sobota, 14 stycznia 2017 | By: Annie

"Tunel" - Magdalena Parys

                       Jestem gorącą zwolenniczką ułatwiania sobie czytania i dobierania lektury tak, aby korespondowała z pogodą, podróżą czy sytuacją życiową. Zdarza mi się kupować książki z myślą, że przeczytam je w jakimś konkretnym momencie, myślę, że nie będzie przesadą jeśli napiszę, że właściwie zakupowi każdej nowej pozycji towarzyszy mi chociaż powierzchowna ‘wizja’ gdzie i w jakiej sytuacji będę ją czytała. Mam książki zimowe, na chandrę, na upał, na wakacje pod palemką. Do czytania gdy za oknem szaleje burza i podczas długiej podróży pociągiem. Jestem zaopatrzona na wyprawę do Nowego Jorku, rejs statkiem po Karaibach i safari w Afryce. Nic dziwnego zatem, że na podstawie zbieranych przeze mnie pozycji można bardzo łatwo przyszpilić moje plany i marzenia, przede wszystkim te podróżnicze. Natomiast książka, o której chcę dziś napisać – czyli „Tunel” Magdaleny Parys - była pozycją, o której wiedziałam, że będzie musiała poczekać na swój czas aż ponownie odwiedzę Berlin. Zawitaliśmy tam tej jesieni, zatem lektura również za mną.

                          Historia zawarta w powieści to zgrabne połączenie obyczajówki z kryminałem. Splecione losy kilku bohaterów, połączonych tajnym przedsięwzięciem wykopania tunelu pod Murem, stopniowo ujawniane są z perspektywy współczesności i dają bardzo ciekawy wgląd w życie codzienne Berlina lat 80’, gdy miasto krwawiło rozdarte na pół. Jedyny zgrzyt, to - przyznaję się bez wstydu – nie do końca zrozumiałam zakończenie, nie wszystkie nitki wątków zostały dla mnie rozplątane w wystarczającym stopniu, co trochę popsuło mi odbiór, ale tylko wątku kryminalnego. Nie wiem na ile jest to kwestia tego, że książkę czytałam podczas jazdy berlińskim metrem oraz na ławce z widokiem na Wyspę Muzeów. Niemniej wyjątkowo mocno odebrałam ten klimat, czułam się osadzona w realiach i bardzo dobrze wspominam tę lekturę. Być może doznania literackie są lepsze i większe gdy towarzyszy im również cielesna podróż - tak było w moim przypadku. 

Pod Murem, a w rękach trzymam "Tunel"
niedziela, 8 stycznia 2017 | By: Annie

"Maria Panna Nilu" - Scholastique Mukasonga

                            Za sprawą tej oto książki przeniosłam się do Rwandy, do elitarnego liceum dla panien z dobrych domów. Zanurzyłam się w codzienność pełną nauki, miłostek, intryg i przyjaźni, a to wszystko nakreślone na tle buzujących niepokoi społecznych – narastającej nienawiści Hutu do Tutsi, która za pewien czas doprowadzi do makabrycznej zbrodni ludobójstwa. Uderzające, jak (niezależnie od kontynentu) podobne są do siebie wszystkie dziewczyny w pewnym wieku, a jednocześnie różnica, ta przepaść kulturowa między Afryką a Europą jest jednak naprawdę bezdenna. Bez wartościowania – sztucznie narzucona europejskość, która nijak nie przystaje do afrykańskiej mentalności i rzeczywistości, to mieszanka wybuchowa i absurdem jest oczekiwać, że po przebraniu dzieci w mundurki i wyuczeniu ich hymnu Belgii tych różnic nagle nie będzie. Wieloletnia, wyeskalowana przez kolonizatorów nienawiść między dwoma ludami Rwandy – Tutsi i Hutu – to przerażający przykład odsłaniający kruchość ludzkiej cywilizacji. Jaka płytka i złudna jest to powłoka, jak delikatna tkanina, która może zostać w każdej chwili zerwana, odsłaniając prawdziwe oblicza większości ludzi – pełne nienawiści i nietolerancji, choć oczywiście przykryte przesiąkniętym hipokryzją płaszczykiem ze słów takich jak ‘demokracja’, ‘walka o wolność’, ‘chrześcijaństwo’. W głowie mi się nie mieści jak bezsensowna, niepotrzebna była to zbrodnia - ponad milion ludzi zginęło... Z resztą Tutsi też swoje w przeszłości zrobili – wystarczy cofnąć się do roku 1972 i ludobójstwa w Burundi. Niestety, historia obfituje w podobne przykłady. Co „zabawne”, wielu badaczy twierdzi, że nie istnieją różnice genetyczne miedzy ludami Rwandy, a podział został narzucony sztucznie przez belgijskich kolonizatorów... A ci, którzy jednak wyróżniają dwa ludy opisują, że różnią się one przede wszystkim… kształtem nosa. Przypominam, nie było to średniowiecze, a 1994 rok... A właściwie ta historia dzieje się nadal. 

                           Jednak, wbrew pozorom, ta książka to wcale nie opowieść o ludobójstwie, ani też pesymistyczna czy tragiczna lektura. Na pewno nie jest też ciężka czy smutna. Tak dużo o tym piszę, ponieważ te tematy, raczej zarysowane gdzieś w tle powieści, niż stanowiące jej główny wątek, dotknęły mnie zdecydowanie najmocniej. Nie chcę jednak nikogo niechcący zniechęcić wizją przyciężkiej tematyki, bo owa lektura to przede wszystkim fascynujący obraz życia w Rwandzie, za sprawą którego poczułam zapach tropikalnej ulewy i tę pradawną, pierwotną siłę, która drzemie ukryta gdzieś pod czerwoną ziemią Afryki. Czarne królowe, zaklinacze deszczu, czarownice – akcenty ludowe przeplatają się tu ze szkolnymi perypetiami dziewcząt, takimi jak wizyta królowej Belgii czy wyprawa do goryli. A to wszystko opisane lekko, ciekawie, wciagająco. 

                          Cieszę się, że u początku nowego roku sięgnęłam po tę właśnie książkę – moja znajomość sytuacji w Rwandzie była niemal zerowa, czuję się bogatsza o nowe doznanie, a lektura i to, co dzięki niej zyskałam, pozostanie na długo w mojej pamięci. Właśnie po takie pozycje powinnam sięgać częściej – poszerzające wiedzę o świecie, przejmujące opowiedzianą historią, ukazujące nowe horyzonty myślowe. Nie jest to wybitna literacko pozycja, ale nie o to tu chodzi przecież… Dla mnie to było niezapomniane literackie spotkanie.
piątek, 6 stycznia 2017 | By: Annie

"Zatoka świń" - Bożena Aksamit, Piotr Głuchowski

                      Wartościowa, warta przeczytania pozycja, choć ostrzegam – tematyka nie jest ani łatwa, ani przyjemna. „Zatoka świń” ukazuje bowiem bez retuszu ciemną stronę Sopotu, a wiodąca tu sprawa Krystka, który pod nosem policji zgwałcił kilkanaście nastolatek, jedną z nich doprowadzając do samobójstwa, to tylko pretekst, aby dotknąć tematu nocnego życia Trójmiasta. Dyskoteki, narkotyki, mafia, porwania, prostytucja - a wszystko to pod przykrywką ‘kultury’ dla bogatych yuppie, którzy w weekend mają potrzebę wyłączyć wszelkie hamulce. To rewelacyjnie skonstruowana i napisana książka – należy do dopiero rozwijającego się i bardzo modnego obecnie kryminału non-fiction - fuzji niezwykle ciekawej, która w tym akurat wydaniu łączy wszystko to, co w obu tych gatunkach najlepsze. „Zatoka świń” wciąga bowiem jak najlepszy kryminał, ale jednocześnie ma się poczucie, że to jednak ‘coś więcej’ niż wyobraźnia autora, to autentyczne wydarzenia, jedynie ubrane w zebeletryzowaną fromę - i mam wrażenie, że przez to emocje podczas lektury są dwa razy większe. Doceniłam też jak społecznie potrzebne jest dziennikarstwo śledcze – między innymi dlatego uważam, iż jest to pozycja ważna i myślę sobie, jaka to wielka szkoda, że nie było o niej głośniej w mediach, że nie odbiła się szerszym echem w literackim świecie… W każdym razie na mnie książka zrobiła duże wrażenie – nie miałam świadomości jak wygląda to ‘kulturalne’ zaplecze – wiadomo, grzecznie nie jest, ale że do tego stopnia jest to bagno – też nie wiedziałam. To moje drugie po „Batorym” spotkanie z Bożeną Aksamit, która urasta w moim mniemaniu na świetną pisarkę. Natomiast Piotra Głuchowskiego planuję poznać lepiej przy okazji lektury kolejnej pozycji z cyklu non-fiction Gazety Wyborczej – ostrzę sobie ząbki na „Tabloid”. Natomiast „Zatoka świń” zostawiła mnie z taką oto przykrą myślą kołaczącą się gdzieś w głowie – czy policja jest tak nieudolna, czy tak skorumpowana? Obie wersje przerażające.
środa, 4 stycznia 2017 | By: Annie

"Historia pszczół" - Maja Lunde

                        Powieść wprost stworzona i uszyta na miarę, aby zostać międzynarodowym bestsellerem. Mamy tu bowiem wszystko to, czego od prawdziwego hitu wydawniczego można oczekiwać - oryginalną tematykę i wciągającą historię, która sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury. Wątki toczą się trójtorowo – naprzemiennie poznajemy zmagania pewnego XIX-wiecznego angielskiego wynalazcy-przyrodnika z konstrukcją ula własnego projektu, problemy współczesnego pszczelarza z USA oraz odwiedzamy postapokaliptyczne Chiny w 2098 roku, już po wymarciu pszczół– i ten właśnie wątek był dla mnie zdecydowanie najciekawszy. A wszystkie te historie zgrabnie składają się w jedną całość. Dużo dowiedziałam się z tej lektury o pszczołach, ich zwyczajach i – o zgrozo – że opisywany w książce zespół CCD, czyli masowe giniecie pszczół miodnych, to nie literacki wymysł, a wzięta z życia prawda! 

                         „Historia pszczół” to bardzo dobra rozrywka i porządna, umiejętnie skonstruowana powieść – nie genialne, ale solidne czytadło, w dodatku poszerzające wiedzę. Do czego zmierzam – czuć, że jest to książka skrojona pod masowe gusta, literacki produkt, niemniej wciąż stanowi nie lada smaczek, oczywiście o ile złapiecie się w target. Polecam do czytania szczególnie wiosną, gdy można jeździć na rowerze z głową w bzach, a świat pachnie oszałamiającą świeżością. Tak, doceńmy, że to dzięki pszczołom właśnie. :)
poniedziałek, 2 stycznia 2017 | By: Annie

"Zagadka w bieli" - J. Jefferson Farjeon

                          Pierwsza książka przeczytana w 2017 roku i od razu smaczek, prawdziwa kryminalna uczta. Bardzo podoba mi się pomysł przybliżenia współczesnemu czytelnikowi klasyki kryminałów retro, czyli powrót do wydawania książek dawnych, zapomnianych, ale zupełnie nie trącących na jakości – co doskonale widać na przykładzie tej właśnie pozycji. „Zagadka w bieli” to historia pasażerów, którzy po tym, jak ich pociąg utknął w zaspie śniegu, wyruszają na poszukiwania schronienia. Natrafiają na pewien mroczny dom, który choć pusty, zaprasza ich otwartymi drzwiami, ogniem buzującym w kominku i jeszcze ciepłą herbatą. Gdzie są jednak jego mieszkańcy? Ta opuszczona, otoczona szalejącą śnieżycą i odcięta od świata posiadłość skrywa niejedną tajemnicę… "Zagadka w bieli" to wyjątkowy, świąteczno-zimowy kryminał - coś innego i świeżego - polecam szczególnie tym, którym przejadły się już nieco pozycje skandynawskich pisarzy. Bardzo w klimacie Agaty Christie, z nutką magii i duchów. Do tego atmosfera grozy, szczypta humoru i ironii - czuć klimat i czyta się to również znakomicie. Ciężko wyobrazić sobie lepszą książkę do pochłaniania podczas nocnej śnieżycy lub jazdy pociągiem. A najlepiej podczas obu tych sytuacji jednocześnie.:)

                         Aż ciężko uwierzyć, że Zagadka w bieli” powstała już w 1937 roku, jako owoc Złotego Wieku literatury kryminalnej, który przypada na okres międzywojenny - jednak mimo upływajacych lat, zdumiewająco nic nie straciła na aktualności. Mam nadzieję, że polski wydawca pójdzie za ciosem i śladem serii British Library Crime Classics, która odniosła ogromny sukces w Wielkich Brytanii, dalej będzie zaopatrywał polskiego czytelnika w tego typu podobne, przykurzone, kryminalne smaczki, dotychczas nieznane i nieprzetłumaczone. Chcę więcej!!!
niedziela, 1 stycznia 2017 | By: Annie

Podsumowanie 2016

                     2016 rok był dla mnie wyjątkowy i niezwykle udany pod wieloma względami. Nie zwiedziłam co prawda egzotycznych krajów, nie skoczyłam na bungee i nie wygrałam żadnego konkursu. Natomiast w pewien piękny, lipcowy dzień wstąpiłam w związek małżeński i rozpoczęłam naprawdę dorosłe życie, a mieszkanie razem i ten mały wspólny świat okazały się jeszcze lepsze niż myślałam. :) Przeczytałam łącznie 67 książek. Nie jest to jakiś szalony wynik – na tyle starczyło mi czasu. Poza tym obejrzałam 13 spektakli teatralnych, a także mnóstwo ciekawych filmów. Zwiedziłam Neapol i Berlin.

                        Niestety, nie doznałam w tym roku żadnego spektakularnego czytelniczego olśnienia. Na pewno największe wrażenie zrobiły na mnie książki Eleny Ferrante. Bardzo dobrze wspominam również lekturę „Mam na imię Lucy”, kolejne spotkanie z Patrickiem Modiano oraz "Nie mów, że się boisz", które nieco zmieniło mój sposób patrzenia na świat. Z wielką przyjemnością połknęłam też „Jesień” Knausgarda, „Biurwę” Sylwii Kubryńskiej, "Kiedy odszedłeś"Maggie O'Farrell, "Stację jedenaście" Emily St. John Mandel oraz zaskakujące „Jeszcze bliżej” Sary Gran. Był to rok, w którym odkryłam twórczość takich pisarzy jak Joyce Carol Oates, Amelie Nothomb, a także kontynuowałam owocne znajomości z Agatą Christie, Marią Nurowską, Pierre’em Lemaitre’em i Katarzyną Puzyńską. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie obfitował w jeszcze większe literackie zachwyty, bo choć czytam dużo książek dobrych i bardzo dobrych, to dawno nie natrafiłam na coś naprawdę genialnego. Wiem, że po prostu muszę mniej pazernie rzucać się na reklamowane nowości, a raczej sięgać po te książki, które od dawna mam już na półce – tam znajdę prawdziwe literackie skarby. I tak, płynnie przechodząc do postanowień i planów na nowy rok… mam ich chyba rekordowo dużo. :) W związku z tym, że w styczniu czeka mnie ostatnia sesja, a w drugim semestrze nie mam już zajęć i zostaje tylko pisanie pracy magisterskiej, liczę, że uda mi się w 2017 roku czytać naprawdę dużo – muszę jedynie przetrwać ten styczeń. Wracam zatem myślami do „Rory Gilmore Reading Challenge”, do czytania 'książek wyszperanych', myślę również nad ‘miesiącami tematycznymi’ – na przykład poświęconym kulturze koreańskiej, irańskiej czy islandzkiej, podczas których poznawałabym nie tylko literaturę, ale też film, muzykę czy kuchnię danego kraju. Chciałabym też zgłębić swój księgozbiór i zdecydowanie mniej kupować – choć z tym akurat postanowieniem nie wiążę jakiś specjalnych nadziei. ;) Mam mnóstwo książek pozaczynanych, doczytanych do połowy – muszę je dokończyć. Wygląda na to, że muszę po prostu… więcej czytać. :)

Ostatni stosik w 2016 roku -
odkryć twórczość Philipa Rotha -
jeden z celów na nowy rok:)
                     Co czeka mnie w 2017 roku? Wspomniana już praca magisterska, praktyki – to z rzeczy mniej miłych. Natomiast życiowo szykujemy wakacyjne podróże, przyznam też, że już nie mogę doczekać się końca moich studiów, kiedy wreszcie stanę się wolnym człowiekiem. Czuję dreszczyk ekscytacji i ciekawości, na myśl, co przyniosą nam te najbliższe lata, które powoli wyklarowują się w przyszłości. A wszystkie te bliższe i dalsze dni chcę zapełnić wspomnieniami i wrażeniami, chcę żyć jak najpełniej i jak najpiękniej. Muszę zwolnić, wyhamować, przewietrzyć umysł, gruntownie przemyśleć co chcę robić w życiu. Planuję też rozwijać swoje zainteresowania i zwyczajnie delektować się codziennością. Uczyć się świata, języków, poszerzać swoją wiedzę kulturalną. I oby 2017 rok przyniósł na to wszystko czas. Tego życzę sobie i Wam. :)
piątek, 30 grudnia 2016 | By: Annie

"Bohaterowie są zmęczeni" - Maria Nurowska

                        Nie potrafiłam podarować tej książce czasu, uwagi i serca. Losy braci Niemczyk nie poruszyły mnie, a wydaje mi się, że naprawdę mogły – tym bardziej żałuję. Przełom czerwca i lipca - przeprowadzka, praktyki i ślubne przygotowania – tu były wówczas moje myśli, nie był to zatem dobry moment na tego typu wojenno-biograficzną lekturę. Choć jednocześnie mam też gryzące poczucie, że coś w tej książce jednak obiektywnie nie klika. Przede wszystkim przeszkadzało mi, że nie do końca jasno jest tu postawiona granica czy to fikcja, czy literatura faktu – autorka/bohaterka książki przedstawia się jako przyjaciółka Leona Niemczyka, opisuje losu obu braci jakby stała obok i trzymała ich za rękę. Czemu zatem zwracają się do niej ‘Barbaro’? Na ile jest to beletrystyka, a na ile prawda? I gdzie w takim razie jest bibliografia? Zabrakło mi wyraźnie zaznaczonych granic w tej książce, ta ciągła wątpliwość nie pozwoliła mi do końca zaangażować się emocjonalnie. Niemniej to naprawdę interesująca lektura - dwa wyjątkowe portrety, dwa fascynujące życia przedstawione na tle powojennej Polski. Żałuję tylko, że sięgnęłam po nią w nieodpowiednim czasie, bo być może mój odbiór byłby zupełnie inny i podzieliłabym zachwyt reszty czytelników. A może jednak nie, kto wie?
czwartek, 29 grudnia 2016 | By: Annie

"Polskie Archiwum X" - Piotr Litka, Bogdan Michalec, Mariusz Nowak

                       Ależ byłam podekscytowana tą lekturą! Wyobrażałam sobie, że będą to fascynujące i przyprawiające o dreszcz emocji rozwiązania zagadek sprzed lat, angażujące najnowsze osiągnięcia techniki NMR czy też biologii molekularnej. Prawdziwe Archiwum X, tyle że w wykonaniu krakowskich policjantów. Niestety, rozczarowałam się mocno, ponieważ książka przede wszystkim nie jest interesująco napisana, a miejscami pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że nudno i strasznie bezpłciowo. Z jednej strony dobrze, że autorzy nie podeszli do tematu sensacyjnie i tabloidowo, z drugiej mam jednak wrażenie, że sprawniejszy autor wycisnąłby z tych historii znacznie więcej emocji, napięcia i wrażeń – a tego właśnie zabrakło mi podczas lektury. Choć kto wie – może to nie kwestia autora, a po prostu szarej, polskiej rzeczywistości, która nijak nie przypomina tej z CSI. Bo szczerze mówiąc, już chwilę po lekturze, wszystkie te opisane śledztwa zlewają się w jedno, a że jest to przeważnie ten sam schemat – zgłaszane jest zaginiecie, wiadomo, że to morderstwo, ale dopóki nie ma ciała, nie można nikogo oskarżyć - trudno czuć się zaintrygowanym czy jakoś wybitnie zaciekawionym przy którejś tam z kolei zagadce. Tylko jedna ze spraw mnie poruszyła i dotknęła - „Zabójstwo radcy prawnego” – aż ciarki przeszły mi po plecach. Niemniej nie rozumiem jak można mówić tu o wielkich sukcesach śledczych, skoro większość przypadków polega na tym, że sprawcy, nękani wyrzutami sumienia, sami zgłaszają się na policję i wyznają swoją winę. Większość z nich to latami maltretowane kobiety, które zabiły w obronie własnej lub dzieci. A teraz, po kilku lub kilkunastu latach, pójdą odsiedzieć wyroki… Chyba czasami jednak lepiej nie drążyć, co skrywa ziemia… Na pewno nie jest to też tekst dopracowany – sporo tu nielogiczności, mam wrażenie, że opisuje sytuacje bardzo powierzchownie, na sucho, jakby nie doceniając swojego czytelnika - nie wiem, może to kwestia konieczności zachowania ‘tajemnicy śledztwa’… Dużo tu również irytujących wtrętów o ‘złych emocjach’, a język…. też jest właściwie… żaden. I choć spodziewałam się, że książkę połknę w jeden wieczór, to męczyłam ją i czytałam na raty, właściwie niemal zmusiłam się, żeby jednak skończyć lekturę przed oddaniem do biblioteki – cieszę się, że wstrzymałam się z kupnem. Czy to braki pisarskie twórców, którzy nie potrafili wykorzystać dobrego tematu, czy po prostu monotonia i powtarzalność popełnianych w Polsce zbrodni, tak wiernie oddana przez autorów - nie wiem. W każdym razie powstała z tego oschła, nieciekawa i zwyczajnie średnia książka. :/ A zapowiadało się tak dobrze…
środa, 28 grudnia 2016 | By: Annie

"Łaskun", "Dom czwarty" - Katarzyna Puzyńska

                     Naprawdę trudno jest napisać coś odkrywczego na temat którejś tam kolejnej części w serii, dlatego postanowiłam, że nie będę skupiała się na każdej książce osobno i potraktuję temat bardziej ‘zbiorowo’. Ci, którzy śledzą mojego bloga regularnie, wiedzą na pewno, że od prawie dwóch lat regularnie zaczytuję się w cyklu o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej – ukazanie się każdego kolejnego tomu to moje małe literackie święto. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok nowych części, a że grudzień zbliża się ku końcowi - pora podsumować. 

W tym roku ukazały się dwie kolejne pozycje: tom 6 „Łaskun” oraz 7 „Dom czwarty”. Oba połknęłam ze smakiem, zaraz po premierze. Książki Kasi Puzyńskiej to zawsze dopracowane, ciekawe zagadki, wplecione w kręte ścieżki osobistych losów bohaterów. Charakteryzuje je również bardzo łatwy, prosty język - czasami chyba nawet aż zbyt prosty i ugładzony, co pewnie nie każdemu przypadnie do gustu - i w zasadzie jest to chyba jedyny zarzut jaki można tym książkom postawić.


                   W „Łaskunie” najbardziej podobało mi się to, jak zaskakujący i nieoczywisty obrót przyjmują sprawy osobiste głównych bohaterów. Strasznie mi się podoba, że autorka nie idzie w sztampę, a ciągle usiłuje czymś zaskoczyć czytelnika. I robi to naprawdę skutecznie. Co w „Łaskunie” podobało mi się mniej, to wprowadzenie wątku narkotykowo-mafijnego. Jest to owszem, dobrze napisane, ale po prostu nie gustuję w takich klimatach. I trup również ściele się trochę zbyt gęsto jak na moje potrzeby. Ja w kryminałach szukam raczej zbrodni romantycznej, emocjonalnej, osobistej. Lubię czytać o rodzinnych tajemnicach, zemście za zdrady z przeszłości, o podstępnych i wścibskich kamerdynerach. Natomiast wszelkie handle narkotykami i bossowie mafii... nie lubię, nudzi mnie to. Kwestia gustu, choć lekturę "Łaskuna" mimo wszystko wspominam bardzo dobrze.

                    Natomiast jeśli chodzi o „Dom czwarty” to zastanawiam się czy w zasadzie nie jest to (przynajmniej dotychczas) najlepszy tom w serii. A na pewno najmroczniejszy i również bardzo klimatyczny. Opuszczamy bowiem Lipowo i odwiedzamy Złociny, a właściwie pewien stary, tajemniczy hotel. Dodatkowy smaczek to również możliwość poznania lepiej przeszłości Klementyny Kopp - wreszcie! 

                    Swoją drogą strasznie bym chciała, żeby na podstawie tego cyklu powstał kiedyś serial, coś w stylu Sherlocka - jednoodcinkowe, półtoragodzinne epizody, każdy zadedykowany jednej książkowej zagadce. To byłoby coś! Lipowo to moja pierwsza w życiu kryminalna seria, w której się regularnie zaczytuję, mam dla niej dużo życzliwości i jeszcze więcej sentymentu, dlatego nie potrafię ocenić obiektywnie tych książek. Z jednej strony niby wiem, że styl i język są średnie... ale właściwie co z tego, skoro za każdym razem nie mogę się oderwać od zagadki, czytam z wypiekami późno w noc. Zatem nieobiektywnie i stronniczo, ale gorąco i szczerze - polecam!!!
wtorek, 27 grudnia 2016 | By: Annie

Święta, święta...

…i po świętach.;) Chyba byłam bardzo grzeczna w tym roku, gdyż pod choinką znalazłam mnóstwo fantastycznych prezentów, w tym książki oczywiście! Po prawej książki męża, po lewej moje, choć w zasadzie wszystkie wspólne. Dorzucam jeszcze mój świąteczny stosik przytachany z biblioteki, nie mogłam się powstrzymać… Tylko kiedy ja to przeczytam? – czyli pytanie-motto mojego życia, haha. ;) 
Na szczęście w myślach układam sobie naprawdę książkowy 2017 rok, mam nadzieję, że po ostatniej sesji w styczniu odżyję i wreszcie, chyba po raz pierwszy od 8 lat, będę miała czas czytać tyle, ile naprawdę chcę… Snuję też pewne plany odnośnie kilku małych wyzwań czytelniczych, ale o tym innym razem… A tymczasem do końca roku planuję nadrobić jak najwięcej notkowych zaległości, pewnie jakiś zbiorczy post popełnię - tyle się tego nazbierało. No i koniecznie muszę sobie poczytać! Ciekawa jestem też, co Wy znaleźliście pod choinką, pochwalcie się na Waszych blogach. Zawsze z wielką przyjemnoscią podglądam świąteczne stosiki u innych, oczywiście w poszukiwaniu inspiracji na następny rok... ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...