piątek, 25 maja 2018 | By: Annie

Targi 2018

                      Kolejne targi książki zaliczone – coroczna uczta literacka, wielkie święto i przede wszystkim ogromna przyjemność. W tym roku dla mnie pod każdym względem wyjątkowe, bo z wymarzonym 'brzuszkiem’. ;) 
                      Wrzucam nie tylko zdobycze stricte targowe, ale też te, które przyszły do mnie w okolicy targów – zamówione z bonito itd. Pierwszy stosik to moje przyjemności - starałam się w tym roku za bardzo nie szaleć i kupować rozsądnie, bo czasu będzie coraz mniej, a nieprzeczytanych lektur jakoś wcale nie ubywa. Drugi stosik wyjątkowy – kolekcja książek Laury błyskawicznie się powiększa. I parę poradników, które zamierzam uważnie pochłonąć na wakacjach już za trzy tygodnie. :)



Niemniej jak na założenie, że nie będę NIC kupować to i tak sporo tego wyszło… zupełnie nie wiem jak to się stało, co najlepiej ilustrują poniższe zdjęcia. ;)))

środa, 9 maja 2018 | By: Annie

"Na skraju załamania" - B.A. Paris

                         Wiem jedno – po każdą kolejną powieść B.A. Paris sięgnę w ciemno, nie czytając nawet opisu na okładce. Bo jej książki to gwarancja znakomitej, wciągającej rozrywki – lektura, od której nie można się oderwać. Rok temu dosłownie połknęłam świetny thriller o pozornie idealnym małżeństwie – „Za zamkniętymi drzwiami” – kto nie czytał, pora nadrobić. Tym razem sięgnęłam po swieżynkę literacką „Na skraju załamania” – historię Cass, która nie pomogła przypadkowo spotkanej kobiecie. Następnego dnia okazuje się, że ta sama kobieta została zamordowana... a dla Cass zaczyna się spirala poczucia winy, do tego dochodzą głuche telefony i kłopoty z pamięcią... Atmosfera osaczenia i paranoi narasta. Wiadomo, żadne to tam arcydzieło, ale to ten rzadki typ lektury, że zaczynasz czytać i czytasz nieprzerwanie do rana. I choć (o dziwo! nigdy mi się to nie zdarza) domyśliłam się zakończenia, to jednak do końca czytałam z wypiekami i gryząc paznokcie. Jeśli na wakacje szukacie wciągającej lektury na leżak czy do samolotu – koniecznie sięgnijcie. Najwyższej jakości thriller.
niedziela, 6 maja 2018 | By: Annie

"Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro" - Karolina Domagalska

                  Wydawnictwo Czarne ponownie mnie nie zawiodło. Tym razem pokusiłam się o zupełnie nową tematykę – nie podróżniczą, nie historyczną, a społeczną - mianowicie kwestię in vitro. Oczywiście, oprócz jak zwykle świetnej jakości reportażowej, w książce przede wszystkim podobało mi się jedno – że nie jest to kolejna pozycja w stylu ‘czy warto robić in vitro, a może jednak nie, bo przecież niezgodne nauką kościoła itd.’. To reportaż, który poszedł o wiele dalej, na temat patrzy z szerszej perspektywy, z europejskiego, bardziej otwartego punktu widzenia. Nie ma tu dywagacji czy warto, czy powinno się robić – odpowiedź jest jasna – kto chce, niech robi, komu religia nie pozwala – jego sprawa. Dla mnie w tym miejscu kończy się dyskusja, ale za to zaczynają się fascynujące zagadnienia wokół tematu – co z dawstwem nasienia, bankami spermy, jak honorować anonimowość dawców, co z parami homoseksualnymi, co z surogacją, samotnymi matkami itd. - i właśnie te tematy omawia książka, w dodatku w szerokim, globalnym kontekście. 

                        Swoją drogą nie jestem stanie zrozumieć, że w Polsce in vitro nadal wzbudza takie kontrowersje – choć cały świat poszedł dalej, my nadal wałkujemy ten jeden temat. A jednocześnie brakuje regulacji prawnych, więc w zasadzie wolno niemal wszystko – oprócz niszczenia zarodków - mało kto o tym wie, a jest to przecież główny argument na 'nie' przeciwników sztucznego zapłodnienia. Z kolei byłam pozytywnie zszokowana jak tolerancyjnym krajem w kontekście polityki reprodukcyjnej jest Izrael. Jednego jestem pewna - ja, osobiście, gdybym nie mogła zajść w ciążę naturalnie, to przed in vitro nie wahałabym się nawet pięciu minut. A książkę polecam, cieszę się że sięgnęłam. Wcześniej pewnie nie zainteresowałaby mnie ta tematyka, ale teraz, gdy sama mam zostać mamą, ciągnie mnie do takich okołociążowych tematów. Ciekawe spojrzenie na niekonwencjonalne rodzicielstwo, można przemyśleć sobie parę kwestii, docenić jakim darem jest dziecko i co naprawdę oznacza bycie rodzicem. Wartościowa lektura, która poszerza horyzonty.
sobota, 5 maja 2018 | By: Annie

"Troje" - Sarah Lotz

               Oto książka, która chyba cztery lata przeleżała na moich półkach, aż w końcu, w przypływie czytelniczej łaskawości, stwierdziłam – nadszedł jej czas. ;) Chomikowałam ją długo, bo wiedziałam, że będzie to nie lada czytelniczy smaczek – ja po prostu uwielbiam takie klimaty! Owa historia dotyczy wydarzeń z Czarnego Czwartku – dnia, w którym cztery samoloty linii pasażerskich rozbijają się na czterech kontynentach. Przeżywa tylko trójka dzieci... Cud? Spisek? Przypadek? Wokół katastrofy narasta atmosfera paranoi i zagrożenia, co dodatkowo jest potęgowane przez dziwne zachowanie ocalałych dzieci. Strasznie podobał mi się sposób prowadzenia narracji – coś nowego, świeżego, oryginalnego. Bo otóż mamy tu jakby książkę w książce – autorka pisze reportaż o wydarzeniach Czarnego Czwartku – treść to miks przeprowadzonych przez nią wywiadów, nagrań, dokumentów, relacji świadków. Narracja toczy się wielotorowo, ale ani przez chwilę nie miałam poczucia zagubienia w wątkach. Wręcz przeciwnie – nie mogłam się oderwać. To historia o katastrofie, ale też o ludzkiej naturze – ogromnie podobały mi się opisy narodzin wszystkich tych teorii spiskowych, począwszy od religijnych objawień aż po najazd kosmitów. Wiele osób krytykuje zakończenie tej powieści. Sama nie wiem… Ja chyba jestem zadowolona, w każdym razie głowa szumiała mi od wrażeń i emocji, długo nie mogłam zapomnieć o tej historii, uwielbiam to uczucie oszołomienia po lekturze. Ostrzę sobie żeby na kolejną książkę tej autorki – „Dzień czwarty” – już zamówiłam, nie mogę się doczekać kiedy wreszcie dorwę ją w swoje ręce!!!
piątek, 4 maja 2018 | By: Annie

Idzie nowe... :)

                     Mam mnóstwo zaległych notek, blog przez ostatnie miesiące zarósł niestety grubą warstwą kurzu oraz pajęczyn – niemniej bardzo potrzebowałam tych chwil dla siebie, dla nas – na oswojenie nowej rzeczywistości... na przywitanie tej małej, idealnej dziewczynki, która fika właśnie radośnie w moim brzuchu. Odliczamy dni do września. :) Na szczęście wolny czas to obecnie mój wielki skarb i luksus - wraz z kwietniem skończyłam studia, odebrałam dyplom i mam ten ogromny komfort, że na razie nie muszę pracować, więc obijam się słodko, z niecierpliwością wyglądając przyszłości. Głowa powoli odlatuje ku nowemu – instynkt wicia gniazda się włączył. Mnóstwo czasu spędzam na necie czytając o wózkach, nosidełkach, rozwoju dziecka, zamawiając ubranka itd. A frajdę mam z tego ogromną. Apetyt na książki i zdolność skupienia na lekturze również wróciły. To fajny, spokojny i wyjątkowy okres. W związku z czym pora na reaktywację bloga. :)
niedziela, 11 lutego 2018 | By: Annie

"Arystokratka na koniu" - Evžen Boček

                   Mój umysł przebywa obecnie w zupełnie innym świecie, unoszę się trzy metry nad ziemią, głowy do czytania nie mam zupełnie – ale to wróci w swoim czasie, jestem pewna. Na razie czytam skokowo – tzn. jeden dzień zrywu, kiedy pochłaniam kilkaset stron, a potem znowu przestój. Widocznie tak ma być, notuję dla siebie, ku pamięci na przyszłość. ;) W każdym razie „Arystokratka” dobra na wszystko – tom trzeci zakupiłam na kindla dzień po premierze i połknęłam szybko oraz ze smakiem. Dla tych, którzy tej serii jeszcze nie znają – jest to autentycznie przezabawna opowieść o pewnej rodzinie czeskich arystokratów, która po latach odzyskuje rodowy zamek - Kostkę. Oczywiście wiąże się to z całą masą komicznych perypetii, natrętnymi turystami, awariami itd. Nie był to może taki zachwyt jak przy lekturze tomu pierwszego – wiadomo, urok nowości, zaskoczenie... W każdym razie przy „Arystokratce na koniu” nadal bawiłam się świetnie, szkoda tylko, że tak krótko! I znowu trzeba będzie czekać parę lat na kolejny tom... Ale wiem, że warto, bo żadna inna lektura nie zapewnia mi takiej dawki głośnego śmiechu i poprawy humoru. Panie Boček, pisz pan szybciej! ;)
sobota, 27 stycznia 2018 | By: Annie

"Kobieta w oknie" - A.J. Finn

                      Przyznam, że ostatnio nieco męczą mnie te wszystkie blurby, jak i wszelka krzykliwość oraz nachalność reklamowa - każda nowa książka jest ‘naj, naj, naj’ , ‘niesamowita’ i ‘wybitna’. A nie wystarczy, że będzie, jak wiele innych, zwyczajnie dobra? Tak, tak, wiem – marketing i pieniądze… W każdym razie czy „Kobieta w oknie” faktycznie jest tak ‘nieodkładalna’ jak zachwala Stephen King? Nie, nie jest, w międzyczasie przeczytałam inną pozycję, choć przyznam, że powieść A.J. Finn czytałam z zainteresowaniem, historia wciągnęła mnie. Czy jest to ‘najbardziej porywający thriller od czasu „Zaginionej dziewczyny”’ jak z kolei deklaruje Tess Gerritsen? Jeśli kogoś „Zaginiona dziewczyna” aż tak porwała, to być może tak lub nawet bardziej, natomiast ja nigdy nie byłam jakąś wielką entuzjastką książki Gillian Flynn – dobrze ją wspominam, ale bez fajerwerków. Do czego zmierzam – „Kobieta w oknie” to po prostu solidny, bardzo umiejętnie napisany thriller – naprawdę dobry, ale też bez przesady – arcydzieło to nie jest. 

                      Podobała mi się kreacja głównej bohaterki – pokiereszowanej przez życie prawie czterdziestolatki, która cierpi na agorafobię i nie wychodzi z domu, za to namiętnie ogląda czarno-białe filmy i obserwuje swoich sąsiadów - aż pewnego dnia widzi coś, czego zobaczyć nie powinna.... Podobało mi się zakończenie, które jak najbardziej mnie zaskoczyło. Jeszcze raz podkreślam – to bardzo porządna, dobra książka, ale nie wiem, czy to może już moje zmęczenie tematem, czy po prostu przy którymś tam dziesiąt przeczytanym thrillerze przestajesz się tak emocjonować – nie wiem, w każdym razie okładkowe zachwyty są na wyrost moim zdaniem, miejmy trochę umiaru w tych wielkich słowach. Natomiast jeśli lubicie thrillery – gorąco polecam tę pozycję! Solidny reprezentant swojego gatunku, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że znajdzie się w moim prywatnym rankingu TOP15 najlepszych thrillerów. :) 

niedziela, 14 stycznia 2018 | By: Annie

"Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka" - Cezary Łazarewicz

                     Ostatni tydzień to była w moim życiu istna jazda bez trzymanki, pełna wrażeń, emocji i pięknych chwil. Bałam się trochę, że sięgnięcie po ambitny reportaż to nie będzie dobry wybór na ten czas, że nie będę miała głowy do tego typu ‘poważnej’ lektury, a i moje myśli ulecą ku innym sprawom… A jednak - za każdym razem gdy siadałam do tej pozycji, natychmiastowo i w pełnym skupieniu przenosiłam się w nieznany mi, przerażający świat – czas lat 80, kiedy ZOMO bestialsko zamordowało warszawskiego maturzystę – Grzegorza Przemyka. Owa pozycja to opis tych dramatycznych wydarzeń, jak i wieloletniego procesu, który stał się przedmiotem manipulacji i ohydnych kłamstw polityków. To także niepowtarzalny portret ówczesnego społeczeństwa, codzienności i obyczajowości. 

                     Uważam, że nie ma sensu pisać więcej, streszczać, analizować – tę książkę po prostu trzeba przeczytać i w zadumie przetrawić. To reportaż idealny, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, świetnie napisany, chwyta za serce, pozostawia z uczuciem niedowierzania, bezsilności i smutku. Zazwyczaj nie szczędzę słów pochwały lekturom – bo i dlaczego bym miała, skoro dana pozycja wzbudza we mnie same pozytywne emocje - niemniej teraz żałuję, że nie bywam jednak ciut oszczędniejsza w swoich zachwytach – miałabym rezerwę wielkich słów dla książki Cezarego Łazarewicza. W każdym razie nie przegapcie tej pozycji – niesamowita lekcja historii, reportaż doskonały, a jednocześnie czyta się to jak thriller, nie ma tu żadnej bariery nieprzystępności czy literackiego snobizmu, którego tak nie znoszę w polskiej prozie ambitnej. Już niedługo będę miała przyjemność obejrzeć sztukę w Teatrze Polonia, która powstała właśnie na podstawie tej lektury - nie mogę się doczekać. A książkę gorąco polecam!
sobota, 6 stycznia 2018 | By: Annie

"Podpalacz" - Wojciech Chmielarz

                           Lubię polski kryminał. Uważam, że mamy kilku naprawdę niezłych autorów, z ciekawymi pomysłami i dobrym warsztatem. Zatem sięgając po nowego dla mnie twórcę tego gatunku – Wojciecha Chmielarza – spodziewałam się książki dobrej, ale to, co otrzymałam przekroczyło wszelkie moje oczekiwania. Przyznam od razu – to chyba najlepszy polski kryminał, jaki przeczytałam w życiu. I nie chodzi nawet o samą intrygę, która swoją drogą jest bardzo wciągająca, dopracowana oraz umiejętnie poprowadzona, a zaznaczam, że nie ma tu ani jednego z tych elementów, które zawsze łatwo mnie ‘kupują’ i sprawiają, że patrzę na daną książkę przychylniejszym okiem – takich jak niewielkie miasteczko, rodzinna tajemnica i ograniczona przestrzeń, typu wyspa, samolot lub odcięta od świata rezydencja. Nie, książka Wojciecha Chmielarza nie ma z w sobie nic z romantycznej zbrodni - to rasowe policyjne śledztwo prowadzone po całej Warszawie, dotyczące serii podpaleń domów mieszkalnych - czyli tematyka zupełnie nie w moim guście. A jednak zachwyciłam się, a to, co mnie przekonało, to przede wszystkim znakomita postać komisarza Mortki – tak dobrze i wyraziście zarysowana - oraz naprawdę świetny styl pisania autora i zakończenie, które wbija w fotel. Plus mały bonus w postaci dobrze znanych mi okolic Ursynowa. 

                          Nadziwić się nie mogę - czemu ten autor nie został bardziej rozreklamowany? Czemu nie czytają go tłumy? On jest przecież lepszy niż Mróz, Miłoszewski, Krajewski, Jodełka, Puzyńska czy Bonda (choć akurat o to nietrudno)! W każdym razie ja zaraz zabieram się za tom drugi, jak tylko Tata odda mi książkę. ;) A "Podpalacza" GORĄCO polecam!!!!
środa, 3 stycznia 2018 | By: Annie

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" - Olga Tokarczuk

                           Literacko rok 2018 rozpoczęłam z przytupem, bowiem od razu udało mi się przeczytać książkę jednocześnie ambitną, mądrą, piękną i świetnie napisaną. Z resztą po tej autorce nie spodziewałam się niczego innego – przedsmak jej stylu i wybitnych umiejętności literackich poczułam już w krótkim tomie opowiadań pod tytułem „Szafa”

                          „Prowadź swój pług przez kości umarłych” to opowieść osadzona w gęstych, górskich lasach Kotliny Kłodzkiej. Historia dotyczy serii tajemniczych morderstw dokonywanych na kolejnych myśliwych, do których dochodzi - jak sugeruje główna bohaterka - w ramach zemsty zwierząt. Książkę ilustrują piękne zdjęcia – kadry z filmu – co dodatkowo potęguje klimat nostalgii, osamotnienia, podziwu i respektu dla potęgi przyrody. Owa lektura to ponadto swego rodzaju manifest, proklamacja dla wszystkich przeciwników polowania, wegetarian i przyjaciół zwierząt. Wiele tu oryginalnych, wyrazistych scen, ciekawych zdań-cytatów oraz trafnych spostrzeżeń, które aż chce się analizować z ołówkiem w ręku. To mądra, refleksyjna lektura, która też bezlitośnie obnaża wszechobecną hipokryzję – kościelną, polityczną, społeczną. Plus główna bohaterka, którą zapamiętam na długo. To wszystko składa się na tak rzadki w Polsce przykład literatury jednocześnie ambitnej i przystępnej czytelnikowi. Chciałabym, żeby cały mój 2018 rok czytelniczo był tak dobry jak ta pierwsza pozycja. Oby jak najwięcej takich książek!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...