. Cieszę się, że natrafiłam na tę pozycję. Dotknęła mnie, wciągnęła, poruszyła. Wielki smaczek, szczególnie jeśli ktoś uwielbia czytać różnorodnie i za sprawą literatury zwiedzać świat. Myślę, że dla mnie to będzie jedna z najlepszych książek tego roku.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...