wtorek, 17 lipca 2018 | By: Annie

"Będzie bolało" - Adam Kay

                     Żyję ostatnio w dziwnym rozdarciu – z jednej strony wyłączyłam się zupełnie z życia internetowego – przestało mnie kręcić, interesować, wciągać. Czas spędzony przy komputerze ograniczam do minimum – czyli zamawiania kolejnych elementów wyprawki. Z drugiej strony bardzo tęsknię za blogiem, brakuje mi pisania – to jednak ważna część mnie. Muszę znaleźć jakiś złoty środek na te najbliższe miesiące i lata, bo jedno jest pewne – czytać nigdy nie przestanę, a lubię też dokumentować swoje wrażenia pod postacią notek – i nie chcę z tego rezygnować. A tymczasem wróciłam już do Warszawy po wypoczynku na Mazurach. Sporo przeczytałam i teraz pora nadgonić zaległości recenzenckie. Jednak najpierw, zanim przejdę do lektur wakacyjnych, koniecznie chcę uwiecznić wrażenia z książki połkniętej już po powrocie – a mianowicie „Będzie bolało” Adama Kay’a. Owa pozycja to dziennik z pracy lekarza stażysty, a następnie rezydenta ginekologii i położnictwa w UK.

                       Na wstępie zaznaczę, że nie jest to najlepsza lektura dla kobiety w zaawansowanej ciąży, jak również dla żony, której mąż rozpoczyna od października pracę na stanowisku lekarza stażysty. Ale może właśnie dlatego pozycja ta zrobiła na mnie tak ogromne, emocjonalne wrażenie. Napisana z niesamowitą dawką humoru i dowcipu, ale to śmiech przez łzy, bowiem obok zabawnych perypetii (między innymi o dziwnych przedmiotach znajdowanych w kobiecych pochwach), to również dramatyczny i zwyczajnie smutny portret służby zdrowia – która opiera się na barkach notorycznie przemęczonych, przepracowanych, niewspieranych przez starszych kolegów i fatalnie opłacanych stażystów oraz rezydentów. Opisane realia niby brytyjskie, ale jakby lustrzane odbicie tych polskich. Koniec wbił mnie w fotel i zostawił z lawiną myśli. Jaka to niesamowita praca - lekarz - ciężka, odpowiedzialna, niezbędna. Ratująca ludzkie życie – na porodówce w ilości co najmniej podwójnej. Trzeba docenić, podziwiać i szanować - jednak aby zrozumieć, najpierw warto zobaczyć jak wygląda ten lekarski świat 'od zaplecza'. Dlatego gorąco polecam tę książkę - bowiem oprócz tego, że powierzchownie niesamowicie śmieszna i rozrywkowa, to w gruncie rzeczy jest to przede wszystkim ważna, szczera i poszerzająca horyzonty lektura.
piątek, 22 czerwca 2018 | By: Annie

"Wrócę po Ciebie" - Guillaume Musso

                     Stęskniłam się za moim wakacyjnym kompanem Musso. Jego najnowsza powieść wychodzi dopiero w sierpniu, więc w oczekiwaniu na premierę skusiłam się na sięgnięcie do zapasów - czyli po jedną z jego starszych powieści - i zarazem po jedną z nielicznych, których jeszcze nie czytałam. I tak oto w pierwszy letni dzień połknęłam ze smakiem "Wrócę po Ciebie" - podobno hit wakacji 2010.

                     Owa powieść to stary, dobry Musso w swoim najbardziej klasycznym wydaniu. Otrzymujemy bowiem nowojorsko-francuską historię miłosną z nutką realizmu magicznego. Główny bohater to odnoszący sukcesy, ale nieszczęśliwy psychoterapeuta - pewnego dnia los postanawia się o niego upomnieć...

                     Przede wszystkim kupiły mnie opisy Nowego Jorku jesienią - muszę przyznać, że za każdym razem na nowo zaskakuje mnie jak plastycznie i filmowo pisze Musso - uwielbiam. I choć czasami bywa, że również mnie denerwuje i irytuje, to ja jednak jego twórczość po prostu lubię - a co roku w wakacje czytam jedną lub dwie jego powieści - to taki mój mały zwyczaj-rytuał, który celebruję. "Wrócę po Ciebie" to miła, lekka lektura do błyskawicznego połknięcia, a jednocześnie coś w sobie ma, że przypomina o tym, co w życiu najważniejsze. Te wszystkie mądrości można również zignorować i czytać bezrefleksyjnie, na szybko, z beztroską radością. I może jakby zastanowić się głębiej, to faktycznie niewiele więcej w tej książce jest prócz pięknej iluzji, ale w sumie czasami też niewiele więcej do czytelniczego szczęścia potrzeba. :)
wtorek, 19 czerwca 2018 | By: Annie

"Isola" - Isabel Abedi

                    Bezludna, odcięta od świata, egzotyczna wyspa u wybrzeży Brazylii. A na niej dwanaścioro nastolatków, którzy uczestniczą w pewnym tajemniczym projekcie filmowym - ten, kto śledzi regularnie mojego bloga, wie na pewno, że tego typu historie kupują mnie natychmiastowo. Szybka akcja, do tego parę nagłych zwrotów, a także kilka niespodzianek. I tak oto owa powieść z pogranicza młodzieżówki i thrillera, wyszperana za grosze w Dedalusie, bardzo mi się podobała, wciągnęła mnie i, co więcej, stanowiła doskonałą inaugurację sezonu letniego czytania na kocu. Wiadomo, żadne to tam arcydzieło czy wybitna literatura. Po prostu dobra rozrywka, której nie mam ochoty analizować na drugą stronę czy też wynikać w jakieś tam drobne niedociągnięcia. Dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam. A mianowicie wciągającą, lekką, wakacyjną lekturę. Zatem polecam spragnionym podobnych doznań. :)
niedziela, 17 czerwca 2018 | By: Annie

"Policjanci. Ulica" - Katarzyna Puzyńska

                      Katarzynie Puzyńskiej literacko ufam bezwarunkowo i jeśli chodzi o każdą kolejną jej książkę - sięgam w ciemno. Nie inaczej było ze swieżynką "Policjanci. Ulica". Owa pozycja to zbiór wywiadów z policjantami pracującymi w terenie - na ulicy, w drogówce, jako obstawa meczy. Z początku były to rozmowy ogromnie ciekawe, niemniej im dalej w książkę, tym bardziej spadały moje zainteresowanie i uwaga. Pytania się powtarzają, odpowiedzi są niemal identyczne i jednocześnie jakby ciut za bardzo ugładzone, ugrzecznione. Co mam na myśli - zabrakło mi tu nutki pikanterii, przyciśnięcia, kontrowersji. Wiadomo, nie jest to pozycja, która miałaby na celu obnażać policyjne grzechy, ale jednak wyszło aż za grzecznie, prawie jak laurka. Czytało się to miło, ale jeśli chodzi o mnie to ciekawość zaspokoiłby równie skutecznie dłuższy wywiad w gazecie. Cała książka to trochę za dużo. Niemniej nie żałuję lektury.
sobota, 16 czerwca 2018 | By: Annie

Wakacyjną porą

                    Ten sam, co zawsze domek w nadbiebrzańskiej głuszy, ta sama wieś, staw i ławka pod wierzbą. Krowy muczące o poranku, stopy mokre od rosy i długie, spokojne zachody słońca wśród rechotu żab. Miejsce, gdzie czas płynie wolniej... Jednym słowem - wakacje. Przede mną trzy błogie tygodnie - na łonie natury, z mnóstwem książek, w gronie najbliższych, z coraz bardziej okazałym brzuszkiem. Piękny czas. Ku pamięci - wrzucam stosik książek, które przyjechały tu ze mną. 
wtorek, 5 czerwca 2018 | By: Annie

"Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej" - Cezary Łazarewicz

                        Kolejny reportaż Wydawnictwa Czarnego połknięty - nie wiem jak oni to robią, ale chyba po prostu nie wydają złych, czy nawet średnich książek. Wszystkie bez wyjątku są rewelacyjne. Najchętniej zakupiłabym całą tę serię i czytała bez końca. 

                        „Koronkowa robota” to literacki powrót do zbrodni popełnionej pewnej grudniowej nocy 1931 roku. Zamordowana zostaje nastoletnia Lusia, a główną oskarżoną zostaje Gorgonowa – guwernantka i zarazem też kochanka ojca Lusi. Czy faktycznie zabiła..? Dowody nie są jednoznaczne, ale innych podejrzanych i motywów brakuje. Była to sprawa, która swego czasu rozgrzewała całą Polskę i pół Europy. Dla mnie zupełna nowość.

                        Za sprawą dociekliwości i plastycznego języka Cezarego Łazarewicza otrzymujemy fascynujący, pełen detali opis tej nadal nie do końca rozwikłanej zbrodni-zagadki - a czyta się to niczym najlepszy kryminał. Ta pozycja to również wielobarwnie oddany klimat owych czasów oraz świadectwo mentalności ludzi, jak również źródło mnóstwa ciekawostek o dawnych metodach śledczych i rozwoju medycyny sądowej. Powiem tak – jakby podobnie wyglądały lekcje historii w szkole to może nie spędziłabym ich wszystkich czytając pod ławką lub przysypiając. Bo dla mnie to wciąż nowe odkrycie – że historia może być ciekawa. Z niecierpliwością czekam na kolejne znakomite reportaże Cezarego Łazarewicza. Przeczytam w ciemno.
sobota, 2 czerwca 2018 | By: Annie

"Dziesiąta aleja" - Mario Puzo

                         Oj, oj, jaka to dobra książka jest!!! Genialna, przepiękna obyczajówka, która odmalowuje losy rodziny włoskich imigrantów w Nowym Jorku na tle pierwszej połowy XX wieku. Ale tak, że momentalnie wsiąkasz, czujesz ten żar sierpniowych nocy, kiedy nestorki rodów na stołeczkach plotkują przed kamienicami i zajadają się sorbetem cytrynowym. Czujesz smak makaronu, pizzy i ten klimat ‘american dream’, który przesyca powietrze tęsknotą za lepszym jutrem. W tego rodzaju prozie nie sposób się nie zanurzyć, bo za sprawą słów przynosisz się do innego świata, a bohaterowie stają się bliscy jak rodzina. 

                       To powieść pozornie o niczym – po prostu zwykłe-niezwykłe życie - losy rodziny – mierzenie się z przeciwnościami losu, różne charaktery i marzenia, a to wszystko i tak nic w obliczu podmuchu wielkiej historii. Ale jak to jest napisane – niesamowicie plastycznie, wykwintnie, a jednocześnie zaskakująco przystępnie, lekko i wciągająco. Dawno nie czytałam takiej rasowej obyczajówki – gęstej, soczystej prozy pełnej wielobarwnych obrazów, emocji i zwykłego życia. To kolejna książka, do której lektury przymierzałam się od lat – cieszę się ogromnie, że wreszcie sięgnęłam. Literacka uczta. Jako ciekawostkę dodam, że „Dziesiątą aleję” polecił mi pewien kolega na obozie integracyjnym przed pierwszym rokiem studiów. Kolegi już dawno nie pamiętam, ale książka została. Siła literatury. ;)
piątek, 1 czerwca 2018 | By: Annie

"Stan nie! błogosławiony" - Magdalena Majcher

                        Z racji mojego własnego stanu ‘błogosławionego’ uaktywnił mi się jakiś dotychczas głęboko ukryty wewnętrzny radar – nagle widzę tyle kobiet z brzuszkami i wózkami, nagle dostrzegłam wielkie sklepy niemowlęce w centrach handlowych (one naprawdę były tam wcześniej? ;)). I przekłada się to również na literaturę. W bibliotece wyłowiłam zatem cały stosik powieści okołociążowych, a na pierwszy ogień poszedł „Stan nie! błogosławiony”. Owa lektura to historia pewnego małżeństwa, które oczekuje dziecka. I wszystko jest idealnie, aż do pierwszego USG genetycznego… 

                            Autorka, decydując się na takie a nie inne pokierowanie losami bohaterów, w zasadzie poszła po linii najmniejszego oporu – najmniej kontrowersyjnej, najbardziej ugładzonej. Nie chce tu za bardzo spoilować, ale historia jest do bólu wyidealizowana, postaci sztuczne, a dialogi drętwe i nierealistyczne. Uczucia potraktowano bardzo powierzchownie, schematycznie, płytko. ‘Pola była smutna', 'Pola płakała'. Takie frazesy, które można wybaczyć kryminałowi czy thrillerowi, ale od obyczajówki oczekuję jednak większego kalibru emocji. Po prostu nie udało się tu uchwycić wielowymiarowych wątpliwości, rozterek, dramatu - do tego stopnia, że ja, największa panikara jeśli chodzi o kwestie zdrowotne, czytałam i ziewałam - emocji zero. No i merytorycznie popełniono tu jeden spory błąd – istnieje alternatywa dla amniopunkcji - badania wolnego płodowego DNA (w skrócie NIPT), o których lekarz w prywatnej przychodni jakoś nawet nie wspomniał bohaterce. Hahaha, dobre sobie - w momencie, kiedy całe ściany takich placówek obwieszone są reklamami tych badań. ;) Natomiast podobał mi się wątek z matką głównej bohaterki – jedyny wyrazistszy akcent tej książki. Ale generalnie to bardzo średnia lektura, mdła strasznie i zwyczajnie nudna. Ciekawy temat, ale kiepskie pisarstwo. A ja nadal szukam fajnych książek o ciąży, ale coś mi z takimi nie po drodze. Czyżby w tym temacie napisano same mdłe i przesłodzone czytadła?!
czwartek, 31 maja 2018 | By: Annie

"Nasz mały PRL. Pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem" - Izabela Meyza, Witold Szabłowski

                         Ostatnio staram się sięgać po książki, które chciałam przeczytać w zasadzie ‘od zawsze’ – póki mam czas, nadrabiam zaległości i spełniam swoje literackie zachcianki. W każdym razie wokół tej książki krążyłam jakieś 7 lat i nadeszła wreszcie jej pora. 

                           Głownie bohaterowie, a zarazem autorzy tej pozycji, to współczesne, warszawskie małżeństwo, które na pół roku postanawia przenieść się do PRL-u. Kompletują zatem wyprawkę – nowe mieszkanie, maluch, meblościanka, przydział ziemniaków i papieru toaletowego. Wyłączają internet, komórki, on zapuszcza wąsy, a ona robi trwałą. Czy da się tak żyć? Przede wszystkim ta książka to fajne źródło wiedzy o owych czasach – dużo ciekawostek, anegdotek, drobiazgów malujących PRL-owską codzienność. Natomiast irytował mnie główny bohater-autor, który wymagał od wszystkich innych, tylko jakoś najmniej od siebie. W sumie dla niego to była korzystna zmiana – jako mężczyzna z gatunku homo sovieticus głownie siedział na kanapie, czytał gazety i pił wódkę z kumplami, a to żona zasuwała od świtu do nocy – zakupy, pranie, gotowanie, opieka nad dzieckiem. Więc tu, gdzie zmiana była wygodna, nasz autor stosował się w 100%. Ale  jednocześnie, jak się okazało, że praca na maszynie jakoś nie idzie, że jakoś mniej wygodnie, to zaraz poleciał po laptopa… Trochę zaleciało hipokryzją. Gdzieś tam w tyle głowy liczyłam też na trochę głębsze i ambitniejsze obserwacje – coś więcej niż marudzenie, że ‘kiedyś to ludzie wpadali do siebie bez zapowiedzi, a teraz nie wypada i trzeba zadzwonić’. Ano trzeba, bo teraz nikt nie siedzi całe dnie w domu i się nie nudzi.;) Niemniej książka jak najbardziej na plus. Miły relaks w ten koszmarny upał. Ciekawostka. Ale chyba oczekiwałam ciut więcej.
piątek, 25 maja 2018 | By: Annie

Targi 2018

                      Kolejne targi książki zaliczone – coroczna uczta literacka, wielkie święto i przede wszystkim ogromna przyjemność. W tym roku dla mnie pod każdym względem wyjątkowe, bo z wymarzonym 'brzuszkiem’. ;) 
                      Wrzucam nie tylko zdobycze stricte targowe, ale też te, które przyszły do mnie w okolicy targów – zamówione z bonito itd. Pierwszy stosik to moje przyjemności - starałam się w tym roku za bardzo nie szaleć i kupować rozsądnie, bo czasu będzie coraz mniej, a nieprzeczytanych lektur jakoś wcale nie ubywa. Drugi stosik wyjątkowy – kolekcja książek Laury błyskawicznie się powiększa. I parę poradników, które zamierzam uważnie pochłonąć na wakacjach już za trzy tygodnie. :)



Niemniej jak na założenie, że nie będę NIC kupować to i tak sporo tego wyszło… zupełnie nie wiem jak to się stało, co najlepiej ilustrują poniższe zdjęcia. ;)))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...